27 obserwujących
1286 notek
743k odsłony
  605   0

Guardiola znów z ręką w nocniku

Ktoś może uważać, że mam refleks szachisty. Nie będzie to do końca zgodne z prawdą, bo tekst został napisany ze środy na czwartek, ale mój (zaplanowany z zimną krwią przez koleżankę małżonkę) brak dostępu do internetu przez ostatni tydzień spowodował, że nie tylko na ten temat piszę z opóźnieniem. A teraz już do rzeczy.
Rzeczywiście.
Albo Hiszpan ma więcej pecha niż rozumu, albo Juergen Klopp mówił, że pep jest najlepszy na świecie tylko po to, by go przed meczem ligowym z Liverpoolem wyprowadzić z równowagi.
Cztery lata wstecz istne baty w ćwierćfinale z Liverpoolem. Rok później porażka z naprawdę przeciętnym Tottenhamem. Dwa lata temu City dostaje, znów w ćwierćfinale, wciry, ewidentnie przez Guardiolę, od Lyonu i nawet nie może stanąć w szranki z późniejszym zwycięzcą Bayernem. W zeszłym sezonie, też przez jakąś wyjątkowo skomplikowaną (szczególnie dla swoich piłkarzy) taktykę Katalończyka, piłkarze Manchesteru przegrywają finał a Chelsea. Co się stało w środę nie wiem i w żaden sposób nie potrafię sobie wytłumaczyć.
Ja rozumiem, że pan Borek i jemu podobni miłośnicy Realu, będą wszystkim wmawiać, że Real wygrał w pełni zasłużenie i tylko sobie zawdzięcza ten awans. Przy całym szacunku dla Krołewskich i ich skądinąd wielkiego wyczynu, jakim niewątpliwie było strzelenie dwóch goli po czasie, a potem przechylenie szali w dogrywce. Jak to mówił biskup Tischner: takie twierdzenie jest to trzeci rodzaj prawdy, czyli GÓWNO PRAWDA.
Awans do finału Real Madryt zawdzięcza, jeśli nie tylko i wyłącznie, to na pewno w głównej mierze, piłkarzom rywala. Nie można (słownie: NIE MOŻNA) przegrać meczu decydującego o awansie w finale najważniejszych klubowych rozgrywek, jeśli w 90-tej minucie prowadzi się w nim 1:0. NIE-MOŻ-NA. Szczególnie jak się jest przez prawie cały mecz zespołem lepszym. I wszystko jedno czy się nazywasz Unia Racibórz, Legia Warszawa, PSG czy Manchester City. Jeśli coś takiego Ci się przytrafi, to znaczy, że nie masz prawa pretendować do miana wielkiego zespołu. Wielkie zespoły tym się charakteryzują, że w taki sposób nie przegrywają.
Dlatego, mimo ogromnych sukcesów i potężnego postępu, jaki w MC dokonał się za rządów Guardioli, drużyny tej dalej nie można nazwać wielką. Chociaż grają tam naprawdę wybitni piłkarze i mimo, że prowadzi ją uznawany za jednego z najlepszych (bo z tym najlepszym to ja bym jednak nie przesadzał, był bardzo ostrożny i poczekał aż będzie to miało jakieś oparcie w międzynarodowych sukcesach Obywateli).
Guardiola znów bez najważniejszego dla trenera trofeum, a preferujący nieco mniej skomplikowany taktycznie futbol konkurenci już tylko od niego o krok.
Dla Kloppa paryski finał będzie trzecim w karierze. Trzy lata temu, jak pamiętamy, go wygrał. Przed 9-ma laty natomiast poległ. Wg wszelkich danych na niebie i ziemi Anglicy powinni ten mecz wygrać w cuglach. Ale City powinien był. I co?
Carlo Ancelotti, mimo że za chwilę może zostać najbardziej utytułowanym trenerem w historii (w zasadzie już jest, bo tylko on pięciokrotnie siedział na trenerskiej ławce w meczach finałowych LM) i po raz czwarty zwyciężyć jako trener w tych elitarnych rozgrywkach, nie cieszy się w środowisku takim mirem jak choćby pokonany przez niego w środę młodszy rywal. Wyrzucano go z paru klubów, i to stosunkowo nie tak dawno, z większym (na przykład z Bayernu) lub mniejszym hukiem. 2,5 miesiąca temu, po wyjazdowej porażce z PSG, Perez też to na poważnie rozważał. I ten Ancelotti, w spektakularny sposób ograł najpierw Francuzów Pochettino, potem Chelsea z Tuchelem, a teraz, na dokładkę, dyżurnego głównego faworyta rozgrywek z Guardiolą. Być może z odrobiną, nawet dużą, szczęścia, ale tylko najlepsi wygrywają najważniejsze mecze w tak spektakularny sposób jak to zrobił Real w meczach z PSG czy oboma angielskimi zestawami międzynarodowych gwiazd. Za Zidane’a Real miał inny rodzaj szczęścia. Pomagali mu ewidentnie sędziowie (liczne bramki Ronaldo ze spalonych, i to nie jednej edycji, w meczach z Bayernem na przykład). Tutaj szczęście, jeśli było, to na pewno nie partycypowali w nim sędziowie.
Nigdy  nie byłem fanem Realu. Wręcz przeciwnie. W Hiszpanii kibicuję Barcelonie. Zawsze natomiast z sympatią patrzyłem na Kloppa i prowadzone przez niego drużyny. I nie tylko dlatego, że grali u niego, i to nie w rezerwach, Polacy.
28 maja, bo chyba w tym dniu odbędzie się finał, będzie mi jednak, ze względu na Ancelottiego, wszystko jedno kto wygra. Byle był dobry mecz i ani jeden, ani drugi, trener, nie przedobrzył z taktyką. Bo jak przedobrzy, to może skończyć jak, nie przymierzając, przez ostatnie 4 sezony Guardiola.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport