Stało się... po mrozach przyszła odwilż. Z dachów kapie i trzeba było poruszać się w błocie pośniegowym. Ale chyba lepsze to, niż - 18 stopni w dzień, a w nocy ok. -20.
Z takiego obrotu sprawy cieszą się też zarazki, które dopadły tego i owego, a i mnie się dostało. I leci mi z oczu, z nosa oraz mówię głosem z intrygującą chrypką, co ma - podobno - swój urok, choć nie jest wygodne dla mnie gaduły, bo jak się rozpędzam, to potem pokasłuję.
Dla ratowania zdrowotności zakupiłam medykament na - ewentualne - obniżenie ciepłoty ciała oraz "tony" chusteczek do nosa. Próbuję wytrzymać.
Pewien życzliwy polecił mi - również - grzane piwo z imbirem, miodem, goździkami, gałką muszkatołową, zielem angielskim, kolendrą oraz cynamonem. No to piję, na rozgrzewkę, próbując się też rozruszać energetyczną muzyką, choć łatwo nie jest. Jednak, może przeżyję.
Inne tematy w dziale Rozmaitości