23 obserwujących
1075 notek
551k odsłon
1461 odsłon

Stoch dogonił Ahonena!

Wykop Skomentuj44

Wiem. Są w tej chwili znacznie ważniejsze tematy i donioślejsze sprawy. Ale pomyślałem sobie, że nawet w takiej sytuacji nie można żyć tylko i wyłącznie liczbą trupów w Chinach, we Włoszech czy gdziekolwiek indziej oraz coraz bardziej dramatyczną pod tym względem sytuacją w Polsce.
Kamil Stoch, na trzy konkursy przed końcem zimy, wreszcie zrealizował to, czego spodziewałem się po nim w tym sezonie na 100%. Zrównał się pod względem ilości zwycięstw w Pucharze Świata z Janne Ahonenem. Obaj mają po 36 I-ligowych wygranych. Dzielą czwarte miejsce w historii. Przed nimi tylko Schlierenzauer, Nykaenen i Małysz. Dla niewtajemniczonych oraz bardziej zorientowanym dla przypomnienia, czołowa 15-tka rankingu najwybitniejszych, na przestrzeni dziejów, konkursowych zwycięzców.
1.    Gregor Schlierenzauer    AUT – 53
2.    Matti Nykaenen               FIN     - 46
3.    Adam Małysz                   POL    - 39
4.    Janne Ahonen                  FIN    - 36
5.    Kamil Stoch                      POL    - 36
6.    Jens Weissflog               GER    - 33
7.    Schmitt Martin                GER    - 28
8.    Felder Andreas                AUT    - 25
9.    Ammann Simon            SUI    - 23
10.    Morgenstern Thomas   AUT    - 23
11.    Prevc Peter                    SLO    - 23
12.    Freund Severin              GER    - 22
13.    Kraft Stefan                   AUT    - 21
14.    Goldberger Andreas     AUT    - 20
15.    Widhoelzl Andreas       AUT    - 18

Przy równej liczbie zwycięstw o miejscu decyduje bilans pozostałych podiów wywalczonych przez skoczka.
Oczywiście bezwzględna liczba pucharowych zwycięstw nie jest wcale jedynym i chyba nie jest też najważniejszym wskaźnikiem klasy skoczka. Moim, i nie tylko, zdaniem, jeszcze więcej o rzeczonej klasie mówi współczynnik wygranych do liczby konkursów, w których dany skoczek brał udział. Dla przywołanej 15-tki skoczków te współczynniki wynoszą (stan na dzisiaj po konkursie w Lillehammer) jak następuje:
1.    Matti Nykaenen        - 0,329 (46/140)
2.    Gregor Schlierenzauer    - 0,197 (53/269)
3.    Jens Weissflog        - 0,176 (33/188)
4.    Felder Andreas        - 0,121 (25/206)
5.    Adam Małysz            - 0,111 (39/350)
6.    Kraft Stefan             - 0,107 (21/196)
7.    Freund Severin        - 0,106 (22/208)
8.    Kamil Stoch            - 0,105 (36/342)
9.    Schmitt Martin        - 0,096 (28/293)
10.    Morgenstern Thomas    - 0,094 (23/245)
11.    Prevc Peter            - 0,091 (23/252)
12.    Janne Ahonen            - 0,088 (36/411)
13.    Goldberger Andreas        - 0,070 (20/287)
14.    Widhoelzl Andreas        - 0,065 (18/279)
15.    Ammann Simon        - 0,052 (23/445)

Z tej drugiej tabeli wynika niewątpliwie jedna rzecz. Najwybitniejszym skoczkiem w historii Pucharu Świata był ś.p. Matti Nykaenen. Skądinąd pijak, damski bokser, striptizer i nożownik. Słowem życiowa menda. Ale, jako skoczek, nie miał i nie będzie chyba miał nigdy, sobie równych. Podobnie jak Freddy Mercury jako rockman.
Przy czym ta druga przytoczona hierarchia, mimo że niby bliższa prawdzie, bo podaje wartości netto, a nie brutto, w paru wypadkach bardziej zaciemnia niż wyjaśnia rzeczywistą wartość skoczków. I piszę to nie dlatego, że jestem Polakiem (to samo dotyczyłoby zawodników czeskich, włoskich czy rosyjskich, tyle, że nie było wśród nich takich geniuszy jak Małysz i Stoch i dlatego tu nie figurują), ale dlatego, że naprawdę sytuacja naszych dwóch skoczków, na początku ich karier, nie była taka sama jak ich niemieckich, austriackich i fińskich kolegów. Austriak czy Niemiec, żeby  trafić do PŚ, musiał skakać na bardzo wysokim poziomie. Dlatego już na wejściu taki Nykaenen, Kraft czy Schlierenzauer uzyskiwali bardzo dobre miejsca. Gdyby ich nie uzyskiwali, nie skakaliby w I lidze. Tymczasem taki Stoch (Małysz jednak w stopniu nieco mniejszym, bo jego początki były znacznie lepsze, choć będąc Niemcem na pewno w latach 1998-2000 w Pucharze by nie skakał) prze kilka lat skakał w PŚ mimo, że klepał bulę, bo w Polsce nie było lepszych. I psuł sobie, podobnie jak Małysz we wspomnianym okresie, statystyki. Wszelkie.
Dlatego mam swoją hierarchię skoczków. Opartą  nie tylko o przytoczone dane. Podzielę się z nią na tym forum, jak i kilkoma innymi refleksjami związanymi ze skokami, w nieodległym czasie. Postanowiłem bowiem, że od przyszłego sezonu mój główny sportowy blog przenoszę na „Salon”. Zrobiłem rachunek sumienia i mi wyszło, że tak będzie lepiej.
Tymczasem napiszę tylko, że dla mnie (stan na dzisiaj) dwa pozostałe miejsca za Finem na podium wszech czasów, podium dla NAJLEPSZYCH SKOCZKÓW W HISTORII, zajmują dwaj Polacy. Drugi jest jeszcze, na razie, mimo wszystko Adam, a trzeci Kamil. Ale kto wie jak to będzie po Mistrzostwach Świata w lotach w Planicy? Tylko krowa nie zmienia poglądów.

Wykop Skomentuj44
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport