27 obserwujących
1244 notki
708k odsłon
  1063   0

Skoczkowie bez formy, bez treści, na dodatek z pechem

Po inauguracyjnym weekendzie nie wypadało tego jeszcze pisać, choć już wtedy wydawało się to dość ewidentne. Teraz można już tak twierdzić, nie będąc przy okazji posądzonym o nadmierne wymagania wobec naszych reprezentantów.
Nasi skoczkowie są kompletnie pod formą. Każdy jeden. Również Kamil Stoch i Piotr Żyła, którym na cztery konkursu dwukrotnie udało się zdobyć punkty. Temu pierwszemu zresztą nawet sporo. Przynajmniej jak na to, co zaprezentował w pozostałych próbach.
Jedynym z ośmiu, którego można jakoś usprawiedliwić jest Murańka, który ma prawo zasłaniać się covidem. Tyle, że taki Kobajaszi dzień zanim ogłoszono, że jest zarażony, wygrał konkurs. Natomiast Murańka nie dostał się do zawodów głównych. Taka różnica.
Forma prezentowana przez Hulę, Stękałę, Wolnego (niech nikogo nie zmylą jego dzisiejsze skoki bo, tak jak Kraftowi, w bardzo istotny sposób sprzyjał mu wiatr) i Kubackiego to jest  powód by się na poważnie zastanowić czy oni rzeczywiście muszą skakać w Wiśle. Przecież, wzorem Finów w Kuusamo, nie musimy wystawiać przysługującej nam kwoty startowej.  Bogiem a prawdą do pierwszoligowego startu nadają się jedynie Żyła i Stoch, choć i oni są totalnie niestabilni.
Dodatkowo naszym towarzyszy pech. W większości przypadków, bo Stoch jednak wygrał, dzięki wiatrowi, raz kwalifikacje i raz serię próbną. Tyle, że szczęście to się liczy w zawodach, a nie w rywalizacji o pietruszkę albo jeszcze mniej. W zawodach tego szczęścia, dziwnym lub nie dziwnym, trafem nie mamy. Nie ma się zresztą co dziwić bo, jak to mówią, szczęście sprzyja lepszym. A my w tych czterech konkursach lepsi nie byliśmy na pewno. Wręcz przeciwnie.
Bardzo boję się o ten sezon. Sezon, który przecież obfituje w ważne imprezy mistrzowskie. W lutym są igrzyska, pod koniec marca mistrzostwa w lotach.
Na dziś prezentujemy się strasznie. Biją nas nie tylko ci, którym można by to było wybaczyć, ale pomału również Szwajcarzy i Rosjanie. Dzisiaj pokonał naszych, wszystkich(sic!), Estończyk!
Nie wiem czy to się da w jakiś sposób jeszcze naprawić. W sensie uratowania sezonu. Na razie wygląda, ze wymknęło się to wszystko naszemu sztabowi spod kontroli. Chaos niemal jak przy każdym początku sezonu za Kruczka. Mija seria za serią, konkurs za konkursem, a żadnych sensownych działań mających zmienić niekorzystny stan rzeczy nie widać.
Teraz to faktycznie pozostaje chyba tylko liczyć na drugi Cud nad Wisłą. W zasadzie to pierwszy Cud w Wiśle. Za tydzień.

Lubię to! Skomentuj28 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport