27 obserwujących
1297 notek
759k odsłon
  147   0

Raporty z pucharowych skoczni – Lahti (13)

Z racji mało ode mnie zależnych mój cykl jest aktualnie parę taktów spóźniony. Ale szybko nadgonię. Dziś tekst poświęcony Lahti, jutro Lillehammer. Odcinek o Oslo powinien być skończony do środy. I wtedy znów będziemy na bieżąco. A teraz już wracamy do Lahti. Zapraszam.


Nie wiem czy się śmiać, czy płakać. No bo tak.
Jest na pewno lepiej niż wtedy, kiedy zdobywaliśmy, jako Polska, łącznie trzy, albo nawet dwa, punkty w całym konkursie. Ale wciąż jesteśmy tłem nie tylko dla najlepszych, ale również dla tych z drugiego szeregu. A przecież nie o take (skokową) Polske śmy walczyli. I trzecie miejsce Piotra Żyły nie za dużo tu zmienia. Oczywiście. To jest, szczególnie w kontekście wyników uzyskiwanych przez naszych w obecnym sezonie, wielka rzecz. Podium PŚ to jest zresztą wielka rzecz zawsze. Ale gdzie jest Dawid Kubacki? I, przede wszystkim, gdzie jest Kamil Stoch? O wielkiej nadziei prezesa Tajnera, Pawle Wąsku, przez grzeczność, nie wspominam. Tym bardziej, że on faktycznie ma talent, więc niech się chociaż w tym PŚ oskakuje. Ale o Stefanie Huli, który już na igrzyskach wyglądał jakby reprezentował bardziej Estonię niż Polskę, a teraz, nie wiedzieć czemu, skacze dalej w Pucharze Świata, już muszę. Rozumiem gdyby był w dyspozycji jak Fettner. Albo choćby jak on sam sprzed czterech lat. Ale teraz? Za jakie grzechy moje i innych kibiców?
No to o konkursach samych. Znów z podziałem na różne obszary.
1.    Klasyfikacja punktowa wszech czasów
•    Piotr Żyła chyba w końcu na dobre wyprzedził Daiki Ito i jest 30-ty w generalce wszech czasów. Nie wiem tylko jak długo, bo Geiger cały czas tuż, tuż. A Jukkara, zamiast karać Niemców za stroje, kara Polaków za znacznie mniej nieprzepisowe buty.
•    Rzeczony Geiger, człowiek który, nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu, ukradł był zwyczajnie w biały dzień Kamilowi medal igrzysk w Pekinie, przekroczył w piątek, jako 32-gi w historii, granicę 5500 pkt w karierze. Przed igrzyskami podniecałbym się tym zdecydowanie bardziej. Po tym, co zobaczyłem w jego wykonaniu w Pekinie (są dowody w postaci zdjęć) jego wyniki będę odnotowywał tak jak wyniki Eisenbichlera. Tylko i wyłącznie z powodów statystycznych.
•    Bije swoje rekordy Gregor Deschwanden. Już w piątek wyszło na to, że to jego najlepszy punktowo sezon w karierze. W dodatku Szwajcar przebił się do top-175 punktowego rankingu wszech czasów. W niedzielę wyprzedził punktowo Bruno Reutelera, dzięki czemu został siódmym najlepszym helweckim punkciarzem w historii. Do szóstego Peiera, który zresztą też cały czas (choć ostatnio nie za mocno) punktuje, trochę jednak brakuje.
•    Do top-190 tej samej klasyfikacji wskoczył w sobotę Cene Prevc. Wyprzedził, między innymi, Stanisława Bobaka i Roberta Mateję. A przy okazji obecnego trenera Zograwskiego – Zupana, znanego z jednego „cudownego tygodnia” w PŚ Dietharta oraz tragicznie zmarłego ponad 20 lat temu, ówczesnego trenera Austriaków, Aloisa Lipburgera. W niedzielę Słoweniec znów zameldował się wysoko, ale nie na tyle, by przeskoczyć w rankingu o kolejną okrągłą ilość miejsc.
•    Jeden punkcik, a ile znaczy. Dzieki niemu Artti Aigro zameldował się w piątek w gronie tych, którzy mają na liczniku przynajmniej sto pucharowych punktów. Takich skoczków, łącznie z Estończykiem, jest aktualnie 497-miu. Żaden inny z reprezentantów tego kraju nie przekroczył dotąd progu, który pokonał w sobotę Aigro. Najbliżej był Nurmsalu, który ma na koncie 94 oczka.
•    Na 35-te miejsce awansował w omawianym rankingu po konkursach w Lahti Markus Eisenbichler. Z top-35 wypadł z tego powodu i chyba na dłużej niż do końca tego sezonu, bo w tej edycji Pucharu Świata raczej już nie wystartuje, Michael Hayboeck.
•    Inny z tuzów tego sezonu, Halvor Granerud, jest już wśród 65-ciu najlepszych punkciarzy wszech czasów. W niedzielę wyrzucił był z tego grona Jerneja Damjana.

2.    Klasyczna klasyfikacja punktowa wszech czasów
•    Kamil Stoch zdobył w niedzielę parę punkcików do tego rankingu. Niedużo, ale na tyle, by zmniejszyć stratę do Adama Małysza do mniej niż dwustu punktów. Do 198-miu dokładnie. Kiedyś napisałbym, że to tylko 8 zwycięstw. Teraz będę ostrożniejszy i napiszę, że będę się cieszył, jeśli przed końcem kariery Kamil Adama w tej w klasyfikacji wyprzedzi.
•    Od niedzieli Markus Eisenbichler jest już w najlepszej 30-tce przedmiotowej klasyfikacji. Z top-30 pożegnał się z jego powodu bezpowrotnie Anders Jacobsen.
•    Po ponad 3-ch miesiącach przerwy w końcu punkty do tego rankingu zdobył Dawid Kubacki. I od razu wskoczył przed Roberta Johanssona, który go notabene niedawno wyprzedził. Do czołowej 50-tki klasyfikacji brakują jednak Polakowi aż 32 klasyczne punkty. To jest o 15 więcej niż zdobył ich dotychczas w całym sezonie. Ale byłoby miło. Tym bardziej, że aktualnie 50-ty w tym rankingu jest… Hornhacher.
•    Niedzielna wygrana p[pozwoliła Halvorovi Granerudowi na awans do czołowej 60-tki tego rankingu. Wyrzucił z niej Roberto Cecona. Ale mnie, i to jeszcze bardziej od jego zwycięstwa, zaimponowało jego stanowisko w sprawie startu Rosjan w PŚ. Mam nadzieję że, choćby z tego powodu, już nigdy polscy kibice nie będą go „wybuczać” na Wielkiej Krokwi.
•    Do czołowej dwusetki rankingu wszedł natomiast średni z braci Prevców. Jest nawet 198-my. W tym sezonie uzbierał do tej klasyfikacji 5 razy więcej punktów niż w całej dotychczasowej karierze (102:19)
•    Prawdziwą sensacją weekendu był Ulrich Wohlgenannt. W klasycznej punktacji wszech czasów wyglądało to tak, że w piątek wskoczył na pozycję nr 500, a w niedzielę poprawił się o kolejne sto lokat.

3.    Pucharowi zwycięzcy i podiumowicze
•    Stefan Kraft uwielbia skocznię w Lahti. Ona jego też. Dwa mistrzostwa świata, trzy (już licząc z piątkiem) pucharowe wygrane i, dodatkowo, cztery inne podia. Na 12 startów tylko raz (w debiucie) nie zdobył punktów, a jeszcze tylko raz był poza pierwszą piątką. Piątkowe zwycięstwo było dla niego 23-cim w karierze i przyniosło mu awans na 12-te miejsce w klasyfikacji wszech czasów pucharowych killerów. Przy równym bilansie triumfów ma lepszy bilans pozostałych podiów od Petera Prevca. Na wyprzedzenie Morgensterna i Ammanna, mimo tej samej ilości wygranych, Austriak musi jeszcze poczekać. Żeby ich przeskoczyć i załapać się do czołowej 10-tki, musiałby, jeśli ani raz już nie wygra, pięciokrotnie w zawodach być drugi. To znaczy żeby przeskoczyć Szwajcara, bo rodaka wystarczy, że cztery. Jak chodzi o klasyfikację pudli, to „maluch z Austrii” wskoczył w niedzielę przed  Nykaenena i Morgensterna. Tym sposobem skoczek spod Salzburga jest już szóstym najlepszym pudlem w historii PŚ. Do czwartego Stocha i piątego Ammanna brakuje mu już tylko trzech podiów. To może być, jak się Kamil w końcu nie weźmie za robotę, kwestia tego sezonu. W niedzielę Kraft wyrównał jeszcze jeden rekord Pucharu Świata. Po raz 28-my stanął na najniższym podium konkursu. Podejrzewam, że niedługo, kto wie czy jeszcze nie w tym sezonie, Janne Ahonen straci ten rekord bezpowrotnie.
•    Wszyscy się podiumowo zaokrąglają, tylko nie my. Austriacy dobili w ostatni weekend do 260-ciu pucharowych zwycięstw i 765-ciu pucharowych podiów, Norwegowie do 460-ciu podiów, a Japończycy do 265-ciu. My, chwilowo, się nie zaokrąglamy. Ale to mniejsza. Gorzej, że za chwilę Samuraje mogą nas wyprzedzić w liczbie pucharowych wygranych. Mamy nad nimi przewagę już tylko jednej wiktorii (93:92).
•    Halvor Granerud wygrał w niedzielę pucharowy konkurs po raz 13-ty. Paradoksalnie nie przyniosło mu to awansu w klasyfikacji najlepszych killerów wszech czasów, ale w klasyfikacji najlepszych pudli w dziejach PŚ. Z tych bowiem którzy mieli w niedzielę wieczór w dorobku 23 podia, a takich skoczków jest aż siedmiu, Norweg ma najwięcej zwycięstw. Dlatego w rankingu najwybitniejszych podiumowiczów awansował aż o 7 pozycji. Przy czym do czołowej 30-tki (to taka modna w skokach liczba, dlatego przytaczam) brakuje mu jeszcze przynajmniej 6-ciu pudeł. I to pod warunkiem, że przynajmniej dwa z nich nie będą miejscem trzecim. 30-ty w tej tabeli Horst Bulau ma bilans 13-10-6. Bilans Wikinga to 13-8-2.

4.    Ciekawostki statystyczne dotyczące niektórych skoczków
•    Po równo 10-ciu obecnościach w trzeciej 10-tce Ulrich Wohlgenannt za 11-tym punktowaniem pokazał, że potrafi więcej i że szufladkowanie go jako skoczka typowo drugoligowego niekoniecznie musi już na wieki mieć rację bytu. W niedzielę pobił życiówkę o kolejne dwa miejsca i skończył tuż za podium. Zdobył w ten weekend prawie dwa razy więcej punktów niż w całej dotychczasowej pucharowej karierze. A lat ma chłop chyba 28.
•    Sobotni, 20-ty w karierze, konkurs nie był zbyt radosny dla Daniela Tschofeniga. Za to w niedzielę przynajmniej zdobył punkty. Po raz 15-ty. I piąty raz w karierze wylądował w drugiej 10-tce konkursu.
•    Oprócz tego, co piszę o Krafcie wyżej, to dodam, że w piątek skakał po raz 230-ty w konkursie, a w niedzielę po raz 150-ty wylądował w najlepszej 10-tce konkursu. To było jego 235-te pucharowe podejście.
•    12-te miejsce w piątek spowodowało, że Clemens Aigner już w tym momencie mógł się chwalić, że rozgrywa najlepszy sezon w życiu. To było jego jubileuszowe, 75-te, pucharowe podejście. W niedzielę, w swoim 60-tym konkursie w karierze, znów był w drugiej 10-tce. Na 10 takich jego wyników aż 6 miało miejsce tej zimy.
•    Dla Constantina Schmida piątkowy występ to było setne pucharowe podejście. Niemiec po raz 30-ty zakończył zawody w drugiej 10-tce.
•    Nie przestaje zadziwiać „dziadek” Fettner. W niedzielę trzeci raz w sezonie skończył pucharowy konkurs w czołowej 10-tce. A szykują się, w bardzo niedalekiej przyszłości, różne inne statystyczne okrągłości z jego udziałem.
•    Niedzielne 125-te podejście i 115-ty konkurs w karierze Daniela Hubera nic szczególnego mu nie przyniosły. Poza powrotem do normalności i zdobywania punktów, bo w piątek można było odnieść wrażenie, że przez pomyłkę ubrał kombinezon po bracie, ale w przeciwieństwie do Eisenbichlera i Geigera, młodszym.
•    Andersa Haare Stoeckl po raz pierwszy w sezonie dopuścił w końcu w piątek do I ligi, ale skończyło się marnie. W jubileuszowym, 30-tym, pucharowym podejściu w karierze Norweg nie poprawił bilansu punktowego. W niedzielę było jeszcze gorzej. Pojedyncze konkursy zdarzało się kuzynowi Timi Zajca (Haare to po norwesku Zając) kończyć niżej niż te w Lahti, ale weekend, generalnie, zaliczył najgorszy w pucharowej karierze. A, było nie było, 30 pucharowych podejść w dorobku ma. Więc nie można powiedzieć, że nie było w czym wybierać.
•    Pius Paschke chyba tylko po to przyjechał do Lahti, żeby zasokraglić liczbę swoich bezpunktowych konkursów. I to mu się udało. Po niedzieli ma ich na koncie 35. I to mu się już w tym sezonie nie zwiększy, bo go Horngacher w końcu (piszę te słowa, kiedy znam już skład Niemców na Rower) odstawił od cyca.
•    Niemiec Eisenbichler po raz 15-ty w karierze wylądował w zawodach na miejscu ósmym. W czołowej 10-tce zawodów znalazł się po raz 90-ty, a w najlepszej 20-tce po raz 135-ty. Ciekawe w ilu z tych konkursów skakał w przepisowym kombinezonie?
•    Inny Niemiec, Geiger, po raz 165-ty w I-ligowej karierze, zdobył pucharowe punkty. Z tego 80-krotnie, licząc już oba konkursy w Lahti, kończył wśród 10-ciu najlepszych. Pytanie zadane punkt wyżej równie zasadne jak w przypadku Eisenbichlera.
•    Dość nierówny przez cały sezon (choć życzyłbym sobie, żeby wszyscy nieobecni przez ponad rok wracali w jego stylu) rekonwalescent Stephan Leyhe w niedzielę po raz 60-ty ukończył konkurs w drugiej 10-tce stawki.
•    Severin Freund specjalnie się w niedzielę nie popisał, ale znacznie ważniejsze ze statystycznego punktu widzenia jest to, że to było jego 250-te  pucharowe podejście i dwusetne punktowanie w karierze.
•    Johann Forfang też się w paru miejscach po niedzieli zaokrąglił. Ma teraz na liczniku równo 180 pucharowych podejść, równo 175 konkursów i równo 50 obecności w drugiej 10-tce konkursowej stawki.
•    Kobajaszi Gorszy w pierwszym z fińskich konkursów celebrował 105-te punktowanie w karierze oraz 50-tą obecność w trzeciej 10-tce zawodów. W drugim nie celebrował już nic. No chyba, że wygraną brata.
•    Kobajaszi Lepszy miał dokładnie taki weekend jak Adam Małysz w Zakopanem 20 lat wcześniej. Najpierw był siódmy, a potem wygrał. Tyle, że na spółkę. Taka wspólna wygrana to dopiero, jeśli nic mi nie umknęło, 11-ty taki przypadek w historii Pucharu. W trzy zamieszani byli Polacy, w tym Małysz, który coś takiego zaliczył w Zakopanem, tyle że w sezonie 2004/05 z Ljoekelsoeyem. Oprócz niego takie coś spotkało jeszcze Kota (przy pierwszej ze swoich dwóch wygranych) i Żyłę (też przy pierwszej, choć powinien w Oslo wygrać sam, ale od czego są sędziowie). A Samuraj mógł się w niedzielę cieszyć jeszcze z tego, że w najlepszej szóstce znalazł się po raz równo 60-ty, a w 10-tce po raz 80-ty.
•    Sato Wyższy dalej kaleczy jak może, ale jakieś tam punkciki mu się ostatnio zdarzają. W niedzielę zdobył jeden. Dzięki niemu ma 25 obecności w trzeciej 10-tce zawodów. To był też jego 60-ty konkurs w karierze.
•    Sato Niższy Ale Lepszy też się specjalnie w Lahti nie popisał. W piątek, po raz 25-ty w życiu, nie zdobył w konkursie pucharowych punktów. W niedzielę już zdobył, czym uczcił swój 110-ty I-ligowy start.
•    Słabiutko wygląda obecnie Naoki Nakamura. Po świetnym początku sezonu aktualne jego wysiłki trudno w ogóle nazwać skakaniem. W niedzielę, w swoim setnym pucharowym podejściu, nawet nie zakwalifikował się do konkursu. Dwa dni wcześniej, po raz 45-ty w karierze, nie zdobył w konkursie żadnych punktów.
•    120-te pucharowe podejście Halvor Granerud uczcił w sposób doniosły. Zapunktował po raz 85-ty w karierze i, już 6-ty raz w sezonie, stanął po prawej stronie zwycięzcy. Ale jeszcze okrąglej zrobiło się w związku z nim w niedzielę. Abstrahując od tego, że wygrał, o czym wyżej, zaliczył 110-ty pucharowy konkurs, po raz 45-ty ukończył go w czołowej 10-tce, a po raz 35-ty w najlepszej szóstce.
•    W piątek miał miejsce najlepszy w historii występ Mariusa Lindvika na Salpausselce. Mimo, że Norweg był dopiero 11-ty. Za to zaokrąglił się w liczbie konkursów (85) i punktowań (65). W niedzielę do zaokrągleń dorzucił 15-tą bytność w drugiej 10-tce zawodów.
•    W 165-tym pucharowym podejściu Robert Johansson po raz 25-ty nie zdobył żadnych punktów w konkursie.
•    Piotr Żyła w piątek zaskoczył. Mnie to na pewno, ale kto wie czy też nie siebie. W każdym razie chwała Bogu, że mamy to drugie podium, bo z tym jednym Kamila w całym sezonie to wyglądaliśmy jak Himilsbach z tym angielskim. W niedzielę skoczek z Wisły/Cieszyna zaliczył 325-te pucharowe podejście i po raz 175-ty ukończył zawody w czołowej 20-tce.
•    Zdecydowanie najlepszy weekend Dawida Kubackiego w sezonie. Najpierw po raz 60-ty w życiu zameldował się w konkursowej drugiej 10-tce, a w niedzielę, w swoim jubileuszowym, 250-tym konkursie w karierze, po raz pierwszy tej zimy ukończył zawody w czołowej 10-tce.
•    U Pawła Wąska w niedzielę same okrągłości. Szkoda, ze takie, a nie inne. 45-te pucharowe podejście, 35-ty konkurs w karierze i 25-ty raz, kiedy nie zdobywa w nim punktów.
•    Stefan Hula podchodził do Pucharu w niedzielę po raz 260-ty. Piszę ten ustęp już po zawodach w Lillehammer, więc wiem, że nie był to jego ostatni występ w tegorocznej edycji I-ligowego cyklu. Nie skończy więc najprawdopodobniej skoczek ze Szczyrku pucharowej kariery na okrągłej liczbie podejść. Ale na szczęście od Oslo do końca sezonu męczył siebie i nas też już nie będzie. I piszę to z czystej sympatii do gościa, bo go, choćby za Pjong Czang, naprawdę szanuję i lubię. Mimo, że często, dzięki faworom Tajnera najprawdopodobniej, niezasłużenie wypierał ze składu na PŚ lepszych od siebie.
•    Coś pozytywnego o Kacprze Juroszku? Proszę bardzo. Po Lahti liczba nieprzebrniętych kwalifikacji nie jest już u niego większa od liczby kwalifikacji przebrniętych. A nie brał udziału, i to dwukrotnie, w eliminacjach, gdzie odpadało dwóch skoczków, ale prawie 20-tu. I raz był naprawdę blisko 30-tki. Teraz czekamy na pierwsze punkty.
•    W piątek największy sukces w karierze odniósł Eetu Nousiainen. Pucharowe punkty zdobył po raz trzeci, ale w drugiej 10-tce zawodów wylądował po raz pierwszy.
•    Inny z Finów, Antti Aalto, też w piątek punktował najlepiej, ale nie w karierze tylko w sezonie. Przy okazji zaokrąglił liczbę bytności w drugiej 10-tce zawodów do 15-tu, a liczbę wśród 20-tu najlepszych skoczków poszczególnych konkursów do 20-tu.
•    Gregor Deschwanden, o którym już zresztą, z innych powodów, wyżej pisałem, w piątek, już po raz trzeci w sezonie, w czołowej 10-tce zawodów. W niedzielę zaliczył 190-ty konkurs w karierze i 90-te punktowanie. Bilans, jak łatwo dociec, niekorzystny i do końca sezonu już się go nie da wyrównać, ale jak kolejnej zimy będzie tak skakał jak tej, to wreszcie, na starość, wyjdzie na prostą. Będzie wtedy przykładem, że warto gonić za wynikiem. Choćby do końca kariery. Zresztą. O czym my tu piszemy? Spójrzcie na Fettnera!
•    Strasznie obniżył loty pod koniec zimy Killian Peier. A będzie najprawdopodobniej jeszcze gorzej, bo na mamutach to on do najlepszych nie należy. W Lahti zaliczył, w piątek, 25-te zawody w których skończył na miejscu w trzeciej 10-tce (w niedzielę te okrągłość zresztą zburzył), a dwa dni później 135-ty kontakt z Pucharem.
•    No i stało się! Turek Muhammet Irfan Cintimar wreszcie, pierwszy raz w sezonie, wziął udział w zawodach głównych. Po 15-tu wcześniejszych, bezowocnych, staraniach w kwalifikacjach. Problem w tym, że tu też by odpadł (tak się zresztą stało w niedzielę), ale ze względu na pogodę nie odbyły się kwalifikacje i wszyscy zgłoszeni mogli startować w konkursie. Z jednej strony mi się to nie podoba, bo zakłamuje statystyki, ale z drugiej komu to szkodzi?
•    Po Lahti Peter Prevc ma już więcej punktów w tym sezonie niż w całym poprzednim, przy czym pamiętając co wyprawiał kiedyś, żadnego szału oczywiście nie ma. W piątek trzeci raz w sezonie wskoczył w konkursie do 10-tki. W niedzielę, w trakcie 295-go pucharowego podejścia, po raz 40-ty wylądował w najsłabszej 10-tce serii finałowej. Na Rower Słoweniec nie jedzie i tydzień odpocznie, bo mu stwierdzili Covid-a.
•    W 25-tym pucharowym podejściu Lovro Kos uzyskał najgorszy wynik w karierze. Wcześniej, co prawda, też już skrewił w kwalifikacjach, ale miejsce było o 3 pozycje wyższe.
•    Wraca do formy po nie najłatwiej przebytym Covid-zie Ziga Jelar. Jeszcze nierówny, ale coraz lepszy i bardziej widoczny. W niedzielę poo raz drugi w sezonie, a piąty w karierze, wyskakał miejsce w 10-tce, a dodatkowo po raz 40-ty zapunktował.
•    W piątek miał miejsce pierwszy start i pierwsze (dwa) punkty w sezonie Anze Semenica. W niedzielę było znacznie gorzej. Mają Słoweńcy kłopot z wyborem tego siódmego najlepszego. Przy czym nadchodzą mamuty. Tam też będą mieli kłopot, ale urodzaju.
•    Viktor Polasek cały sezon w stabilnej formie. Dlatego w niedzielę mógł świętować już 55-ty konkurs bez punktów.
•    Do 10-ciu zaokrąglił w niedzielę Casey Larson liczbę konkursów, w których nie zdobył punktów. Jubileusz skromny, ale trzeba o nim wspomnieć. Kto wie czy, z racji nagminnego odpadania w eliminacjach, Amerykanin będzie miał jeszcze sposobność jakąś większą okrągłość w tym zakresie świętować.
•    Sabirżan Muminow, dzięki temu, że w piątek nie było kwalifikacji, mógł świętować w piątek jubileusz 25-go konkursu, w którym nie zdobył punktów. Ciekawe ile z tych 25-ciu zawodów głównych nie było poprzedzone kwalifikacjami. Podejrzewam, że sporo.
c.d.n.n.


Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport