27 obserwujących
1314 notek
775k odsłon
  674   2

Świątek czy ktoś inny? Na razie miejmy do tego lekki dystans

W poniedziałek rusza Wimbledon.
Choć może nie do końca, bo eliminacje mamy przecież już za sobą. Dwie Polki, Katarzyna Kawa i Maja Chwalińska, spisały się w nich doskonale i dołączyły do trójki Światek, Linette, Fręch, która występy w Londynie miała zapewnione z urzędu. Szczególnie musi cieszyć wygrana Chwalińskiej. Coco Vandeweghe w decydującej rundzie eliminacji. Amerykance jeszcze pięć lat temu w trzeciej rundzie US Open nie dała rady sama Agnieszka Radwańska.
Wiadomo że, w kontekście dużego wyniku w turnieju, liczymy głównie na Igę Świątek. W tej chwili to inna półka niż pozostałe. Nie tylko Polki. Co nie oznacza, że musi wygrać. Więcej. Ze względu na to, że nie rozegrała dotąd żadnego meczu na trawie, musi być już od początku turnieju mocno skoncentrowana. Co oczywiście nie wystarczy. A nie gra nasza tenisistka tak z byle kim. W drugim spotkaniu, na przykład, zagra, jak sądzę, z Danką Kovinic, która niedawno w Paryżu sprawiła jej duże kłopoty. Trzecia runda to najprawdopodobniej gra z Putincewą. Ewentualnie z Cornet. Tu akurat byłbym zdania, że jak się myśli o dużym wyniku, to takie przeszkody trzeba brać z biegu.
Gdybym miał stawiać na to, kto będzie rywalką Polki w rundzie czwartej, obstawiłbym Szwajcarkę Jill Teichmann. Mimo, ze wyższy numer ma Barbora Krejcikova. Jeśli Teichmann, przez przypadek, przegra na inaugurację z nieobliczalną Tomljanovic, to Igę czeka w tej czwartej rundzie jednak starcie z Czeszką, bo nie sądzę, żeby przegrała w swojej ósemce z kimkolwiek innym niż Szwajcarka. No chyba, żeby lało i Petkovic miała dzień konia.
Za kandydatkę do gry z Polką w ćwierćfinale uznałbym Garbine Muguruzę. Uznałbym, ale w innych okolicznościach przyrody. W Londynie Hiszpanka może nie przejść nawet drugiej rundy i Sloane Stephens. Z kolei Stephens może już w trzecim meczu ulec Andreescu lub Rybakinie. Jednak główną faworytką tej ćwiartki jest dla mnie Jessica Pegula.
Ewentualną półfinałową przeciwniczką Igi zdecydowanie nie będzie paula Badosa, która kto wie czy nie odpadnie już z Kvitovą w rundzie trzeciej. A jak nie, to chwilę później z Muchovą albo Halep (trafiają na siebie na starcie, a potem któraś z nich w III rundzie najprawdopodobniej na Giorgi, jeśli ta upora się na inaugurację z Magdą Fręch, co wcale nie jest takie pewne, mimo że Włoszka ma ostatnio bardzo dobrą passę. Bardzo zadbano, żeby przynajmniej do III rundy dotarła Williams, ale tam czeka na nią Pliskova, która mimo że jest drętwa niczym Sztywny Pal Azji, to na trawie, przy obecnej dyspozycji Williams, wystarczy. Chyba, żeby przegrała na wejściu z Martincovą, czego nie wykluczam. Ale to i tak wszystko jedno, bo z tej ćwiartki do ćwierćfinału i tak awansuje najprawdopodobniej Coco Gauff.
No to teraz dolna połówka drabinki. Na kogo można trafić w finale?
Wielką niewiadoma jest Danielle Collins. Ale chyba nie na tyle, żeby mieć kłopoty przed ćwierćfinałem. Tam trafi najpewniej na Jabeur, jeśli tej nie nawtyka wcześniej Magda Linette albo Kerber. Obie na to stać, ale spotykają się najpóźniej w drugiej rundzie. W ostatniej ćwiartce największe szanse na półfinał z Tunezyjką dawałbym nie najwyżej rozstawionym Sakkari (5) i Kontaveit (2), a pannom Ostapienko, Bencic (jeśli kostka wydobrzała) i Haddad Mayi, choć brazylijka może być już bardzo zmęczona trawiastymi turniejami.
Dobra. Czyli, tak ja bym obstawiał, w ćwierćfinałach powinny zagrać: Świątek (Teichmann) z Pegulą, Muchova/Halep z Gauff, Collins z Jabeur i Ostapienko z Bencic lub Haddad Mayą.
A jak będzie?
Napiszę jakbym chciał, żeby było. A czemu nie? Jak koncert życzeń, to koncert życzeń. Pierwsza para Świątek – Rogers (ze względu na Sierzputowskiego). Druga: Fręch – Williams (ze względu albo na polski półfinał, albo na taki łój w półfinale, jakiego Amerykanka nie doznała nigdy przez całą karierę). Trzecia: Chwalińska – Linette (Magda po wygranej w IV rundzie z Kawą, która w drugiej rundzie, po dwóch tie-brekach, rozłoży Jabeur) i mamy kolejna półfinalistkę. Czwarty ćwierćfinał może być bez Polek. Proszę bardzo: Trevisan (w ramach rekompensaty za moją niewiarę we Włoszkę w Paryżu) – Juvan (bo koleżanka Igi).
Dla równowagi jeszcze pary ćwierćfinałowe, które mogłyby naruszyć spokój wewnętrzny nawet niespotykanie spokojnego kibica. Mnie na przykład. Fett-Muguruza, Giorgi-Pliskova, Siniakova-Contreras-Gomez, Ostapienko – Kontaveit. Bez komentarza, bo chyba zbędny. Jak ktoś ma pytania co do poszczególnych kandydatur i ich „szkodliwości”, to niech pyta w komentarzach.
Spekulacje i żarty za nami. Teraz wypada się rozsiąść w fotelach i oglądać ucztę. Tylko gdzie to, psiakrew oglądać, jak się nie ma Polsatu Sport?
PS
O panach też będzie. Ale jutro.

Lubię to! Skomentuj31 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport