27 obserwujących
1318 notek
777k odsłon
  300   0

Koniec z „B” jak Bayern. Teraz „B” jak Barcelona!

Osiem pełnych sezonów w klubie. Osiem tytułów mistrza kraju. Trzy Puchary Niemiec. Pięć Superpucharów Niemiec. Wygrana Liga Mistrzów. Superpuchar Europy. Klubowe mistrzostwo świata. To trofea niemieckiego klubu w czasie, kiedy jego głównym atutem był Polak.
Z indywidualnych triumfów, ale przecież też nie bez wielkiego splendoru dla Bayernu, Lewandowski dorzucił w tym czasie 6 tytułów króla strzelców ichniej ligi, dwa tytuły wicekróla tych rozgrywek i 6 zwycięstw w klasyfikacji kanadyjskiej poszczególnych sezonów. Do tego cztery tytuły króla strzelców Pucharu Niemiec, król strzelców Ligi Mistrzów 2019/20, najlepszy strzelec świata (tego uznawanego za „cywilizowany”, bo jak tam było w ligach Pigmejów i Papuasów to nie wiem) ostatnich trzech sezonów. O różnych innych drugich czy trzecich miejscach, żeby się nie rozdrabniać oraz z lenistwa, nie wspomnę.
Piękna, cudowna wręcz, karta. Cała sportowa Bawaria powinna go do końca życia całować po rękach, że do tej części ciała się ograniczę. Do piątku przekaz z Sabener Strasse był natomiast taki, że wredny niewdzięcznik, niepomny na dobrodziejstwa czynione mu przez lata przez dobroczyńców z Monachium, zamiast łasić się do nich jak na psa przystało i zgadzać się na wszystkie ich warunki, próbuje gryźć rękę, która go tyle lat, za darmo, karmiła.
W sobotę przepychanka między Lewandowskim, a jego dotychczasowym pracodawcą dobiegła końca. Nie zabierałem w tej sprawie głosu, dopóki wszystkie strony wiązanej transakcji nie złożyły pod nią podpisów. Ponieważ już złożyły, to uważam, że można. I uważam tak.
Dobrze, że to już się wszystko skończyło. Nie wiem jak Lewy poradzi sobie w Katalonii i czy przejście do Barcelony to akurat to, czego mu najbardziej trzeba. Wyjdzie w praniu. Ale jednego jestem pewien. Pobyt w Monachium nic by mu już więcej nie dał. Z Bayernem, w rywalizacji międzynarodowej, niczego by już nie ugrał. Potencjału na ponowne zdobycie Ligi Mistrzów nie mieli i myślę, że w najbliższym, dającym się przewidzieć, czasie mieć nie będą. Mimo tych wszystkich wzmocnień, które robią. Dalej mają za słabych defensorów. Ale nie tylko dlatego. Po drugie Polak nie był tam szanowany na miarę swojego wkładu w sukcesy zespołu. Od początku pobytu w Bayernie, kiedy to musiał (nie wiadomo dlaczego) zmagać się z przerośniętym ego Robbena i jego stronników, do samego końca, kiedy z kolei różnym Gnabrym i Sane zaczęło wydawać się, że są dla zespołu równie ważni, jeśli nie ważniejsi, niż Polak. O traktowaniu czy wręcz lekceważeniu Lewandowskiego, próbującego dogadać się w zakresie nowego kontraktu, by wiedzieć na czym stoi, nawet nie wspominam.
Arogancja zaprezentowana przez ostatnich kilka tygodni przez tercet Hoeness-Kahn-Salihamidżic (ten ostatni, z całym szacunkiem, byłby w Monachium bardziej przydatny, jak sądzę, jako gospodarz stadionu i doglądacz czystości stadionowych sanitariatów, niż jako dyrektor sportowy), ludziom piastującym tak wysokie funkcje wręcz nie przystoi. Oczywiście nie wiem czy sfrustrowany i coraz bardziej nerwowy Lewy nie dołożył do tej atmosfery od siebie jakiejś cegiełki (nawet jestem przekonany że, stymulowany przez agenta, pod koniec też dużo w tej mierze zrobił). W każdym razie skończyło się, jak się skończyło.
Teraz wszyscy są zadowoleni bądź zadowolonych udają. Bayern, Barca, Lewy i Zahavi. Życzę wszystkim, łącznie z agentem piłkarza, żeby się nie okazało, że tym, który miał największe powody do zadowolenia z takiego obrotu sprawy, był właśnie on.
Czy Lewandowski dużo ryzykuje? No dużo. To są zupełnie inni zawodnicy, zupełnie inna filozofia gry. Nie zna języka. To, wbrew pozorom, może mieć bardzo duże znaczenie. Katalończycy po niemiecku nicht verstehen, po angielsku też nie wiadomo jak. No, ale skoro Stoiczkow się umiał dogadać, to może i Lewy znajdzie na to sposób. Z drugiej strony do najbardziej kreatywnego i kombinacyjnie grającego zespołu z najbardziej kreatywnym trenerem przychodzi mający wyjątkowe w tym względzie umiejętności facet, którego niemieckie schematy wreszcie przestaną uwierać. I który dzięki temu, będzie potrafił wspiąć się na poziom w Bundeslidze zupełnie nie notowany. Dlaczego Lewy miał nie podjąć takiego ryzyka? Moim zdaniem warto. Bez względu na efekty.
Od piątku Kahn, Bośniak i Lewandowski wypowiadają się w dużo bardziej koncyliacyjnym tonie. Za chwilę to się w ogóle dowiemy, że na linii klub – zawodnik nie było żadnych zatargów, sielana wręcz była, a oni przed mediami to tak tylko dla picu grali. Żeby publikę zainteresować. Było oczywiście inaczej, ale ponieważ jest jak jest, to Lewy chyba faktycznie przyjedzie jeszcze do Monachium i zrobi pożegnalną imprezę. No i dobrze. Zarząd może sobie nie zasłużył, ale paru kolegów na pewno. Zdecydowana część kibiców również.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego, na wieść o połączeniu sił przez Polaka i Barcelonę, zacieram ręce. Czysta prywata, ale co z tego. Do tej pory, jako jednocześnie kibic Lewego i Katalończyków stawałem często w rozkroku. Barca i Bayern nierzadko grały o jednym czasie. Swego czasu ten dylemat, najpierw z racji przyjścia na trenerską ławkę Barcy rudego Holendra, a dodatkowo banicji Messiego, nie był już aż trudny do rozstrzygnięcia, ale rozterki były zawsze. A teraz ich zwyczajnie nie będzie. MÓWIMY LEWY, A W DOMYŚLE BARCA.
PS
Miałem zamieniać canal+ na Viaplay i tego nie zrobiłem. Chwalić Boga. Jednak istnieje coś takiego, jak instynkt samozachowawczy.
Robertowi Lewandowskiemu z racji podjętej decyzji wypada życzyć, jak zwykle zresztą, wszystkiego najlepszego. Wreszcie zagra na chwałę, innego niż niemiecki, futbolu! Futbolu CREME de la CREME.

Lubię to! Skomentuj27 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport