27 obserwujących
1201 notek
677k odsłon
  160   0

Skokowy sezon 20/21 w pigułce (7). Słoweńcy

Przyszedł czas, żeby dokładnie przyjrzeć się jak to było w minionym sezonie ze Słoweńcami.
A było niewątpliwie ciekawie, bo ledwo się sezon zaczął, a tam już bunt. Bunt, który dla tego, który go wszczął, czyli dla Timiego Zajca, najlepiej się ani nie zaczął, ani nie skończył, ale za to reprezentacji Słowenii przyniósł zmianę na stanowisku głównego trenera, która to zmiana, jak się wydaje w świetle tego, co nastąpiło później, okazała się korzystną. Całe to wydarzenie, przypomnę, miało miejsce w trakcie odbywających się w Planicy, już w pierwszej połowie grudnia, mistrzostw świata w lotach, gdzie najlepszego ze Słoweńców nie było w konkursie indywidualnym nawet w 10-tce, a reszty nawet w 20-tce. Przepraszam. 19-tce. To pociągnęło za sobą bardzo ostrą, publiczną wypowiedź ówczesnego lidera drużyny, który natychmiast po tym został odsunięty od reprezentacji, oraz… zwolnienie głównego trenera, Gorazda Bertoncelja, co każe się zastanowić dlaczego w takim razie Zajc wyleciał z kadry? W każdym razie następcą głównego coacha został jego dotychczasowy asystent Robert Hrgota i… Słoweńcy zaczęli skakać lepiej. A jak to dokładnie wyglądało w skali sezonu? Zapraszam do lektury.
Po raz pierwszy w karierze najwyżej sklasyfikowanym na koniec sezonu słoweńskim skoczkiem został Anze Lanisek. Wynika to z dwóch przyczyn. Pierwsza to oczywiście jego wysoka niemal przez cały sezon forma. Drugi powód jest równie banalny. Dużo gorsze niż w poprzednich latach wyniki tych, którzy dotychczas Słoweńcom przewodzili, głównie Petera Prevca. Ale nie tylko. Sezon 2020/21 był niewątpliwie najlepszym w dotychczasowej karierze Laniska. Zdobył w nim 775 punktów, o ponad 230 więcej niż rok wcześniej, co było (przez 12 miesięcy, jak się okazuje) sezonowym punktowym rekordem życiowym Słoweńca. Cztery podia (o dwa więcej niż w rekordowym dotąd pod tym względem sezonie poprzednim) i aż 14 lokat w czołowej 10-tce zawodów. Do tego kolejne 6 lokat w drugiej 10-tce i 22 punktowania (na 24 pucharowe starty). W efekcie zdecydowanie najwyższa w historii jego startów w PŚ, dziewiąta, pozycja w klasyfikacji generalnej PŚ. No i indywidualny medal mistrzostw świata na mniejszej ze skoczni. Oraz przyzwoite, 12-te, zdecydowanie najwyższe z wszystkich Słoweńców, miejsce w MŚwL. Tak wyglądał sezon w wydaniu, okrzykniętego w wieku 16-tu lat słoweńskim Murańką (jak to dziś śmiesznie brzmi), 25-latka z Lublany. Moim zdaniem Słoweniec w ciągu ostatnich dwóch sezonów po prostu wydoroślał. W zasadzie zmądrzał. I to jest główny powód jego coraz większych sukcesów. Talent, rzeczywiście, miał zawsze. Tylko głowa jakaś taka niedopasowana do reszty ciała była. Teraz się dopasowała i wygląda na to, że przez jeszcze przynajmniej kilka następnych lat ciało Słoweńca będzie miało z niej pożytek. Również w sezonie, który szybkimi krokami nadchodzi. W sezonie olimpijskim.
Drugie skrzypce grał minionej zimy w słoweńskim teamie niewątpliwie Bor Pavlovcic. Były nawet koncerty, gdzie to on przejmował nie tylko linię melodyczną, ale i dyrygencką pałeczkę. To jest niewątpliwie największe odkrycie zimy u Słoweńców. Niedawno minęło 5 lat odkąd zadebiutował w PŚ. Zadebiutował z przytupem, dwukrotnie punktując w Sapporo. Za drugim razem było to nawet 16-te miejsce. W następnych sezonach pojawiał się w I lidze sporadycznie, choć może adekwatniejszym określeniem będzie zupełnie okazjonalnie. Cztery lata temu wystąpił w trzech zawodach (ale punkty tylko w Wiśle), rok później tylko w Planicy, ale też skutecznie (18-ty). Dużo szans otrzymał w sezonie 2018/19, ale tylko dwa razy zdobył punkty. I to zaledwie 8. Sezon 2019/20 do zapomnienia. Walka z trapiącymi go już wcześniej kontuzjami. Bez niczyjej, jak niedawno zdradził, pomocy. A już szczególnie ze strony związku (to jest, moim zdaniem, większe oskarżenie wobec działaczy niż to, co zrobił Zajc). Samotnie to zwalczył i ostatniej zimy, odrodzony niczym Feniks z popiołów, był w czołówce od samego początku do samego końca. Czasem w czołówce tej wąskiej, czasem w tej rozumianej nieco szerzej. Z małą zadyszką w środku złapaną tuż przed T4S, a zwalczoną na dobre po styczniowych zawodach w Zakopanem. 13-ta lokata w wyścigu o Kryształową Kulę, 559 pucharowych punktów (na 603 w całej karierze), 3 podia, 6 razy w najlepszej 6-tce, a 9-krotnie w czołowej 10-tce konkursów. 15 razy w konkursowej 20-tce. Tylko 4-krotnie bez punktów w konkursach i jedne zawalone kwalifikacje (wszystko to w tym „zadyszkowym” okresie). Dla mnie, i mam wrażenie, że nie tylko dla mnie, rewelka. Różnie to może z nim być, jest jeszcze młody (22) i nie wiadomo jak to będzie z tymi jego kontuzjami, ale jak będzie zdrowy, to mamy (precyzyjniej pisząc to Słowenia ma, nie my) w przyszłym sezonie nie jednego, a dwóch Zajców.  Pod warunkiem oczywiście, że Tymoteusz/Timi wróci do dyspozycji z sezonu 2019/20.
Na 22-gim miejscu klasyfikacji generalnej PŚ wylądował w sezonie 2020/21 Domen Prevc. To druga z rzędu zima, gdzie najmłodszy z trójki Prevców odnotowuje zmniejszone wpływy punktowe w stosunku do tych z poprzedniego okresu rozliczeniowego. No i inna ważna rzecz. Mimo zajęcia miejsca w generalce będącego dla kibiców, wobec sukcesów Laniska i Pavlovcica, do strawienia, dla samego Demona jest to drugi najsłabszy punktowo sezon w karierze. Tylko w absolutnie nieudanym sezonie 2017/18 Słoweniec wyglądał gorzej. Minionej zimy praktycznie dopiero w ostatni weekend sezonu w Planicy mógł być z siebie zadowolony. Gdyby zresztą nie ten weekend to jego punktowe zdobycze za sezon byłyby na poziomie tych sprzed trzech lat! Na MŚ w Oberstdorfie startował tylko w drużynie, która od medalu wylądowała w odległości dość sporej. Na konkursy indywidualne go nie wystawiono. Na grudniowych MŚwL z kolei zajął dopiero 21-szą pozycję indywidualnie, co niekoniecznie wystawiało mu dobre świadectwo. W konkursie drużynowym też zespołowi specjalnie nie pomógł, skutkiem czego i tutaj medalu nie było. Jednym słowem sezon, jak na niego, gorzej niż przeciętny. Dwa czwarte miejsca, dwa ósme, jeszcze cztery lokaty w 10-tce drugiej i cztery w trzeciej. Czyli 12 punktowań. Na 17 pucharowych podejść. To jest niewątpliwie wciąż ogromny potencjał. Ale głowa chyba jak u Laniska. Tego sprzed kilku lat. Za wcześnie dopadły go wielkie sukcesy? Być może. Jak nie poprawi mentalu, to może się zdziwić. W kolejce do pierwszego składu, oprócz w/w dwójki są przecież Pero, Jelar, a w ostatnim sezonie swoje aspiracje zgłosił drugi braciszek Domena, Cene. Ale o nich wszystkich osobno, poniżej.
Jedno miejsce za Domenem i 11 punktów mniej od młodszego brata. To tegoroczne pucharowe zdobycze najstarszego z Prevców, Petera. Cóż. Nie był to na pewno jego najlepszy sezon. I nie tylko dlatego, że z powodu COVID-a musiał opuścić aż siedem zawodów w drugiej części sezonu. W 18-tu innych konkursach, w których wziął udział, ani razu nie zajrzał do czołowej 10-tki konkursu. Punkty zdobyte w 15-tu z nich, 3 razy był bowiem poza finałem, przyniosły mu w sumie 230 pucharowych oczek. Mniej zebrał tylko dwa lata temu oraz w dwóch pierwszych sezonach kariery, przy czym w tym drugim było ich tylko minimalnie mniej. Chciałbym się mylić, ale odnoszę wrażenie, że Peter Prevc będzie się w kolejnych latach, również w najbliższym sezonie, bardziej od szeroko rozumianej czołówki oddalał, niż przybliżał. Jego czas, tak jak czas Schlierenzauera, się (s)kończy(ł). Ma nad Austriakiem tę przewagę, że jego dotyczy tylko to, czego w ostatnim wyrazie poprzedniego zdania nie ma w nawiasie. Ale jest coraz bardziej widoczne, że nawet na rynku wewnętrznym coraz trudniej utrzymać mu się na wodzie. Dowodem MŚwL, gdzie nie załapał się do składu, mimo obecności w Planicy. Nie było go w składzie również w Oberstdorfie na mniejszej ze skoczni. Do konkursów drużynowych na imprezach mistrzowskich, tak jak w Oberstdorfie, ze względu na ogromne doświadczenie jeszcze się łapie, ale nawet tam to już nie on ciągnie wózek. W przyszłym sezonie ten napór młodych w słoweńskiej kadrze może przynieść niezłe efekty. Pytanie tylko czy również dla Petera Prevca. Jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, że go zabraknie na igrzyskach. Po poprzednim sezonie nie byłem. W stanie, znaczy.
Sezonowy punktowy rekord życiowy pobił tej zimy Ziga Jelar. Nazbierał 207 oczek. O siedem więcej niż sezon wcześniej. Skończył zimę jako 25-ty w stadzie, 3 lokaty wyżej niż w sezonie 2019/20. Tyle, że startów miał tym razem ze 2,5 raza więcej. Więc ostatnia zima, generalnie, jakby słabsza. Jeden raz w 10-tce (10-ty, konkretnie), 13 punktowań, 10-krotnie bez punktów. Na imprezach mistrzowskich albo nie było go w ogóle (Planica), albo był śladowo (28-my na mniejszej skoczni w Oberstdorfie). Czyli lipa. Trochę więcej  optymizmu w serca jego kibiców wlała pewnie końcówka sezonu, gdzie zanotował cztery pewne obecności w drugiej 10-tce konkursów (15-ty w Rasnovie oraz 17-ty i dwukrotnie 12-ty w Planicy). Skakać potrafi, to pewne. Ale żeby być pewnym miejsca w składzie, to musi się bez przerwy, przez całą zimę, umieć rozpychać łokciami. A to mu się jeszcze w żadnym sezonie do końca nie udawało. Zawsze ma jakieś wzloty i upadki. Jak chce mieć pewne miejsce w samolocie na igrzyska, to musi to ustabilizować. Inaczej może być klops.
Teraz o Cene Prevcu. Strasznie dziwne uczucia w związku z nim mam. No bo tak. Sezon pucharowy gorszy od poprzedniego, który wcale dobry nie był. Nie przekroczył tej zimy nawet bariery stu punktów (83). Tylko jedno miejsce w 10-tce, jedno w 20-tce. Ledwie 8 punktowań. Ale też ledwie 12 pucharowych podejść, z tego jedne zawalone (przez dyskwalifikację, bo tak byłby w konkursie) kwalifikacje. Za to na głównej imprezie roku nie dość, że się załapał do składu, to jeszcze był 15-ty na skoczni małej i (sic!) 9-ty na dużej! I do tego występ w drużynie, gdzie, poza Laniskiem, nie odbiegał od pozostałych. Tak, że Cene potrafi. Tyle, że wychodzi, że na krótką metę. Może w przyszłym sezonie zaskoczy na dłuższą?
Najsłabszy sezon w karierze zanotowała największa nadzieja słoweńskich skoków poprzednich dwóch sezonów – Tymoteusz Zając. Po ichniemu Timi Zajc. Sezon słabszy nawet od tego debiutanckiego sprzed trzech lat, kiedy wyskakał 88 pucharowych punktów. Teraz było ich tylko 60. Perturbacje i turbulencje, które wywołał na MŚwL, odbiły się, z reguły pozytywnie, na całych słoweńskich skokach. Z reguły, ale nie całkiem. Dotknęły bowiem też poważnie jego samego. Tyle, że akurat w negatywnym sensie. Długa absencja po Planicy i, w sumie, tylko 13 pucharowych startów w sezonie, z czego tylko 6 punktowanych, z czego trzy pierwsze z nich jeszcze przed draką wywołaną jego wypowiedzią. Po rzeczonej drace, w 8 podejściach, wywalczył wszystkiego 17 punktów! Po takim sezonie ciężko być optymistą. Ale skądś te grubo ponad osiemset punktów dwa lata temu i prawie 550 w zeszłym roku się wzięło. Za piękne oczy ich Słoweniec nie dostał. I dlatego, prorokując w jego sprawie na sezon z igrzyskami, nie sposób nie brać pod uwagę wariantu, że wróci do bardzo wysokiej dyspozycji. Bo talent ma rzeczywiście wielki, a w powietrzu układa się niemal jak pocisk. Dla mnie najładniej z wszystkich. Tak więc mój, być może mocno subiektywny, typ na przyszły sezon – grozi mu czołówka. Dość ścisła.
Na miejscu 47-mym w generalce, czyli jedną pozycję za Zajcem, zakończył ostatni sezon Tilen Bartol. Jedną pozycję oraz dwa punkty. Oczywiście nie ma się z czego cieszyć, bo to był Zajc z tego roku, a nie sprzed dwóch lat. Patrząc natomiast tylko na dotychczasowe osiągnięcia Bartola, nie można nie zauważyć, że w stosunku do roku czy dwóch wstecz, znacząco się poprawił. Tylko co z tego, jak to dalej nie predestynuje go do  występów w I-ligowym składzie Słoweńców. Co gorsza Bartol nie wystąpił tylko w czterech pucharowych zawodach. Czyli wystąpił w dwudziestu jeden. I na te 21startów zanotował ledwie siedem punktowań, tylko raz lądując w pierwszej 15-tce. Wszystkie pozostałe punkty to miejsca w trzeciej 10-tce, i to wcale nie w jej najwyższych partiach. Aż 13 konkursów bez punktów i jedne zawalone kwalifikacje. Aż dziw bierze skąd znaleziono dla niego tyle szans? Talent niewątpliwie ma, pokazał to trzy lata temu. Natomiast myślę, że ktoś w słoweńskim sztabie podsumuje w końcu ten sezon i mu wyjdzie, że są w Słowenii lepsi od Bartola skoczkowie, których dotąd oglądaliśmy w PŚ znacznie rzadziej od niego. I wtedy ilość jego startów w I lidze znów może gwałtownie zmaleć.
Jeszcze gorzej wypadł minionej zimy Anze Semenic. Zwycięzca zakopiańskich I-ligowych zawodów sprzed trzech lat już drugi rok z rzędu jest tylko cieniem siebie ze swojego najlepszego okresu. Z tym, że punktów zdobył teraz jeszcze dwa razy mniej niż rok wcześniej. 30 dokładnie. Rozpoczął sezon w pierwszym składzie ale, ze względu na słabiutkie wyniki (zawalone kwalifikacje w Wiśle oraz po jednym wiatrowym fuksie i jednym beznadziejnym konkursie w Finlandii i Rosji), po pierwszych trzech weekendach odstawiono go od PŚ zupełnie. Pojawił się znowu dopiero w ostatni weekend zimy w Planicy. Tutaj dwukrotnie zapunktował, zdobywając w tych konkursach prawie połowę z przywołanych 30-tu oczek. Semenic jest od dwóch lat w najlepszym dla skoczka wieku. I nic z tym nie robi. Więc, wg wszelkich znaków na ziemi i niebie, powinien w przyszłym sezonie robić u Słoweńców co najwyżej za zapchajdziurę. Podejrzewam, że był pupilem poprzedniego selekcjonera. Po nastaniu obecnego stracił pozycję. I tylko jakimiś ekstra wynikami mógłby na nią wrócić. Z tego co się słyszy, to nie bardzo się na to zanosi.
14 punktów w czterech podejściach uzbierał niespełna 22-letni Lovro Kos. Podobno kolejny duży słoweński talent. Uzbierał to źle napisane. On je sobie w piękny sposób, w Planicy zresztą, wywalczył. Wcześniej, w I-ligowym debiucie,  najpierw nie przeszedł eliminacji, a potem zajął miejsce pod koniec czwartej 10-tki w dwóch konkursach w Willingen. Na pewno jest tak, że Słoweńcy się cieszą, że mają takich jak on. Nam wypada tylko życzliwie obserwować jak się ta kariera będzie rozwijała. Bo może różnie.
Ostatni słoweński punkciarz minionego sezonu to Jernej Presecnik. Wystartował w tym sezonie w PŚ tylko raz, w Rasnovie. I od razu zdobył punkty. Trzy dokładnie. Miał wystartować po raz drugi w Planicy, ale wyciął go COVID. Taka jest przynajmniej wersja oficjalna. Sprawdza się nie najgorzej w PK, ale stamtąd droga do pierwszej kadry, a już szczególnie na igrzyska, wydaje się w jego przypadku, przynajmniej na ten moment, mocno odległa.
Punktów dla Słowenii nie zdobyli w minionym sezonie: Rok Justin (który ich już zresztą nigdy nie zdobędzie, bo konkursami w Planicy zakończył karierę), Zak Mogel, Tjas Grilc i Mark Hafnar. Ostatnia dwójka zanotowała tylko po jednym występie na koniec sezonu, przy czym Hafnar nie miał zaszczytu wystąpić w zawodach głównych. Grilc miał, bo w konkursie, w którym startował nie było kwalifikacji. Zak Mogel podchodził do Pucharu w Planicy dwukrotnie. Raz odpadł w kwalifikacjach, drugi raz nie odpadł, bo ich nie było. Słoweniec w żaden sposób nie potrafi nawiązać do konkursów w Kuusamo dwa lata temu, gdzie zdobył swoje, jedyne dotąd, pucharowe punkty. Co do Justina. Patrząc z perspektywy minionego sezonu, to lepiej byłoby chyba, gdyby zakończył karierę rok wcześniej. Miałby wtedy na koncie 3 bezpunktowe konkursy i jedne nieprzebrnięte kwalifikacje mniej.
c.d.n.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport