27 obserwujących
1302 notki
764k odsłony
  122   0

Na MŚ w lotach też bryndza

Jeśli ktoś się łudził, że po takim sezonie jak obecny, nagle, ni z gruszki ni z pietruszki, nasi skoczkowie zaczną skakać o niebo lepiej akurat na mamutach, w szczególności na norweskim, to, delikatnie pisząc, właśnie wyszło, że się był przeliczył.
Jesteśmy na półmetku zawodów o indywidualne mistrzostwo świata. Po pierwszym dniu znaczy. Dokładnie po dwóch z czterech prób. No i jest znacznie gorzej niż było, na przykład, na igrzyskach.
Kamil Stoch ma wielkiego pecha. Kiedy był zdecydowanie najlepszy na świecie, również w lotach, to (cztery lata temu to było) hofery, nie wiedzieć czemu, odwołały czwartą serię mistrzowskich zawodów i Polak, siłą rzeczy, nie mógł już wyprzedzić prowadzącego, ale roztrzęsionego przed finałem doszczętnie, niczym rok wcześniej w Bischofshofen na finale T4S, Tandego. Po prostu. Podarował Hofer tytuł Norwegowi, a zabrał go, żeby nie napisać „wyrwał z rąk”, Stochowi. Dwa lata później, kiedy Stoch znów dochodził do wielkiej formy (wygrał poprzedzające przerwanie sezonu zawody w Lillehammer), MŚ w lotach odwołano z powodu pandemii. Rozegrano je osiem miesięcy później, kiedy Kamil był w formie na tyle kiepskiej, żeby do walki o medale nie móc się już włączyć. I korony największych skokowych trofeów niestety nie ma. A mógł być drugim po Nykaenenie.
I już miał tej korony, niestety, nie będzie. Dzisiaj może nie skakał jak za Kruczka na mistrzostwach w Kulm’16 (tam nawet nie wszedł do konkursu), ale aż tak bardzo lepiej też nie było. Anemia, anemia i jeszcze raz anemia. Całkowity brak dynamiki, zupełnie bez prędkości, w powietrzu totalnie bez ikry. Nie wiem, ale ja bym go do zawodów drużynowych nie wystawiał. Postawiłbym na Stękałę. Nawet jak zawali, to co za różnica czy zajmiemy piąte czy szóste miejsce na siedem zespołów. Na medal w niedzielę, choć konkurs będzie kadłubowy, i tak szans nie mamy, a mistrz musi się szanować. Nie da się na te jego skoki patrzeć. Tak jak i nie dało się na nie patrzeć rok temu w marcu w Planicy.
Piotr Żyła jak nie Żyła. Widać, że to zupełnie nie to. Źle się wybija, w powietrzu zachowuje się od dłuższego czasu jak Koudelka z zaawansowanym Parkinsonem, ląduje beznadziejnie. Jednym słowem formy brak. A na mamutach bez formy wyniku nie zrobisz.
Po Pawle Wąsku widać, że mało dotąd na mamutach skakał. To raz. I że mamuty to na pewno nie jest, i raczej już nie będzie, jego domena. Dostał się do top-30 zawodów, ok, ale naprawdę nie trzeba było dużo, żeby to zdołać osiągnąć. I to, że taki Huber tego nie zrobił, niczego nie zmienia.
Jedyna przyjemna rzecz, jaka nas dzisiaj ze strony skoczków spotkała, to postawa Jakuba Wolnego. 12-te miejsce w stawce po dwóch seriach lotów skoczka, który zdobył do tej pory przez cały sezon wszystkiego 24 pucharowe punkty, to jednak na szacunek i uznanie zasługuje. Ja nie wiem jak Wolny spisze się jutro i czy nie usadowi się czasem na koniec mistrzostw w okolicach Wąska (ten jest w tej chwili przedostatni z 30-tu), bo kilka razy, także w tym sezonie, już pokazał, że tak też zrobić potrafi, ale tak czy siak, przystępował do tych mistrzostw jako, co najwyżej, nasz numer pięć. Tymczasem na tę chwilę nie dość, że jest najlepszy z naszych, to wygrywa z wszystkimi Niemcami oraz dwoma mistrzami świata w lotach. Brawo!
A propos Niemców. Chyba dostali w Vikersund szlaban na kombinezony-spadochrony. No bo jak wytłumaczyć to, że nagle Geigera nie ma w 10-tce, a Eisenbichlera w 20-tce?
Z drugiej strony nie ma się co dziwić. Od końcówki igrzysk, jak się wydaje, zielone światło w tym względzie mają od Pana Od Sprzętu Norwegowie. Choć Tande akurat w Vikersund nie umie tego wykorzystać. Mimo, że w Oslo poszło tak dobrze.
Ogromna klasa Krafta i Słoweńców. Notabene ciekawe który z nich zdobędzie jutro brązowy medal? Złoto i srebro rezerwuję bowiem dla Austriaka i Lindvika. Nie wiem w jakiej kolejności. Za tym pierwszym stoi doskonała w tej chwili dyspozycja, za tym drugim, i to już od Pekinu, Jukkara. Oprócz wysokiej formy, bo tej wcale nie neguję. Ale to nie tylko jej, uważam, zawdzięcza Wiking olimpijskie złoto i jutrzejszy pewny, jak sądzę, medal. Coś tam w tym jego kombinezonie jest.
Będą śmiechy jak ten brązowy medal zdobędzie będący przez znakomitą większość sezonu bez formy i poza PŚ najmłodszy z Prevców. Jutrzejsza walka między nim a tracącym do niego ledwie punkt Tymoteuszem Zającem (vel Timi Zajcem) zapowiada się fascynująco.
Miejmy nadzieję, że tych naszych nadziei na super konkurs nie zburzy pogoda.
PS
Kończące sezon Oberstdorf i Planica leżą naszym znacznie lepiej niż Vikersund. Patrząc jednak na to, co się działo dzisiaj, nie wydaje się, byśmy w ostatnich konkursach kończącego się sezonu, znacząco poprawili nasz dorobek. I nie myślę wcale o podiach, bo tu nie mam złudzeń. Będzie dobrze jak za tydzień i dwa choć jeden z naszych skoczków będzie lądował w czołowej 10-tce. Na te chwilę nie wygląda, żeby mogli to być Stoch albo Żyła.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport