27 obserwujących
1201 notek
678k odsłon
  336   0

Krajobraz po Planicy, ale nie po sezonie.Statystyczny głównie.

Jak wynika z tytułu, będzie o tym, co działo się w ostatni weekend bez podsumowywania tegoż w kontekście sezonu. Podsumować całą zimę pozwolę sobie w kolejnych tekstach. Na razie spójrzmy tylko na stricte poplanickie ciekawostki. No więc tak:
•    Klasyczna klasyfikacja punktowa wszech czasów
1.    Zacznę wyjątkowo nietypowo. Od zaniechań. Kamil Stoch miał przed Planicą jeden punkt straty do Schlierenzauera i dalej go ma, więc w generalce wszech czasów wciąż jest „tylko” piąty. Stefan Kraft miał do Andreasa Goldbergera stratę oczek dwóch i też nic nie odrobił. Do listopada co najmniej będzie więc piastował w tym rankingu miejsce „tylko” 9-te. Peterovi Prevcovi brakowało do granicy 2000 klasycznych punktów w karierze oczek sześciu. Zdobył w trzech konkursach pięć. Tak więc dalej skoczków, którzy w swej karierze tę granicę przebrnęli jest 11-tu.
2.    Piotr Żyła „skorzystał” na nieszczęściu Daniela Andre Tande, choć w sumie nie wiadomo jak Norweg by w Planicy skakał, i wskoczył w przedmiotowym rankingu wszech czasów na pozycję równo 35-tą. Klasycznych punktów ma Polak w dorobku też równo. 1050. Tyle samo co 34-ty Horst Bulau, ale Kanadyjczyk ma 6,5 raza więcej zwycięstw, więc siłą rzeczy jest wyżej. Wśród skoczków czynnych Polak, po wyprzedzeniu Norwega, zajmuje miejsce 9-te.
3.    Fantastyczna dyspozycja w Planicy pozwoliła Rioju Kobajasziemu nie tylko na przekroczenie bariery tysiąca klasycznych punktów w karierze, ale i na wskoczenie do czołowej 40-tki klasycznego punktowego rankingu wszech czasów. Jest nawet 38-my. Tuż za Michaelem Hayboeckiem, który też w Słowenii nie próżnował. Z 40-tki wypadł za to Daiki Ito, który w trzecim sezonie z ostatnich czterech robił w tym cyrku praktycznie za statystę.
4.    Dominator sezonu 2018/19 wszedł do 40-tki, a Marcus Eisenbichler i Johann Andre Forfang uwili sobie na koniec sezonu gniazdka w czołowej 45-tce tej klasyfikacji. Niemiec wyskakał w tym sezonie ponad 100 klasycznych punktów więcej niż w najlepszej dotąd dla niego zimie 2016/17. Obaj wymienieni skoczkowie wyprzedzili w tym rankingu Romana Koudelkę, wyrzucając go tym samym z czołowej 15-tki wśród skoczków czynnych.
5.    Przed weekendem, jak dla mnie, nie do pomyślenia, ale Karl Geiger znów jest w tym rankingu przed Dawidem Kubackim. Przy czym do top-50 brakuje Niemcowi całe 5 oczek (893:898).
6.     Powrócił w Planicy do dobrego skakania Jukia Sato. Skutkiem tego w analizowanym rankingu awansował do top-130. Wyprzedza teraz bezpośrednio swojego rodaka Dżinję Niszikatę, który aktualnie wspomniana czołową 130-tkę zamyka.
7.    W czołowej 140-tce, nawet na miejscu nr 139, tej samej klasyfikacji wylądował po świetnych konkursach w Słowenii Daniel Huber. Z top-140 wypadł przez to czynny jeszcze stosunkowo niedawno Czech, Jan Matura. Było nie było, wpisał się w ciąg tegorocznych czeskich nieprzerwanych sukcesów.
8.    Podreperował swoje klasyczne konto punktowe w Planicy uchodzący dotąd raczej za nielota Pius Paschke. Wszedł przez to do top-170 rankingu, z którego to grona wypchał, niegodziwiec, naszego śp. Stasia Bobaka. Ci Niemcy to za grosz taktu nie mają.
9.    Aż o 33 pozycje wyżej niż przed trzema konkursami na Letalnicy jest aktualnie w klasycznej punktowej klasyfikacji wszech czasów Bor Pavlovcic. Dzięki świetnej postawie w ostatni weekend wskoczył do top-200 rankingu. Lepiej. Jest już nawet 195-ty. Przed sezonem nikt by na niego funta kłaków nie postawił. Słoweniec ma w dorobku 122 oczka. O 4 więcej niż, na przykład, Stefan Hula.
10.    Od niedzieli, w zasadzie od piątku, w czołowej 250-tce przedmiotowej klasyfikacji jest dokładnie tuzin Polaków. Tym 12-tym jawi się Jakub Wolny. Dzięki 14-tej i 10-tej lokatach w czwartkowych i piątkowych zawodach nasz skoczek pastuje dokładnie miejsce 248-me. Do 11-go najlepszego pod tym względem Polaka, Jana Ziobry, brakuje mu jednego punktu.

•    Zwykła klasyfikacja punktowa wszech czasów
1.    Już 48-miu skoczków może się po tym sezonie pochwalić zdobyczą punktową większą niż 4500 oczek w karierze. Tym 48-mym został w niedzielę Marcus Eisenbichler. Zasadniczo 47-mym, bo zdołał już z tego grona wyprzedzić Jani Soininena (4525:4505)
2.    Dawid Kubacki stracił po ostatnim weekendzie sezonu miejsce w czołowej 50-tce omawianego rankingu. Wyprzedził, co prawda, Andreasa Kuettela, ale sam został wyprzedzony przez Kobajasziego i Forfanga.
3.    Do najlepszej 60-tki punktowego rankingu wszech czasów wskoczył na koniec sezonu Robert Johansson. Wypchnął stamtąd Niemca Michaela Neumayera.
4.    Na 110-te miejsce w przedmiotowej hierarchii awansował po zawodach pod Triglavem Anze Lanisek. Tym samym w 110-tce czołowych punkciarzy w historii zabrakło miejsca dla Wernera Rahmayra.
5.    Starszy i, jak na tę chwilę, dużo lepszy (co, jeśli chodzi o klany rodzinne w tym sezonie było rzadkością) z braci Huberów, Daniel, dołączył do grona skoczków, których karierowy dorobek punktowy przekracza 1500 oczek. On ma ich dokładnie 1509, przeskoczył o punkt Japończyka Akimoto i w ten sposób znalazł się w top-135 klasyfikacji wszech czasów. Bezpośrednio przed Austriakiem Korniłow (1524) i Zajc (punkt więcej).
6.    Constantin Schmid, choć ten sezon był dla niego nieporównywalnie słabszy od poprzedniego, zanotował w Planicy dwie okrągłości. Przekroczył granicę 150-ciu punktów w sezonie, co dało mu w generalce za sezon 30-te miejsce (wyprzedził rzutem na taśmę Murańkę) oraz wskoczył do top-180 punktowej klasyfikacji wszech czasów. Jest nawet 179-ty, a z czołowej 180-tki wyrzucił swego rodaka z NRD, Manfreda Deckerta.
7.    223-ch członków liczy od niedzieli „klub 600” pucharowych punkciarzy. Tym 223-cim, a de facto 222-gim, bo od razu z tej grupy wyprzedził Niemca Mechlera, jest Bor Pavlovcic. Słoweniec będzie startował do nowego sezonu z pułapu 603 oczek, przy czym 559 z nich to efekty skakania we właśnie zakończonym sezonie.

•    Pucharowi podiumowicze
1.    Na 15-te miejsce w hierarchii najlepszych pucharowych zwycięzców wszech czasów awansował po czwartkowym zwycięstwie Rioju Kobajaszi. Japończyk ma w tym momencie 19 wygranych konkursów. O jeden mniej od Goldbergera i o jeden więcej od Widhoelzla i Hannawalda. Wśród najlepszych pudli wszech czasów Samuraj też awansował i też na okrągłą pozycję. Tyle, że niższą, bo 25-tą. Zrównał się w ilości podiów z Bardalem, ale go de facto wyprzedził, bo ma nieprzyzwoicie więcej zwycięstw od Norwega.
2.    Karl Geiger zaliczył rewelacyjny weekend, na który złożyły się dwie wygrane i podium w trzecim konkursie. W skali sezonu zrównał się z naszym Kamilem. Tak pod względem wygranych konkursów (3) jak i pod względem liczby osiągniętych podiów (8). Różni ich tylko jakość drugich i trzecich miejsc. Dlatego, m.in., w generalce Polak jest trzeci, a Niemiec szósty. Dwie weekendowe wygrane Geigera (łącznie ma ich dziewięć) powodują, że w klasyfikacji najskuteczniejszych konkursowych triumfatorów wszech czasów jego oddech czuje już pomału 30-ty w tym rankingu Pawel Ploc. Żeby go wyprzedzić Niemiec musi raz wygrać, raz być drugi i cztery razy trzeci. Albo, na przykład, raz wygrać i dwa razy być drugi. W liczbie podiów skoczek z Oberstdorfu plasuje się tuż za Dawidem Kubackim. Polak otwiera piątą 10-tkę najlepszych punkciarzy w historii. Jest najsłabszym z tych, którzy stali na pudle 23 razy. Geiger z kolei najlepszym z tych, którzy stali na nim jeden raz mniej.
3.    Marcus Eisenbichler staje się pomału drugim Andreasem Wellingerem. Coraz więcej pucharowych podiów, ale zwycięstw jak na lekarstwo. W weekend dorobił się dwóch kolejnych pudeł. Ma ich już łącznie 21, ale tylko trzy z nich to podia najwyższe. Do wyrównania rekordu Wellingera (3/25) dużo nie brakuje. Mimo tylu podiów obu Niemców, właśnie z racji, ze wygrali tylko po 3 konkursy, nie ma nawet wśród 70-ciu najlepszych konkursowych zwycięzców wszech czasów. Wellinger (3-14-8) jest w tym zestawieniu 71-szy, Eisenbichler (3-10-8) jeszcze o schodek niżej.
4.    Najniższe podium w piątkowych zawodach było dla Bora Pavlovcica pudłem poniekąd jubileuszowym w karierze, bo trzecim. W niedzielę po pierwszej serii wydawało się, że może nawet wygrać, ale wyszło, ze musi na taką ewentualność jeszcze poczekać. Wszystkie trzy podia Słoweńca to sprawka obecnej pucharowej edycji.
5.    Jeszcze o Kobajaszim i Japończykach. Jego piątkowe i niedzielne drugie miejsca sprawiły, że Samuraje zaokrąglili łączną liczbę drugich miejsc w konkursach do 65-ciu,a łączną ilość podiów do 255-ciu. Te 65 „sreber” daje im w tym zakresie dopiero szóste miejsce w stawce (przegrywają pod tym względem z Austrią, Norwegią, Niemcami, Finlandią i Słowenią). 255 pudeł pozwala im zajmować 5-te miejsce po Austriakach, Norwegach, Niemcach i Finach. Nad szóstą Polską mają w tej chwili 19 podiów przewagi. Ale zwycięstw mamy więcej my. O dziewięć.
•    Inne ciekawostki
1.    Tą razą postanowiłem napisać o każdym, kto zdobył w słoweńskich konkursach choć jeden punkt. Z kilkoma wyjątkami. Na początek, losowo, padło na Andre Forfanga, który akurat niczego wielkiego, przynajmniej pod względem statystycznym, w poprzedni weekend nie dokonał. Mimo, że całkiem dobrze skakał. Ok. W niedzielę po raz ósmy w karierze zajął miejsce ósme.
2.    O zdobywcy Kryształowej Kuli słowo. Po zawodach w Słowenii ma na koncie równe sto pucharowych podejść. Dzięki rezultatom osiągniętym w piątek i niedzielę lokaty w drugiej 10-tce też zaokrąglił. Do 20-tu.
3.    Daniel Andre Tande. Chwała Bogu, że żyje.
4.    Marius Lindvik potwierdził, że nie umie, a w dodatku panicznie boi się skakać na Letalnicy. To było jego trzecie, czwarte i piąte podejście do słoweńskiego mamuta. Dalej nie ma tu zdobytego ani jednego punktu. Z pięciu potencjalnych podejść w dwóch przypadkach zdezerterował.  Pisze tylko o PŚ. Grudniowej dezercji podczas MŚwL nie liczę. Żeby nie było tak grobowo. Norweg zaliczył w piątek 70-ty kontakt z Pucharem.
5.    Robert Johansson. Po kolei. W czwartek podchodził do Pucharu po raz 145-ty. W piątek po raz 120-ty w karierze zapunktował. W niedzielę po raz 15-ty w sezonie znalazł się w czołowej 10-tce.
6.    Jeden z najsłabszych weekendów Kamila Stocha. Jeśli nie w całej karierze, to przynajmniej od 10-ciu lat. W piątek po raz 55-ty nie zdobył w zawodach głównych punktów. W niedzielę zaliczył 365-ty konkurs w karierze, a zapunktował po raz 310-ty.
7.    Klimek Murańka nie dość, ze fatalnie w Słowenii skakał, to jeszcze fatalnie się pozaokrąglał. I tak. Czwartek: 30-te nieprzebrnięte kwalifikacje. Piątek: 55-ty konkurs bez punktów (przynajmniej w tym zakresie jest na poziomie Kamila). W niedzielę zaliczył piąty start w Planicy. Trzeci punktowany, ale pierwsze dwa punktowania (10 i 7 lat temu) zdecydowanie obfitsze w punkty. Zresztą. Te dwa punkty to tylko i wyłącznie efekt zawodów w okrojonym składzie i do tego absencji Lindvika.
8.    Dawidowi Kubackiemu też poszło w Planicy jak po grudzie. A statystycznie? W czwartek miał 250-tą styczność z Pucharem i, jednocześnie, po raz 70-ty ominęła go w konkursie przyjemność zdobycia punktów. Z tych 70-ciu razy aż 10% stanowią lokaty takie, jaka zajął w Planicy, czyli 31-sze. Ale ja bym tego pechem nie nazwał. Po prostu. Słaby skok.
9.    Nieudane piątkowe zawody były dla Andrzeja Stękały 45-tym konkursem w karierze. Dużo bardziej udane niedzielne, to był 10-ty konkurs, w którym Polak wylądował w drugiej 10-tce. I, jednocześnie, 10-ty najlepszy (ex aequo) wynik uzyskany przezeń w I-ligowych zmaganiach.
10.    Ponieważ Jakub Wolny nie zanotował w Planicy żadnej statystycznej okrągłości, to pozwolę sobie przy jego nazwisku na uwagę natury zupełnie innej. W zasadzie na dwie uwagi. Pierwsza. Planica to są jego klimaty. I druga. Zakopane wprost przeciwnie. Podczas odbywających się w stolicy polskich Tatr I-ligowych zawodów powinien jechać na słoweńskiego mamuta i tam indywidualnie przygotowywać się do zawodów w lotach. Na dobre mu wyjdzie. W Zakopanem i tak punktów nie zdobędzie, a trening na Letalnicy może mu potem pomóc w samych zawodach na tym obiekcie. To jest oczywiście nierealne, ale wielka szkoda, że Słoweńcy nie mają mamuta otwartego na trening przez cały sezon. Jeszcze jedna uwaga, skoro zacząłem. Wolny podchodził do Pucharu na polskich skoczniach 16-krotnie (po 8 na każdej). Punkty, za każdym razem liche, zdobył wszystkiego 3 razy. Na kwotę 21 oczek. No i czy ja nie mam racji?
11.    Piotr Żyła. Nasz mistrz świata też się w Planicy statystycznie specjalnie nie wysilił. W piątek zaokrąglił się w liczbie pucharowych podejść (305) i liczbie miejsc w czołowej 10-tce, ale nie na podium (70). W niedzielę natomiast zaliczył 285-ty konkurs w pucharowej karierze.
12.    Konkursy w Planicy były w wydaniu Costantina Schmida takie jak cały sezon. Ale jednego dopiął. Na koniec sezonu wylądował w czołowej 30-tce generalki. Po drodze: w czwartek po raz 20-ty w karierze skończył konkurs w drugiej 10-tce oraz po raz 50-ty wywalczył punkty. W niedzielę zaliczył 80-te pucharowe podejście. A w piątek? W piątek, po raz 14-ty w tym sezonie, nie wszedł do konkursowego finału. Jest to o tyle istotne, że we wszystkich poprzednich sezonach, nie wchodził do niego łącznie 13 razy.
13.    Czwartkowy występ Severina Freunda, z grzeczności, pominę. W piątek punktował po raz 190-ty w karierze, w niedzielę dołożył kolejną statystyczną cegiełkę. Po raz 35-ty ukończył konkurs w trzeciej 10-tce.
14.    Pięknie, bo na okrągło, zakończył sezon Pius Pschke. W niedzielę zaliczył 85-ty konkurs w karierze i był to 60-ty konkurs punktowany. W czwartek po raz 25-ty lądował w drugiej 10-tce zawodów.
15.    Z wielkim przytupem pożegnał natomiast zimę Markus Eisenbichler. Tym większy szacun, że skakał w Planicy z jakimś urazem. Przynajmniej od soboty. Okrągłości statystyczne? Sporo. W czwartek po raz 20-ty w karierze stanął na podium. Po niedzieli ma 45 obecności w czołowej 6-tce i 75 obecności w czołowej 10-tce pucharowych konkursów. To w całej karierze. W tym sezonie zaliczył w finale PŚ już 15-tą bytność w 6-tce i 20-tą w 10-tce. Nawet w 9-tce, bo 10-ty nie był ani razu.
16.    Karl Geiger był już w takiej sytuacji, gdzie w ciągu dwóch dni dwa razy wygrał, ale dwóch zwycięstw i trzeciego miejsca w trzy dni nie zaliczył jeszcze nigdy. Najlepszy weekend w karierze Niemca! Co ciekawe, on nigdy dotąd w Planicy nie był wyżej niż siódmy. A startów na Letalnicy ma, na dzisiaj, kilkanaście. Trzecie miejsce w czwartek to było jego 20-te podium w karierze. Po sezonie Bawarczyk ma na koncie równo 185 pucharowych kontaktów.
17.    Znacznie słabsza niż cały sezon końcówka zimy w wydaniu Martina Hamanna. A jeżeli chodzi o statystyki, to w Planicy w piątek, po raz 20-ty w karierze, nie wszedł do finałowej serii konkursu.
18.    Ulrich „Król strzelców II ligi” Wohlgenannt jeszcze raz potwierdził to, że I i II liga to są dwa zupełnie inne światy. Niemniej zaznaczył  się w Planicy od strony statystycznej. W czwartek zaliczył 20-ty konkurs w karierze („uczcił” go dyskwalifikacją), a w piątek 25-te pucharowe podejście, którego na okrągło nie uczcił, choć mógł, gdyby wszedł do serii finałowej. Ale nie wszedł.
19.    O Janie Hoerlu po tym weekendzie, podobnie jak po cały sezonie, trudno napisać coś ekstra optymistycznego. No to podam, że w czwartek, po raz piąty w sezonie, wylądował w trzeciej 10-tce zawodów.
20.    Z przyzwoitej strony pokazał się w Słowenii Marcus Schiffner. W piątek po raz 20-ty zdobył w zawodach pucharowe punkty. Aż 80% tych punktowań to jednak, tak jak w czwartek i piątek, miejsca w trzeciej 10-tce.
21.    W świetnej formie zakończył sezon Daniel Huber. Statystycznie też to dobrze wygląda. No więc tak. W czwartek Austriak dobił do 10-ciu obecności w czołowej 6-tce, a w piątek do 20-tu w 10-tce. To, jeśli chodzi o całą karierę. W samym tym sezonie, to już dane z niedzieli, w szóstce znalazł się 5 razy, a w 10-tce równe 10. W piątek zapunktował po raz 75-ty w karierze.
22.    Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Stefan Kraft musi się po Planicy cieszyć z tego, że: 1. Zaokrąglił w niedzielę liczbę swoich obecności w drugiej 10-tce zawodów do 40-tu. 2. Zaokrąglił w piątek liczbę swoich bytności w trzeciej 10-tce zawodów do 25-ciu. 3. Zapunktował w niedzielę po raz 205-ty. Moim skromnym zdaniem najbardziej musi cieszyć się jednak z tego, że na MŚ w Oberstdorfie Gratzer go nie zdyskwalifikował. Nie jest fizycznie możliwe zdobyć w rewelacyjnym stylu tytuł MŚ, a po tygodniu skakać jak przez okno. Przecież jego skoki w Planicy to był poziom Kamila.
23.    Michael Hayboeck skakał w niedzielę na Letalnicy po raz 15-ty, a wciąż nie zaliczył na niej ani jednego podium. Mimo że, wyjąwszy jeden z dwóch konkursów w sezonie 2012/13, zawsze tam punktuje, a w 10-tce lądował tam już, licząc też czwartek i niedzielę, 8-krotnie. Niedzielny konkurs był 60-tym, w którym Austriak znalazł się w 10-tce, ale nie na podium. W piątek punktował po raz 195-ty w karierze, a w czwartek brał udział w swoim 230-tym konkursie.
24.    W wypadku Philippa Aschenwalda nie ma w zasadzie o czym pisać. Skakał w Planicy źle, a statystycznie też nie ma żywcem o co zahaczyć. Ale, skoro zadeklarowałem, że o każdym punktującym coś napiszę… To może tak. W niedzielnym konkursie Austriak uzyskał, wynikowo, 45-ty najlepszy rezultat w karierze. To jest właściwy obraz twego, co pokazał na zakończenie sezonu.
25.    Najlepszy weekend w karierze Naoki Nakamury. Wreszcie ten jego głupawy uśmiech po skokach można było jakoś uzasadnić. W czwartek wyrównał swoje najlepsze osiągnięcie w karierze, w piątek poprawił trzecim najlepszym wynikiem w życiu. W dodatku po piątku strasznie zaokrąglił się statystycznie. Bo: zaliczył 10-tą obecność w 20-tce i jednocześnie w drugiej 10-tce (na razie cały czas nie potrafi wejść do pierwszej), 30-te punktowanie i 70-ty konkurs w karierze.
26.    Zupełnie nic, mimo że i w czwartek, i w piątek punktował, nie umiem napisać o Kobajaszi Starszym. Więc napiszę to. Również w Planicy, jak i w pozostałych 15-tu startach w sezonie 2020/21, starszemu bratu Wielkiego Brata nie udało się ukończyć konkursu w czołowej 10-tce.
27.    Niezbyt okazale wypadł debiut na planickim mamucie Sato Większego. Statystycznego szału też nie ma. Jedyna okrągłość to to, że w niedzielę po raz 45-ty skakał w zawodach głównych.
28.    W bardzo dobrej dyspozycji kończył zimę Sato Mniejszy. Dzięki temu, punktowo, przebił w tym sezonie wynik z poprzedniego. Mimo, że tej zimy, w przeciwieństwie do dwóch poprzednich, go na podium ani razu nie oglądaliśmy. Okrągłości statystyczne? Niech będzie tak: w piątkowych zawodach Japończyk po raz piąty w sezonie i 10-ty w karierze załapał się do najlepszej konkursowej szóstki.
29.    Jeśli Sato kończył sezon w dyspozycji bardzo dobrej, to Rioju Kobajaszi w szczytowej, zbliżonej do tej z apogeum sprzed dwóch lat. Przy czym akurat pod względem statystycznym specjalnych okrągłości nie było. No chyba, żeby podać, że czwartkowa wygrana to był, jednocześnie, jego 60-ty raz w czołowej 10-tce. I 125-te pucharowe podejście. Jedno i drugie jest, w tym momencie, oczywiście nieaktualne. W piątek z kolei Samuraj mógł się cieszyć z tego, że zaliczył 115-ty konkurs w karierze. I to się po niedzieli też zmieniło.
30.    Co tu napisać o Tymoteuszu Zającu (Timi Zajc, jakby kto nie skumał), skoro żadnych statystycznych okrągłości po Planicy doszukać się u niego nie sposób, a punkty, liche bo liche, ale jednak zdobył? No to może napiszę niestatystycznie.  Skakał w Planicy lepiej niż by to wyglądało po wywalczonych punktach.
31.    Tilen Bartol, tak jak przez całą zimę, również w Planicy nie nawiązał do dobrych wyników sprzed 3 sezonów, ale przynajmniej mógł na koniec sezonu celebrować statystyczną okrągłość. W czwartek, po raz 25-ty w karierze, zdobył punkty.
32.    Przygnębiający nieco, również wynikowo, koniec kariery Roka Justina. Przez cały weekend, tak jak przez cały sezon, bez jakiejkolwiek formy. Piątkowe zawody to był jego 40-ty konkurs w I-ligowej karierze. 80% z nich kończył tak jak w piątek. Bez punktów.
33.    Debiutanckie punkty Lovro Kosa. Od razu w dwóch konkursach z rzędu. Może się więc pochwalić na dziś dzień tym, że w 50% I-ligowych pucharowych startów nie próżnował. Wielu skoczków ma znacznie gorsze współczynniki. A co dopiero na początku kariery. Z tej mąki może być wyjątkowo dobry chleb.
34.    O Anze Semenicu teraz. Cóż. I tak spisał się w Planicy znacznie lepiej niż spisywał się przez cały sezon. Zdobył tu niemal 50% swoich tegosezonowych punktów. Piątkowe zawody to był jego 110-ty kontakt z Pucharem.
35.    Cene Prevc ma tych pucharowych podejść po sezonie dokładnie dwa razy mniej od Semenica, czyli 55. W czwartek zaliczył 15-ty w karierze konkurs, w którym lądował w trzeciej 10-tce klasyfikacji. 1/3 z takich 15-tu punktowań miała miejsce w tym sezonie. Sezonie słabszym jednak od poprzedniego.
36.    Bardzo dobrze skakał w Planicy Ziga Jelar. W piątek i w niedzielę uzyskał, ex aequo, czwarte najlepsze wyniki w karierze. Nie zakończył sezonu może z takim przytupem jak rok wcześniej, ale trzykrotna z rzędu obecność w czołowej 17-tce zawodów to jest jednak coś dla zawodnika, który w końcu do szerokiej czołówki stawki, i to w pewnej perspektywie, ledwie pretenduje. Niedzielne punkty były dla Słoweńca 15-tymi w sezonie.
37.    Żadnej obecności w konkursowej 10-tce nie zanotował w tym sezonie Peter Prevc. W Planicy też się nie udało. W piątek wyrównał, co prawda, swoje najlepsze tegoroczne osiągnięcie z Innsbrucka, ale na więcej się już nie zdobył. Piątkowe 11-te miejsce to była jego 85-ta w karierze obecność w drugiej 10-tce zawodów. W niedzielę Słoweniec po raz 270-ty zdobył pucharowe punkty.
38.    W lekko minorowym nastroju kończył pewnie sezon Anze Lanisek. No bo skakał w Planicy dużo słabiej niż przez całą zimę. Ale jak się głębiej przyjrzeć, to on w niedzielę wyraźnie poprawił swoją życiówkę na Letalnicy. Nie metrową, a wynikową. Słoweniec nigdy wcześniej nie był w pucharowych zawodach w Planicy wyżej niż na 25-tym miejscu. A w niedzielę skończył 14-ty! Co nie przeszkadza dostrzec, że niedzielny wynik jest dopiero jego 17-tym najlepszym rezultatem w sezonie. Wyniki czwartkowy i piątkowy nie mieszczą się nawet w 20-tce. Choć ten z piątku jest trzecim najlepszym uzyskanym przez niego kiedykolwiek na Letalnicy. Ten z czwartku zresztą czwartym.
39.    Przebudził się na koniec zimy Domen Prevc. Niczym niedźwiedź prawie. Lepiej, bo tak żwawo nie skakał przez cały sezon. Dzięki temu wyprzedził zresztą w generalce starszego brata. Od czasu kiedy Domen zaczął skakać w I lidze, taka sytuacja ma miejsce już po raz trzeci. Bilans między braćmi, ten na sezony, trzy do trzech. W niedzielę Demon wylądował w czołowej 10-tce już po raz 40-ty.
40.    Rewelacyjny weekend dla Bora Pavlovcica. Jak cały sezon, zresztą. A statystycznie też nie powiem. W czwartek 20-ty raz zapunktował, w piątek 35-ty konkurs w karierze i trzecie już podium, a w niedzielę równo 40-te pucharowe podejście.
41.    Simon Ammann punktów w Planicy nie zdobył, ale parę linijek mu poświęcę. Z dwóch powodów. Pierwszy. Ostatni jego tegoroczny start to był dlań okrągły, 480-ty, kontakt z Pucharem. Powód drugi. W piątek po raz 85-ty nie wszedł w konkursie do serii finałowej. To był 13-ty w życiu weekend Szwajcara spędzony na wiosnę w Słowenii. 13-ty i najgorszy. W poprzednich 12-tu, jakby nie skakał, punkty zawsze zdobywał. Z reguły niemało.
42.    Inny z Helwetów, w tym sezonie ich lider, Gregor Deschwanden, w Planicy najzwyczajniej spuchł. To znaczy on już od dobrych kilku tygodni wykazywał się niższą formą niż w pierwszej części sezonu, kiedy to chyba 10 razy z rzędu punktował, ale teraz zaliczył na pewno najsłabsze zawody w sezonie. Gdyby nie to, że to był finał, i startowało w nim tylko 30-tu skoczków, to punktów nie miałby także w niedzielę. Ze statystycznego punktu widzenia też bryndza. Przepraszam. Pierwszy konkurs, ten czwartkowy, to było jego równo dwusetne podejście do Pucharu. Ale, tak czy siak, najlepszy punktowo sezon Szwajcara w karierze, o czym nie omieszkam napisać w podsumowaniu sezonu.
43.    Denis Korniłow, podobnie jak Murańka, Lindvik czy Ammann, nie zasłużył, wg przyjętych przeze mnie reguł, na dzisiejszą wzmiankę, ale taką, nietuzinkową, okrągłość trzeba jednak docenić. W czwartek po raz 55-ty nie przebrnął kwalifikacji.
44.    Trwa wojna między Jewgienijem Klimowem a rosyjską federacją narciarską. Nie wiem za bardzo o co tam chodzi, ale chodzi. W czwartek Klimow znów nie wystartował. Za to w piątek był najlepszy z Rosjan, lepszy nawet od bardzo dobrze spisującego się w tym sezonie Nazarowa. Dzięki temu można było odnotować jego 70-ty w karierze konkurs zakończony zdobyciem punktów. Pytanie czy, z racji konfliktu z federacją, nie ostatni. Miejmy nadzieję, że nie, bo zwyczajnie szkoda żeby ktoś tej klasy wypadał z gry z takiego powodu. To jest w końcu zwycięzca konkursu PŚ. I to w Wiśle!
45.    Wspomniany wyżej Michaił Nazarow znów zaimponował, choć w poplanickich statystycznych okrągłościach tego akurat specjalnie nie widać. Może w piątek kiedy, po raz 15-ty w karierze, zdobył punkty. No i w niedzielę też po raz 15-ty. Tyle, że w tym sezonie. W czwartek Rosjanin pobił rekord kariery. Jeszcze nigdy wcześniej nie kończył zawodów na 12-tym miejscu.
46.    Casey Larson, choć niby ma 3 pkt za Kuusamo, jest jednym z najsłabszych, jeśli nie najsłabszym  w tegorocznej stawce. Ale muszę o nim wspomnieć, bo po raz 25-ty nie przeszedł w czwartek kwalifikacji. Oprócz tego startował w swojej karierze w 9-ciu konkursach, ale część z nich odbywała się bez eliminacji. A to listopadowe Kuusamo to w ogóle jakiś żart jest. Pewnie skakał z latawcem albo miał tornado pod narty, bo inaczej się tego nie wytłumaczy. Te jego 3 punkty w Kuusamo to jeszcze większy fuks niż mistrzostwo świata Krafta z Oberstdorfu.
47.    Drugi, po tegorocznym Kuusamo, taki weekend w karierze Artti Aigro, gdzie w obu konkursach weekendu punktuje. Wynikowo to jego czwarty i piąty najlepsze konkursy w karierze. W pierwszym z tych konkursów zaliczył 10-te punktowanie w I-lidze. W drugim 50-te podejście do Pucharu.
48.    Eetu Nousiainen już po raz 30-ty w historii swoich pucharowych startów nie przebrnął w czwartek kwalifikacji. Ponieważ to pokaźna okrągłość, więc chociaż, podobnie jak kilku innych, nie spełnia warunków, pod którymi mógłby się tu znaleźć, to jest kolejnym wyjątkiem od reguły. To się już jak gramatyka angielska, ten mój tekst, robi. Więcej wyjątków od reguł.
49.    Prawie 3 pełne sezony czekał Jarkko Maeaettae na kolejne punkty Pucharu Świata. Ostatni raz punktował w Kuusamo, w sezonie 2018/19. Za dwa. Teraz za trzy. Szkoda, że nie jest koszykarzem. Byłby większy efekt. Aż się boję pomyśleć, co się będzie działo w marcu 2024 roku, gdzieś pomiędzy Oslo, a Vikersundem. Zgaduję. Maeaettae zapunktuje za cztery? Piątkowe zawody to było też 115-te pucharowe podejście Finlandczyka.
50.    Punktów w weekend żadnych, ale za to parę okrągłości. No to mamy kolejny wyjątek. Ostatni. Niko Kytoesaho najpierw, w czwartek, po raz 15-ty w karierze oblał kwalifikacje. W piątek z kolei po raz 40-ty podchodził do Pucharu, a po raz 25-ty uczestniczył w zawodach głównych. Bez efektów, jak wspomniałem.

Koniec. Kropka.
Na podsumowania całego sezonu, jeszcze nie wiem dokładnie w jakim ujęciu, zapraszam w najbliższym czasie.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport