28 obserwujących
1405 notek
848k odsłon
  1113   1

Dallas dzień czwarty. Iga w półfinale!

Kolejny bardzo dobry występ Polki w finałowym turnieju sezonu.
Wynik identyczny jak w spotkaniu z Rosjanką, w sumie straconych ledwie pięć gemów, ale mecze zupełnie inne. W tamtym meczu Kasatkina nawet przez moment nie miała nie tylko inicjatywy, ale nie miała w ogóle nic do powiedzenia. Wszystko było pod kontrolą Polki. Od pierwszej do ostatniej piłki.
Tu było nieco inaczej. Przynajmniej w pierwszym secie. A już na pewno w jego pierwszej połowie. W bólach wygrany gem inauguracyjny. Kolejny własny gem serwisowy dość wyraźnie przegrany. Świetna gra Francuzki. Doskonały serwis, jeszcze lepsze returny. Wyglądało to słabo. Mimo, że Iga nie grała wcale źle.
Za to od czwartego gema zaczęła grać świetnie. Od razu odłamała Garcię, co znacznie osłabiło pewność siebie Francuzki. W jej serwis wkradła się lekka niepewność. Dużo mniej skuteczne, ze względu na wyraźną poprawę serwisu Polki, stały się też jej, fantastyczne na początku spotkania, returny. Świątek bezdyskusyjnie przejęła stery i dyktowało tempo oraz warunki gry. Garcia robiła co mogła, ale mogła już niewiele. Do końca seta polskie dobro narodowe było o te dwa kroki z przodu.
W drugim secie przewaga Igi jeszcze wyraźniejsza. Przełamanie od razu w pierwszym gemie. Zaraz potem, niesamowity pościg przy własnym serwisie, gdzie potrafiła wygrać pięć piłek z rzędu startując z 0:40. Parę ostatnich podrygów Francuzki pozwoliło jej na utrzymanie dwóch swoich kolejnych gemów serwisowych, ale to było wszystko, na co ją było dzisiaj stać. Przy serwisach Igi wiele do gadania nie miała, a w siódmym gemie seta dała się jeszcze drugi raz przełamać. W ramach wisienki na torcie, w ostatnim gemie pojedynku, Polka najpierw, w przedostatniej piłce, uraczyła nas serwisem wygrywającym, a w mecz poincie zafundowała rywalce i widzom asa.
Piękny rewanż za Warszawę. No i bilateralny bilans pojedynków z Francuzką też na plus. Na razie skromnie, bo 2:1. Ale, jak sądzę, będzie to jeszcze można, poprawić w ewentualnym, na co się nieśmiało zanosi, rewanżu w finale. Przy czym wolałbym nie, bo finał z Sakkari to zwycięstwo jak w banku (ta kobieta w meczach o główne trofeum, obojętnie w jakiej jest dyspozycji, dostaje paraliżu), a w meczu z Garcią to jednak zawsze może być różnie. Tak czy inaczej. Bałem się trochę tego spotkania, ale gra Polki, a jeszcze bardziej taktyka, była perfekcyjna. Albo się po prostu okazało, że Garcia w każdym meczu z Igą nie musi mieć, tak jak w Warszawie, dnia konia.
Mecz z Gauff będzie w sumie jak trening dla podtrzymania rytmu startowego. Pierwszy set meczu Amerykanki też widziałem. Jednym okiem co prawda, bo pisałem niniejszy tekst. Cóż. Podsumowując jednym zdaniem i patrząc z pozycji numeru 1 na świecie. Wstyd by było z nią teraz przegrać. Powyższe prowadzi mnie do nie wymagającego wyjątkowej inwencji wniosku, że Iga przystąpi do półfinałów jako zwyciężczyni „grupy Tracy Austin”.
I tak się zastanawiam. Kto byłby w tym momencie najlepszym dla niej „chłopcem do bicia” w tym półfinale? Sabalenka, Jabeur czy Pegula? Stawiam na wszystkie trzy. Bez różnicy.
PS
Amerykanie, żeby jakoś zapełnić widownię, to dzieciaki i młodzież zaczęli wpuszczać. Za darmo pewnie, bo tak by nie przyszli.
Marketing związany z tegorocznym WTA Finals to jakby przeniesiony z jakiegoś Haiti był. Może gorzej. W takim PRL-u nawet, na taki turniej, nawet bez nagłaśniania, przyszłyby tłumy. A tu frekwencja jak u nas w latach 90-tych na wyborach do Rady Gminy.

Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport