24 obserwujących
1116 notek
594k odsłony
  270   0

Krajobraz po Klingenthal. Statystyczny i niestatystyczny

Napiszę tak. Halvor Granerud przesądził w Klingenthal o zdobyciu przez siebie w tym sezonie Kryształowej Kuli. Jestem o tym przekonany i w dodatku się ze sobą zgadzam. To jest najważniejsze moje spostrzeżenie po oglądnięciu pucharowej rywalizacji skoczków w ostatni weekend. Ponieważ reszta spostrzeżeń wypada przy tym spostrzeżeniu blado, to sobie ich wyjątkowo oszczędzę i, żeby zdążyć na mecz Lewandowskiego o kolejne trofeum, przejdę od razu do statystyk.


•    Klasyczna punktowa klasyfikacja wszech czasów
1.    Sobota, jeżeli chodzi o ten ranking była, na pierwszy rzut oka, nudna jak flaki z olejem. Na drugi też. Gdyby nie to, że Piotr Zyła wyprzedził Tandego, to w zasadzie prawie nic wielkiego by się w niej nie działo. Potem się okazało, ze niedziela była pod tym względem niewiele lepsza. Jeśli była.
2.    Do sobotnich wyjątków należał, jak zwykle w tym sezonie, Halvor Granerud który, dzięki 9-temu zwycięstwu tej zimy, wskoczył do top-90 rankingu. Przejściowo, oczywiście, bo w niedzielę był już w top-85. Z 90-tki Norweg wyrzucił swojego rodaka Ole Bremsetha, a z 85-tki Toni Nieminena. Czyli pokrewne dusze. Obaj, podobnie jak Granerud (do tej pory, nie wiadomo jak będzie w latach następnych), zwyciężali w konkursach głównie w jednym sezonie. Fin wygrał jednej zimy 8 na 9 swoich zwycięskich zawodów. Wszystkie wygrane Bremsetha (6) miały miejsce w sezonie 1981/82. Granerud stał się w niedzielę członkiem klasycznego „klubu 450”. Ma w tej chwili o 8 oczek więcej. Ostatnim, który się do tej grupy łapie jest Jurij Tepes, który wyskakał w karierze równe 450 punktów.
3.    Również w sobotę wyróżnił się, jak chodzi o przedmiotowy obszar, Anze Lanisek. Słowenic wskoczył do top-125 klasyfikacji wyrzucając z niej, na wieki wieków, Austriaka Neulandtnera. A w niedziele wszedł do „klubu 300”. Jako 124-ty w historii. Z tym, że jest 123-ci, bo wyprzedził Zontę.
4.    Trzecim wyjątkiem od reguły był w sobotę Bor Pavlovcic, który ustanawiając pucharową życiówkę awansował w tej klasyfikacji o 40 pozycji. Z okładem. Po sobocie Słoweniec był już w top-280. Przez niego wypadł z tego grona Christoph Schwarz. Ale to nic. W niedzielę Pavlovcic skakał jeszcze lepiej, tak  w ogóle to powinien moim zdaniem wygrać, co zaskutkowało wejściem do top-250, i to od razu na miejsce 242-gie. Z czołowej 250-tki wypadł przez niego jego rodak, słoweński symbol kilku pierwszych, a tak naprawdę to pierwszej, bo potem to już był cienki, edycji PŚ, Bogdan Norcić.
5.    Zasłużył sobie, to ma. Muszę wspomnieć w tym miejscu o Jukii Sato, bo po raz pierwszy od kilku dobrych tygodni znów zaimponował. Nie tylko wrócił do żywych, ale w obu saksońskich konkursach zrobił wrażenie. Szczególnie w niedzielnym. Dzięki temu wylądował w przedmiotowym rankingu w top-135. Jeszcze cztery takie weekendy jak ostatni i zostanie 10-tym najlepszym japońskim klasycznym punkciarzem w dziejach. Prawie, bo dwa punkty mu brakną.

•    Punktowa klasyfikacja wszech czasów stosowana obecnie
1.    Po sobocie już 47-miu skoczków, mam na myśli całą historię  Pucharu Świata, ma na koncie więcej niż 4500 pkt. Tym 47-mym został właśnie Daniel Tande. To znaczy od razu 46-tym, bo wyprzedził indywidualnego mistrza i wicemistrza olimpijskiego z Nagano Jari Soininena.
2.    Pierwszy dzień weekendowych zmagań wprowadził Roberta Johanssona do czołowej 65-tki najlepszych punkciarzy w historii. Jest nawet 64-ty, bo o punkt (w sobotę, bo w niedzielę dołożył jeszcze swoje do pieca) wyprzedził Jerneja Damiana, który aktualnie męczy się w Pucharze Kontynentalnym i nic nie wskazuje, żeby w najbliższym czasie zmienił ligę (dostał w weekend dostał baty od Cene Prevca). Panowie z top-65 to dokładna liczba skoczków, którzy w historii swoich pucharowych startów potrafili wyskakać przynajmniej 3400 punktów. A w ogóle to jest to chyba jakaś, nie wiedzieć czemu, straszna do przejścia bariera, bo już paru dobrych czynnych skoczków, widząc ją na horyzoncie (większość zresztą ledwo) zatrzymało się, i to na wiele lat, w rozwoju. I już do niej, jak mi się wydaje, nie dojdą. Tak jest na pewno z Wasiliewem (3214), Fettnerem (2662), Takeuczim (2533), Kotem (2476). Nie wiadomo jak będzie z Leyhe (2565) i najmłodszym Prevcem (2513). Moim zdaniem z czynnych skoczków najprędzej próg 3400 oczek osiągnie Halvor Granerud.
3.    Na razie Norweg w sobotę przekroczył, i to od razu o prawie 70 oczek, próg dwóch tysięcy punktów zebranych w ciągu kariery. Wskoczył dzięki temu nie tylko do top-100, ale do top-95 rzeczonej klasyfikacji. Dzień później zresztą znów wszystkich poprzestawiał, ale na skoczni. Tutaj akurat przesunął się w niedzielę nieznacznie. Liczba skoczków, którzy mogą się pochwalić ponad dwutysięcznym dorobkiem punktowym wzrosła zatem po weekendzie do stu jeden. Z czołowej setki Norweg „wyprowadził” Petera Zontę.
4.    Do czołowej 155-tki rankingu awansował już w sobotę (w niedzielę jeszcze się o jedno miejsce poprawił) Philipp Aschenwald. Ilość Austriaków w tej grupie jednak się nie zmieniła, bowiem wypadł z niej przez Aschenwalda Alfred Groyer, który słynie przede wszystkim tym, że ma na koncie 5 pucharowych podiów i wszystkie są „brązowe”. Drugiego takiego delikwenta, żeby tyle razy stać tylko na jednym i tym samym stopniu pudła, nie ma w całym peletonie.
5.    Do top-180 rankingu wskoczył po sobocie Pius Paschke. Wobec poważnej zadyszki Geigera i nie wiadomo do końca jakiej formy Eisenbichlera (ostatnie wysokie miejsca to bardziej efekt szczęścia do wiatru niż wysokiej dyspozycji) tylko czekać, jak za chwilę się dowiemy, że to on jest liderem ekipy na zbliżający się szybkim krokiem Oberstdorf. W niedzielę Eisenbichler mu, co prawda, niemało dołożył, ale Pius znów zaliczył całkiem solidny występ.
6.    Constantin Schmid zmęczył w sobotę barierę stu punktów w sezonie. W niedzielę zmęczył też granicę ośmiuset oczek w karierze. Brakujące do niej po pierwszym konkursie w Neustadt 9 punktów „wywalczał” niczym Zograwski prawie. Cały miesiąc mu zeszło. BTW. 800 zwykłych punktów wyskakało do dzisiaj 184-ch skoczków. Schmid jest 183-ci, bo wyprzedził w niedzielę Marinusa Krausa.
7.    Bor Pavlovcic awansował w rankingu w ciągu weekendu o, bagatela, ponad 60 miejsc. Z czynnych skoczków wyprzedził Jelara, Boyd-Clowesa, Keiczi Sato (mimo, że ten spisał się przecież bardzo dobrze), Hoerla (też nieźle punktował), Cene Prevca i Szimizu, który jest tak czynny jak Funaki. Mniej więcej.
8.    W niedzielę 350-tym najlepszym punkciarzem wszech czasów został, przynajmniej chwilowo, Tilen Bartol. Żeby być w tym gronie, należy mieć na koncie 243 pucharowe punkty.
9.    Kilka regularnych punktowań w ostatnich tygodniach przywiodło Naoki Nakamurę w tym rankingu na pozycję numer 400. Żeby być na tej pozycji musiał uzbierać w ciągu dotychczasowej kariery 180 pucharowych punktów. To nie lepiej było raz wygrać i raz być drugim,  a potem pojechać gdzieś na zimowe wakacje na narty pojeździć? Tylko nie wiadomo czy Japończykom urlop przysługuje. Musi niekoniecznie.
10.    Mała, a w zasadzie duża sensacja tego sezonu, Michaił Nazarow, jest już wśród pięciuset najlepszych pucharowych punkciarzy w historii. W sobotę miał szanse na życiówkę, ale chyba się tego przestraszył. Skończyło się na drugim w karierze wyniku, dzięki któremu Rosjanin wskoczył do rzeczonej pięćsetki. Za nim, o jeden punkt, Norweg Markeng. Kto by coś takiego, mógł jeszcze rok temu przypuszczać? A Nazarow wyrzucił z 500-tki swojego rodaka, od wielu lat emeryta, Zajczika. W niedzielę Rosjanin znów był w drugiej 10-tce, ale rekordu kariery z początku sezonu jak nie pobił, tak nie pobił. Za to przekroczył granicę stu punktów. W ogóle i w sezonie.
11.    Johann Andre Forfang się w niedzielę doigrał. Skakał od dłuższego czasu jak skakał i w efekcie wypadł z czołowej 50-tki rankingu. Wyrzucił go z niej Markus Eisenbichler, który pomału staje się kolejnym klinicznym symbolem zawyżania przez sędziów ocen zawodnikom z niemieckiego kręgu językowego. Dobrze określił to sędziowanie komentujący konkurs z ramienia Eurosportu Igor Błachut, który po tym, jak ujrzały światło dzienne za drugi skok oceny Dawida Kubackiego, użył w stosunku do jednego z sędziów określenia „francuski pajac”, co i tak, było moim zdaniem, sporym eufemizmem. Inny z redaktorów tej stacji, Michał Korościel, przez całą przerwę nie bez przyczyny, zastanawiał się co skłania sędziów do tego, żeby takiego stylistę jakim jest Kamil Stoch, oceniali na równi z takim toporniakiem jak Eisenbichler. Stacji Eurosport na pewno nie można zarzucić, że jest nastawiona jakoś szczególnie propolsko czy szczególnie antyniemiecko. Jeśli więc przez pół konkursu taki temat jest tam na tapecie, to znaczy, że decyzje arbitrów były, łagodnie rzecz ujmując, bardzo dalekie od obiektywnych. Sędziowanie to jest temat na inny post i ja do niego wrócę. A kończąc wątek statystyczny. Eisenbichler zaokrąglił liczbę skoczków, którzy wywalczyli w karierze więcej niż 4300 pkt do równych 50-ciu właśnie.

•    Podiumowicze PŚ
1.    Granerud dobił tej zimy do 10-ciu wygranych konkursów. Jest 10-tym skoczkiem w historii, któremu udało się coś takiego. Przy czy Schlierenzauer, Schmitt i Nykaenen dokonali takiego wyczynu po dwa razy. Dlatego w moim rankingu wszech czasów, o którym wspominałem w jednym z poprzednich odcinków Norweg jest dopiero trzynasty. W zasadzie ex aequo 12-ty, bo w jednym ze swoich rekordowych sezonów Nykaenen też miał 10 wygranych i dwa drugie miejsca. Tyle, że w 20-tu, a nie 19-tu konkursach. Dlatego współczynnik zwycięstw Graneruda jest w tej chwili nawet wyższy niż ten Małysza sprzed 20-tu lat (0,526:0,524). Ta 10-ta wygrana pozwoliła awansować Granerudowi wśród najlepszych killerów w historii na 30-te miejsce. Ma w tym momencie tyle samo zwycięstw co Jacobsen i Ploc, ale oczywiście z nimi przegrywa, bo mają w dorobku multum pozostałych podiów. Zachodzi pytanie jak długo Granerud to wytrzyma. Moim zdaniem są przesłanki, ze tak, ale są również, że nie.
2.    Gdzie widzę kłopoty dla Norwega? Jest ich kilka, ale dzisiaj, skoro jest okazja, napiszę tylko o jednym. Bor Pavlovcic. Albo skocznia w Klingenthal mu wyjątkowo spasowała, albo budzi się, kolejny już tej zimy, lew. On już w niedzielę powinien wygrać konkurs. Przegrał tylko dzięki Stoecklowi i jego zagrywce z obniżeniem belki. Notabene powinni znieść ten przepis, bo to nie zawody trenerów, tylko skoczków. Chociaż taki pewny nie jestem. Kiedyś miałbym pewnie stuprocentową rację. Teraz, w dobie kiedy możesz skoczyć 30m bliżej od gościa i z nim wygrywać, w dodatku kiedy niekoniecznie ci gorzej niż jemu wieje, wszystko jest możliwe. Wracając do Słoweńca. Po dołku z przełomu roku nie widać już żadnych śladów. Dwa podia w jeden weekend. I jest progres. W sobotę trzeci, w niedzielę drugi. Wychodzi, że w Zakopanem… Słoweńcy tam lubią, od czasu do czasu, wygrać. I to nie tylko tacy, którzy są akurat w samym czubie generalki. Tymczasem odnotujmy, że dzięki Pavlovcicowi Słowenia mogła w niedzielę celebrować okrągłe, dwusetne, pucharowe podium ichnich zawodników w historii. Są na siódmym miejscu. Do szóstej Polski brakuje ponad 30 pudeł.
3.    To, że oprócz w/w dwójki pozostałe miejsca na podium zajęli w ten weekend Stoch i Eisenbichler, stanowi dobry pretekst, by jeszcze raz zatrzymać się przy sędziach punktowych. Bo zwyczajnie nie godzi się, żeby ktoś tak wyborny technicznie i tak pięknie lądujący jak Polak, dostawał noty niższe od Niemca, który ląduje w większości przypadków naprawdę brzydko, któremu niemal każdorazowo ucieka prawa narta i który przy długich skokach cały czas sprawia wrażenie jakby miał się zaraz wywrócić, żeby nie napisać wywalić na zbity pysk. A sędziowie punktowi, z uporem godnym lepszej sprawy, sabotują konkurs za konkursem. Osobiście jestem za zdecydowanym ograniczeniem wpływu not na wyniki konkursu. Ale póki się tych ograniczeń nie wprowadzi, to kto jak nie sędziowie ma przestrzegać, żeby „prawo zawsze prawo znaczyło, a sprawiedliwość – sprawiedliwość”? Zresztą. Jakby sędziowie stosowali się do wyznaczonych reguł to może niekoniecznie trzeba by je było zmieniać. A tak, po co reguły, które co trzeci arbiter przestrzega?

•    Inne ciekawostki
1.    Myślę, że zupełnie inaczej wyobrażał sobie swoje dwusetne punktowanie Stefan Kraft. Ten sezon też pewnie wyobrażał sobie zupełnie inaczej. Tymczasem w niedzielę miał miejsce już piąty w tym sezonie konkurs, w którym Austriak wylądował poza czołową 10-tką. „Poza pierwszą 10-tką” to bardzo eufemistycznie napisane, bo to były miejsca 16-te, 19-te, 23-cie, 28-me i 32-gie. A jeszcze wypadałoby dodać, że startował tej zimy tylko w tuzinie zawodów. Nie będzie to na pewno najsłabszy sezon Krafta w karierze. Nie musi też być, jak sądzę, drugim najsłabszym. Ale, że będzie gorszy od dotychczas trzeciego najsłabszego, o tym można być już w tej chwili bardziej niż przekonanym. Choć z Kraftem nigdy nic nie wiadomo.
2.    Philipp Aschenwald zanotował 60-te w karierze punktowanie. W niedzielę po raz 25-ty skończył konkurs na miejscu w drugiej 10-tce.
3.    Kolejny z Austriaków, Jan Hoerl, w sobotę celebrował 25-te punkty w karierze, a w niedzielę, równocześnie, 50-ty kontakt z Pucharem i 10-t obecność w konkursowej drugiej 10-tce.
4.    To niewątpliwie najgorszy w karierze sezon Viktora Polaska. Statystycznie rzecz biorąc zanotował w niedzielę dwie okrągłości. 75-te pucharowe podejście i 45-ty konkurs bez punktów. W sobotę zaliczył 60-te zawody główne w I lidze.
5.    145 zawodów głównych ma na koncie po ostatnim weekendzie Władymir Zograwski. Może się też pochwalić niebagatelną liczbą pucharowych podejść, które nie przyniosły mu żadnych punktowych korzyści. Było dotąd takowych równe 170. Składają się na to 92 konkursy zakończone brakiem punktów i 78 nieprzebrniętych kwalifikacji.
6.    Siergiej Tkaczenko zadebiutował w sezonie 20-tym bezpunktowym konkursem w karierze. W niedzielę zaraz tę niezbyt sympatyczną okrągłość zlikwidował.
7.    Kanadyjczyk Mackenzie Boyd-Clowes przestał zdobywać punkty, co  w tym sezonie przychodziło mu dużo łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej. To już trzeci konkurs z rzędu, kiedy tak się dzieje. Po ostatnim weekendzie ma na liczniku dwukrotnie więcej bezpunktowych niż punktowanych konkursów (96:48).
8.    Piąty konkurs z rzędu (wtedy kiedy startuje, bo miał przerwę na Zakopane i Lahti) zapunktował Naoki Nakamura. To mu się jeszcze w I-ligowej karierze nie zdarzyło. W niedzielę brał udział w swoim 65-tym konkursie. Punkty zdobył po raz 25-ty. Przy czym ani razu nie było go jeszcze w czołowej 10-tce zawodów.
9.    Już chciałem japońskiego krasnala odłożyć na półkę zabawek zużytych i wymagających kapitalnego remontu, a tymczasem Jukia Sato się, i to w ciągu jednego weekendu, zwyczajnie reaktywował. W sobotę po raz 20-ty ukończył konurs w 10-tce, a w niedzielę nie dość, ze po raz 60-ty zapunktował to jeszcze uzyskał piąty, ex aequo, najlepszy wynik w karierze. Na piątym miejscu wylądował już po raz trzeci w tym sezonie.
10.    Oddał na powrót pierwszeństwo w teamie Rioju Kobajaszi. Ale cały czas określony poziom utrzymuje. To nie jest żaden zjazd w stylu Geigera. Po prostu. Nie było błysku. Za to punktów przez weekend jednak trochę przybyło. W niedzielę Samuraj zaliczył 110-ty konkurs w karierze.
11.    Sato Mniejszy Japończykom lideruje, ale zwracam wszystkim uwagę na Sato Większego. Dwa lata temu gardłowałem kiedy, mimo że dwa razy punktował w Sapporo, trenerzy nie chcieli go wziąć na konkursy do Europy. Woleli, żeby skakał tam, już zupełnie bez formy, Dziadek. I, jak się okazuje, podobnie zresztą jak kilka lat temu w sprawie Schmida (i nie ma nic do tego to, że mnie w tym sezonie ponad miesiąc obecność Niemca w PŚ wyjątkowo drażniła), miałem rację. Sato jest w tej chwili bezapelacyjnym numerem trzy Azjatów, a bywa że, tak jak w niedzielę, przegrywa tylko z jednym z kolegów. Z tej mąki może wyrosnąć bardzo dobry chleb. Tymczasem w sobotę po raz 10-ty znalazł się w drugiej 10-tce zawodów, a w dzień później , uzyskując zresztą drugi najlepszy wynik w karierze, po raz 30-ty zapunktował.
12.    Michaił Nazarow zaliczył w sobotę 10-te punktowanie w karierze, a w niedzielę 10-te w sezonie. Gdyby porównać jego punkty w tym sezonie z zeszłorocznymi, to wysiadają Wincenty Pstrowski i Mateusz Birkut razem wzięci. 10800% normy! A 1/3 sezonu jeszcze przed nami! Rosjanin ma w tym sezonie 5 obecności w drugiej 10-tce. Tylko w jej drugiej połowie i tylko po jednej na każdym z miejsc 16-20.
13.    Czarny weekend Karla Geigera. Ostatni raz tak źle poszło mu ponad dwa lata temu w Sapporo. Też dwukrotnie był poza finałową 30-tką. A potem 52 razy z rzędu zdobywał punkty. Aż wreszcie dał spokój. W niedzielę skakał w pucharowym konkursie po raz 170-ty.
14.    Już po sobocie Pius Paschke mógł powiedzieć, ze to jego zdecydowanie najlepszy punktowo sezon. W niedzielę tylko to potwierdził. Niemiec wyskakał tej zimy już ponad 50 pkt więcej niż w najlepszym dotąd sezonie ubiegłym. Co się przekłada na ponad 12,5%.
15.    Czy ja już pisałem, że nie lubię Eisenbichlera? No to piszę. Organicznie go nie lubię. Oczywiście nie dlatego, że jest Niemcem. Freitaga, Wellingera czy Freunda, na ten przykład, lubię. A tego typa nie. I tak mi już zostanie. Tymczasem wypada odnotować że dla Bawarczyka, tak jak dla Paschkego,  to już teraz najlepszy sezon w życiu. Po niedzieli ma o 40 oczek więcej niż zdobył w całym, swoim najlepszym, sezonie 2018/19. Jeśli w Zakopanem nie będzie trzęsienia ziemi to Eisenbichler, po raz pierwszy w długiej już przecież karierze, przekroczy próg tysiąca punktów w jednym sezonie.
16.    Martin Hamann się wreszcie doczekał. W swoim 40-tym pucharowym podejściu ukończył konkurs w czołowej 10-tce. Walczył o to od początku sezonu. Kilka razy niewiele brakowało. Ale dopiero w Klingenthal się udało. Wynik życia był poprzedzony w sobotę dającym niewielkie nadzieje na taki obrót sprawy, piątym w karierze, miejscem w trzeciej 10-tce zawodów.
17.    Tilen Bartol, kiedy skakał w sobotę w swoim jubileuszowym, 50- tym konkursie i podczas jubileuszowej, 60-tej, pucharowej próby, to całkowicie skrewił. Dzień później, bez jubileuszowej oprawy, po raz 15-ty wylądował w trzeciej 10-tce konkursu.
18.    Krótko o Domenie Prevcu. Słoweniec dokonał rzeczy rzadkiej. Może jedynej w swoim rodzaju. Został, drugi raz z rzędu, rok po roku, zdyskwalifikowany w serii finałowej w zawodach na tej samej skoczni. Myślę, że nikomu na świecie się to jeszcze w skokach nie udało. Szczere gratulacje. A propos jeża. Nie jestem przekonany, ze trzeba nagradzać punktem kogoś, kogo się dyskwalifikuje tylko dlatego, że nie złapało się go na tym w pierwszej serii. I to jest, wg mnie, bezdyskusyjne. Statystyki: dzień wcześniej Demon punktował po raz 90-ty w karierze.
19.    Anze Laniskowi tylko na dobre może wyjść to, że pojawił się ktoś taki jak Bor Pavlovcic. Łatwiej skakać, gdy ktoś dzieli z tobą presję. Tymczasem Słoweniec w niedzielę już po raz 25-ty wyskakał miejsce w czołowej 10-tce. Dzień wcześniej uzyskał 10-ty najlepszy wynik w karierze. Jeszcze nigdy wcześniej nie był w zawodach piąty.
20.    Bor Pavlovcic i wszystko jasne? Chyba jednak nie wszystko. Z paroma rzeczami bym poczekał do mistrzostw świata. Na przykład. A w oczekiwaniu na możliwą sensację podam, że to oczywiście pierwsze trzecie miejsca Słoweńca w karierze, pierwsze drugie miejsce Słoweńca w karierze, piąta obecność (niedziela) w 10-tce i 35-te pucharowe podejście. Pavlovcic zdobywał dotąd punkty siedemnaście razy. Co ciekawe, ani raz nie powtórzył punktowanej pozycji.
21.    Krótko trwała punktowa seria Simona Ammanna. Po trzech obfitujących w punkty konkursach, w niedzielę, w 475-tym pucharowym podejściu, Szwajcar wrócił do tego, co pokazywał przez cały niemal sezon. Aha. W sobotę zdobył punkty po raz 370-ty w karierze.
22.    Najsolidniejsza szwajcarska firma tego sezonu, Gregor Deschwanden, wypadł w weekend jeszcze bardziej przeciętnie od sławnego kolegi, ale statystycznie było w niedzielę całkiem okrągło. Choć specjalnie dumnym być z tego nie wypada. Tak czy inaczej, w 165-tym konkursie Helwet zdobył punkty po raz 70-ty.
23.    Chyba najgorszy w historii jego występów w PŚ weekend Mariusa Lindvika. Tym razem sprzętu nie sprawdzał jego rodak Mortem Solem. Czyżby to był powód dyskwalifikacji? Statystyki: po Klingenthal Norweg ma za sobą 65 kontaktów z Pucharem.
24.    Żeby nie czytać zarzutów, ze piszę tylko o Norwegu, to wspomnę jedynie, że niedzielne zwycięstwo to był jego 85-ty konkurs w karierze. I 20-ta obecność w czołowej piątce i szóstce jednocześnie, bo nigdy jeszcze nie był szósty w zawodach.Wszystko.
25.    Robert Johansson w niedzielę: setny raz w karierze w 20-tce, 10-ty raz w sezonie w 10-tce, 115-te punktowanie i 20-ty raz w karierze, a piąty tej zimy, w czołowej czwórce. Statystycznie wypadło to nad wyraz okrągło, myślę.
26.    Nie idzie najlepiej w tym sezonie Johannowi Andre Forfangowi. W niedzielę po raz 20-ty w karierze skończył konkurs bez punktów.
27.    Tomasz Pilch zaliczył w niedzielę 10-ty kontakt z Pucharem. I tyle z jego klingenthalowskiego skakania. Nie wiem czy dla jego 37-mej pozycji (w sobotę wylądował jeszcze kilka lokat niżej) warto było odwoływać Zniszczoła z PŚ.
28.    Piotr Żyła. W niedzielę miało miejsce jego trzysetne pucharowe podejście. Już w sobotę było wiadomo, że to jego drugi najlepszy punktowo sezon w karierze. Zakładając, że do końca sezonu odbędą się wszystkie planowane konkursy, to, żeby pobić swój punktowy rekord sprzed dwóch lat, musiałby być, średnio, w każdym czwarty, a na koniec (bo przecież koniec wieńczy dzieło) drugi.Albo w dwóch konkursach trzeci zamiast czwarty. Tak czy inaczej raczej nie da rady.
29.    Dawid Kubacki miał ostatni weekend statystycznie dość wątły. Tyle, że w sobotę był po raz piąty w karierze szósty, a w 10-tce znalazł się w tym dniu po raz 60-ty.
30.    Kamil Stoch. Krótko. W sobotę po raz 60-ty w czołowej dwójce. W niedzielę po raz 180-ty wśród 10-ciu najlepszych zawodników dnia.
31.    Andrzej Stękała. Jeszcze krócej. Po weekendzie ma na liczniku 40 odbytych I-ligowych konkursów.
32.    W coraz stabilniejszej formie Jakub Wolny. W niedzielę po raz 50-ty w karierze zapunktował. W drugiej 10-tce zawodów znalazł się po raz 20-ty. Notabene lądując na miejscu… 20-tym.

Koniec. Kropka.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport