Teczuszka Stańczyka
Oto naści twoje wiosło: błądzący w odmętów powodzi, masz tu kaduceus polski, mąć nim wodę, mąć.
502 obserwujących
716 notek
4074k odsłony
  4139   4

Co i do kogo mówił Andrzej Duda w Kijowie

Jeżeli wystąpienie polskiego prezydenta było zaplanowane na chłodno i miało służyć osiągnięciu konkretnych celów, to można je uznać za sprawne i dobre. Jeśli szło z duszy i serca - to jest gorzej, niż można było sądzić.

Podniosłymi momentami w Kijowie niezmiernie ekscytowali się niektórzy romantycy, tacy jak choćby Agnieszka Romaszewska. Ale przecież mamy konkrety, które pozwolą natychmiast przetestować tę wielką przyjaźń. Jest polsko-ukraiński spór o zezwolenia dla ukraińskich firm transportowych na pracę w UE – co jest konkurencją dla firm polskich. Tutaj Kijów groził Polsce sądem (jeszcze przed wybuchem wojny). Jest też kwestia sprzedaży zboża, towaru dzisiaj deficytowego. Ukraińskie firmy wcale nie mają ochoty sprzedawać go do Polski, bo Niemcy płacą więcej, za to oczekują, że Polska zapewni w ramach „pomocy” bezpłatny (!) transport tego towaru przez swoje terytorium. (Opieram się na relacji z pierwszej ręki.) Jeśli w tego typu kwestiach atmosfera, stworzona przez pana prezydenta pomoże – to wspaniale. Powracam natomiast do pytania, czy Andrzej Duda w ogóle z takim właśnie między innymi zamiarem mówił to, co mówił.

Jest jeszcze wątek przyjęcia Ukrainy do UE. To oczywiście kompletna mrzonka. Moglibyśmy czysto teoretycznie zastanawiać się, jakiego typu i w jakim celu sojusze wewnątrz UE Polska mogłaby z Ukrainą zawierać, ale byłyby to bajki o żelaznym wilku. Ukraina nie będzie gotowa na przystąpienie do UE przez dekady, i z powodu stanu swojej gospodarki, i stanu swojego życia publicznego czy prawodawstwa. Przede wszystkim zaś na jej wejście do Unii nie będzie zgody wszystkich krajów Unii, a nawet w wersji federalistycznej, forsowanej już nie tylko przez Olafa Scholza, ale też Ursulę von der Leyen, czyli w praktyce rezygnacji z jednomyślności, sprawa przyjmowania nowych członków nadal pozostawałaby kwestią decyzji wszystkich członków.

Po drugie – mówił polski prezydent do Polaków. Gdyby zakładać, że wystąpienie nie szło z serca, ale z głowy (nomen omen – państwa), to trzeba by uznać, że w tym aspekcie cel był dwojaki. Po pierwsze – utwierdzenie wyborców obozu władzy w przekonaniu, że władza robi rzeczy wspaniałe i piękne. Nie ma znaczenia, czy racjonalne – wyborcy PiS tego w ogóle nie oczekują. Lecz po drugie – celem było zapobieżenie szybkiemu topnieniu entuzjazmu. Jeżeli pan prezydent ma jakiś kontakt z rzeczywistością, musi wiedzieć, że to się już dzieje. Nikt tego niestety nie bada, dziennikarze nie tykają tabu (znów – można wątpić, czy są w związku z tym faktycznie dziennikarzami), ale z informacji z własnego otoczenia (nie mówię o tych anonimowych, powielanych w internecie, lecz o tych wiarygodnych i sprawdzonych) wiele osób wie, jak głębokie rozczarowanie przeżywa duża część tych, którzy przyjęli pod swój dach Ukraińców. Czas płynie, wojna trwa, duża część gości nie ma zamiaru szukać pracy, stali się obciążeniem dla swoich gospodarzy, a państwo umyło ręce. Nieuchronny jest też wzrost frustracji i zapewne intensywne ochłodzenie proukraińskich nastrojów u tych, którzy zaczynają ze sobą zestawiać gigantyczną pomoc, jakiej udzielamy Kijowowi – znacznie przekraczającą to, co robi wiele dużo bogatszych państw UE – z własnymi problemami bytowymi. Którzy dostrzegli chociażby, że jeśli muszą za węgiel zapłacić trzy razy tyle co sezon wcześniej, o ile w ogóle mogą go kupić, to jest to kwestia szabelkistycznej decyzji polskiego rządu, żeby wprowadzić embargo na rosyjski węgiel o wiele wcześniej niż cała Unia.

Chodziłoby zatem prezydentowi o podtrzymanie u tych ludzi przekonania, że owszem, może będzie bardzo źle, ale to wszystko ma sens, bo wykuwa się Coś Wielkiego. Tak dokładnie, to nie wiadomo, co właściwie, ale nie bądźmy drobiazgowi.

Po trzecie – przemawiał pan prezydent do społeczności międzynarodowej, przede wszystkim unijnej. Tu być może sprawa jest najbardziej niejednoznaczna. Bardzo mocno wybrzmiało w wystąpieniu Andrzeja Dudy, że nikt nie ma prawa decydować o Ukrainie bez jej udziału. Była to oczywista aluzja do trwających w lekkim tylko ukryciu za kulisami rozmów i rozważań o tym, czy i na jakich warunkach Ukraina mogłaby zawrzeć w końcu z Rosją pokój, płacąc za niego jakąś częścią swojego terytorium. Niekoniecznie nawet tego zajętego podczas obecnej inwazji, ale w 2014 r. Że takie rozmowy się toczą, ostrzegali całkiem publicznie członkowie ukraińskiej delegacji w Davos.

Można zrozumieć, dlaczego polski prezydent tak stanowczo się w tej sprawie wypowiedział: to próba ostrzeżenia naszych partnerów przed sytuacją, w której komuś przyszłoby do głowy w nieokreślonej przyszłości wywierać nacisk na Polskę, aby jakimiś koncesjami, nawet niekoniecznie terytorialnymi, opłacić pokój. Z tego punktu widzenia ton wystąpienia polskiego prezydenta jest całkowicie uzasadniony.

Jest jednak i druga strona tego medalu. Choć w Polsce taka dyskusja jest niemalże nieobecna, bo mamy faktyczną cenzurę debaty publicznej na temat wojny na Ukrainie, jednak trzeba stawiać pytanie, czy naszemu krajowi faktycznie opłaca się wspieranie maksymalizacji celów ukraińskich, a tym samym – przeciąganie wojny. Abstrahując od pytania, czy Moskwa byłaby w tym momencie gotowa na jakąkolwiek umowę. Wszystko wskazuje na to, że władza i większość opozycji uznały, że o tym się nie dyskutuje. Może się jednak okazać, że ta dyskusja stanie się w którymś momencie konieczna. Dla nas jest to tym bardziej pokomplikowane, że zaczyna być widoczny rozdźwięk pomiędzy kluczowym w tej kwestii stanowiskiem USA (walczyć do końca – osiągając amerykańskie cele cudzym kosztem) a ważnych europejskich graczy.

Jak zatem oceniać wystąpienie Andrzeja Dudy? Jako się rzekło – wiele zależy od tego, do jakiego stopnia było ono realizacją przemyślanej, na zimno wykalkulowanej taktyki, a do jakiego – szczerą i emocjonalną deklaracją. Jeśli to pierwsze – wystąpienie można uznać za nieźle pomyślane. Jeśli to drugie… jest chyba gorzej, niż można było myśleć.


Lubię to! Skomentuj66 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka