24 obserwujących
1142 notki
612k odsłon
  2390   1

Dotarło do Was, hejterzy Lewandowskiego?

Bayern jest, przynajmniej od kilkunastu miesięcy, topową drużyną nie tylko Europy, ale i świata. Trudno się zresztą dziwić. Do fantastycznych zawodników (przynajmniej kilkunastu), sensownego zarządu, zbilansowanego budżetu i zdrowej sytuacji finansowej dołączono w zeszłym roku wyjątkowego dobrego trenera. To wszystko doprowadziło ubiegłego lata klub do zdobycia potrójnej korony, w tym również do wygrania Ligi Mistrzów. W tym sezonie Niemcy też pewnie zmierzają do tytułu mistrza kraju i, jak się wydawało jeszcze dwa tygodnie temu, byli głównym faworytem do zwycięstwa w kolejnej edycji Ligi. Już nie są. Wczoraj odpadli w ćwierćfinale tych rozgrywek nie dając rady Paris St.Germain.

Piłka nożna jest niewątpliwie grą zespołową, ale o wielkości drużyn decydują w wielu wypadkach indywidualności. Widać to było w meczach Bayernu i Paryża. Na płycie boiska było wielu świetnych piłkarzy, ale gwiazdy były dwie. W pierwszym meczu Mbappe, w drugim Neymar. Tylko ogromnemu pechowi tego drugiego należy zawdzięczać, że we wczorajszym spotkaniu emocje były praktycznie do ostatniej sekundy. Przy mniejszym pechu Brazylijczyka dwumecz byłby rozstrzygnięty w pierwszych 30-tu minutach rewanżowego meczu.

W Bayernie, tak w pierwszym jak i w drugim ćwierćfinałowym meczu, ich gwiazda, Robert Lewandowski, zagrać nie mogła. Trzeci tydzień leczy kontuzję. Zagrać nie mogła i efekty są, jakie są.

Nie zamierzam brnąć w dogłębne i nie wiadomo jak wnikliwe, analizy przyczyn porażki Bayernu. Dla mnie sytuacja jest ewidentna. Bo też brak Lewandowskiego był widoczny w każdej sekundzie obu spotkań i na każdym metrze monachijskiego i paryskiego boiska. Po prostu. Grałby Polak – w półfinale grałby Bayern.

Broń Boże nie można mieć pretensji do zmiennika Roberta. Zrobił swoje. W każdym meczu strzelił bramkę. Ale to nie zmienia faktu, że nie miał kto w niemieckim zespole stawiać kropki nad „i”.

Wypada sobie, Drodzy Nieprzyjaciele Lewandowskiego, zdać sprawę z jednego. To nie tylko Lewandowski żyje z kolegów. Dwumecz z Paris St.Germain uświadomił, mam nadzieję wszystkim, że koledzy jeszcze bardziej żyją z Lewandowskiego niż on z nich. Po prostu. Z nim awansują lub ugrywają maksa. Bez niego nie są w stanie pokonać rywali. Przynajmniej tych z najwyższej półki.

Cóż. Robert Lewandowski odpadł z Ligi Mistrzów. Teraz wypada kibicować już tylko jego byłym trenerom. Żeby tylko, przez przypadek, obaj nie polegli już dzisiaj. Szanse Guardioli w tym względzie są oczywiście znacznie mniejsze, ale nie wykluczałbym, tak definitywnie, awansu Borussi do półfinału. Mimo, że jej trenerem nie jest już Klopp. Awans Liverpoolu natomiast odbiorę jako dopust Boży za te wszystkie fuksy Realu (choć zdecydowanie bardziej odpowiednim terminem byłoby nazwanie tego „drukowanymi zwycięstwami”) w latach poprzednich. Na przykład, i to dwukrotnie, z Bayernem w sezonach 2016/17 i 2017/18.

A Robert Lewandowski wielkim piłkarzem jest!


Lubię to! Skomentuj115 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport