28 obserwujących
1406 notek
848k odsłon
  786   0

Rozprężając się przed meczem z Francją... Ciekawostki statystyczne po konkursach w Kuusamo

Grudniowy weekend bez skoków. W poprzednich latach nie do pomyślenia. Nie wiem czemu FIS tak zaplanował. No bo chyba nie po to, by czcić pamięć o konkursach w rosyjskim Tagile, które zawsze w tym czasie miały miejsce? Choć z nimi, FIS-em znaczy, nigdy nic nie wiadomo. Zbierali się do wywalenia Ruskich z cyrku jak wilk do jeża, to może i w tym wypadku chcą pokazać że, wierni towarzysze, trzymają zaklepane miejsce. Żeby się, na przykład, nikt nie do tego terminu na przyszłość nie przymierzał. Bo przecież to termin dla braci Rosjan. Nie chce mi się po prostu wierzyć, że nie było chętnych na ten termin. Ale może się mylę.
Ten brak konkursów w ten weekend ma, dla mnie oczywiście, jeden jedyny plus. Nie muszę się spieszyć ze swoimi statystykami za weekend poprzedni. Normalnie trzeba by to było mieć już dawno gotowe, co, w dobie fazy grupowej piłkarskich MŚ, byłoby, z logistycznego punktu widzenia, zadaniem trudnym. A tak jest łatwiej, bo więcej czasu człowiek ma.
Wracamy do Kuusamo. Będzie nie bardzo po kolei, ale to nie powinno mieć żadnego znaczenia. W końcu to tylko ciekawostki, a nie jakieś opracowanie naukowe.
1.    Stefan Kraft, jako szósty w historii osiągnął granicę 10,5 tys. punktów w karierze. Osiągnięcie to nie zmieniło jego pozycji w stadzie. Dalej jest trzecim najlepszym Austriakiem i ósmym najlepszym punkciarzem w ogóle. Co niedługo powinno się jednak zmienić. Jeszcze dwie rzeczy z nim związane. Raz, że jako jedyny w stawce stał na podium w tym sezonie trzy razy (po razie na każdym stopniu), a dwa, że po raz 160. zakończył w niedzielę konkurs w czołowej 10-tce.
2.    Żeby Austriakom nie było tak raźno, to z drugiego końca będzie. Jeden z najgorszych debiutów w historii austriackich skoków narciarskich zanotował w miniony weekend Francisco Moerth. Dwa podejścia, dwa razy brak awansu do konkursu. Oczywiście tak już bywało. Ale miało to miejsce tak rzadko, że warto zaznaczyć.
3.    Piotr Żyła jest od niedzieli 29. skoczkiem narciarskim, którego całkowity urobek punktowy przekracza 6000 oczek. W sobotę natomiast dołączył do tych ze skoczków, którzy w karierze stali na podium 20 i więcej razy. Na dzisiaj jest ich dokładnie 52. Polak jest w tym gronie ostatni, bo z tych, którzy mają w dorobku po 20 pudeł, uzyskał najmniej zwycięstw (tylko dwa, podczas kiedy Loitzl cztery, a Janda sześć). Heszcze jedna ciekawostka. Identyczny wynik jak w ostatni weekend Polak już w Kuusamo wyskakał. Cztery lata temu też był tam najpierw trzeci, a potem piąty.
4.    Jak już jesteśmy przy Żyle. Jego sobotnie trzecia lokata spowodowała, że zaokrągliły się wszystkie liczby związane z podiami naszych reprezentantów uzyskanymi w konkursach PŚ. Każdym podium z osobna i, w konsekwencji, wszystkimi jego stopniami wziętymi razem. Otóż. Już wcześniej Dawid Kubacki doprowadził liczbę naszych zwycięstw do 95. Od ostatniego drugiego miejsca, wywalczonego jeszcze w poprzednim sezonie przez Piotra Żyłę, mamy na liczniku niezmiennie 65 takich lokat. Trzecia pozycja naszego zawodnika w Kuusamo zaokrągliła liczbę naszych najniższych podiów do równo 80. Tym samym nasz ogólne podiumowe zdobycze też są okrągłe i wynoszą już 240 (słownie dwieście czterdzieści) pudeł. Daje nam to wciąż tylko szóste miejsce, aż 28 podiów za piątymi Japończykami. Nad siódmą Słowenią mamy równe dwadzieścia pudeł przewagi. U nich również liczba podiów nabrała krągłych kształtów w Kuusamo. W sobotę, dzięki Laniskowi.
5.    I kto by to, kurna, za kadencji trenera I klasy (chyba, bo nigdzie w necie nie umiem znaleźć potwierdzenia), Kruczka Łukasza, pomyślał? Dawid Kubacki zajmuje w konkursach w Kuusamo czwarte i szóste miejsca, a cały naród niedopieszczony. Czegośmy to, patrz Pan, doczekali. Ja mam nadzieję, że to tylko chwilowa „zapaść” Polaka i już w następnych zawodach pokaże różnym Kraftom i Granerudom gdzie raki zimują. Choć, muszę przyznać, że ich skoki, jak i skoki Laniska, muszą imponować. W niedzielę Dawid po raz 70. wyskakał miejsce w czołowej 10-tce. Za to w sobotę na miejscu czwartym wylądował dopiero po raz … czwarty.
6.    Kamil Stoch i wszystko … niejasne. Dalej nie mam zielonego pojęcia, co myśleć o jego formie. Zaczął sezon na poziomie zbliżonym do poprzedniego. Trza się modlić, żeby go tak samo nie skończył. Idzie Neustadt, idzie Engelberg. Jak tam nie będzie sporej poprawy, to już nie będzie. Ale, ponieważ ja jestem człowiek wierzący, to cały czas mam nadzieję. I niech się spełni. Statystyki? Nie będzie to. W niedzielę po raz 275. ukończył konkurs w najlepszej 20-tce. Wrażenie ogromne, ale byłoby jeszcze ciut lepsze, gdyby to było jednocześnie 40. zwycięstwo Polaka w zawodach. Chwilowo musimy poczekać.
7.    W wielkiej formie jest na początku Anze Lanisek. Statystycznie też się odznaczył. Przekroczył w niedzielę barierę 3000 punktów. Takich skoczków, w całej historii skakania, mamy na dzisiaj 78. Pierwszy w kolejce do dołączenia do tej grupy Norweg Lindvik, którego w Kuusamo Lanisek akurat pod tym względem wyprzedził. Druga sprawa. Sobotnie zwycięstwo to było 15. podium w karierze skoczka z Menges. W niedzielę po raz 80. kończył zawody w czołowej 20-tce. Gdzie jesteście, Zniszczole i, przede wszystkim, Murańko, których za młodu próbowano porównywać ze Słoweńcem? To już w tej chwili czwarty najlepszy punktowo sezon Laniska. Żeby poprawić rezultat z poprzedniego sezonu musi jeszcze zdobyć 700 oczek. Dużo? Dużo, ale może to zrobić.
8.    Podobno sobotnia dyskwalifikacja w drugiej serii Halvora Graneruda była idiotyczna. Przynajmniej patrząc od jego strony, bo podobno przekroczenie przepisów jakie wystąpiło, w ogóle mu na skoczni nie pomogło. Tak mówił on i jego trener. I to by się zgadzało, bo spadł na 30. miejsce i zdobył tylko punkt. Więc faktycznie mu nie pomogło. Natomiast dzień później spadł, ale na skoczni, na tyle daleko, żeby wygrać konkurs. Ex aequo, co prawda, ale co to za różnica. Finansowa tylko. Było to już 25. podium Wikinga w karierze. Zapunktował po raz 95.
9.    Jakub Wolny, tak jak i w Wiśle, słabiutki. Energii w powietrzu to ma tyle, jakby chemię brał. Siłą rzeczy zaokrąglać może się tylko w takich obszarach jak nieudane konkursy czy kwalifikacje. Tych ostatnich w Kuusamo, na szczęście, nie zaliczył. Konkursy owszem. W sobotę po raz 45. nie wszedł do finału. W niedzielę już tę okrągłość wymazał, natomiast po Kuusamo ma na koncie równych 120 kontaktów z Pucharem.
10.    Na początku ledwie trzeciego sezonu swojej I-ligowej przygody Lovro Kos zaliczył 25. już punktowanie w karierze. No to powiem tak. Falstart to to na pewno nie jest.
11.    Tegosezonowy debiut jedynego czynnego pierwszoligowego skoczka kanadyjskiego nie wypadł zbyt okazale. Mackenzie Boyd-Clowes już po raz dziesiąty nie zdobył w niedzielę punktów w konkursie w Ruce. Podchodził do Pucharu w Kuusamo, w sumie, 14 razy. Raz punkty, całe cztery, zdobył, a trzykrotnie nie przeszedł kwalifikacji.
12.    Niespodzianka u Japończyków. Najlepszym z nich nie okazał się w niedzielę ani Kobajaszi Lepszy, ani Sato Mniejszy. Takiej sytuacji nie było już dawno, biorąc pod uwagę konkursy, w których obaj razem startowali. Wyprzedził ich, w dodatku z przytupem, Naoki Nakamura. Pobił życiówkę i, po raz pierwszy w życiu, stanął na podium. Na podium stanął po raz pierwszy, a w najlepszej10-tce konkursu znalazł się dopiero po raz drugi. Za to w czołowej 20-tce wylądował już po raz 20.
13.    Tenże Nakamura dołączył dzięki niedzielnemu podium do grona tych, których konto punktowe wzbogaca przynajmniej 500 pucharowych oczek, Wiecznie uśmiechnięty Japończyk, ze swoimi 511. punktami, awansował na równo 250. miejsce w rankingu wszech czasów. Przy okazji dodam, że 500 punktów  w karierze wywalczyło dotąd 256. skoczków. Ostatnim z nich jest na ten moment, przypomnę, Jan Ziobro (równe 500 oczek).
14.    Najsłabszy weekend Kobajasziego Lepszego od pięciu lat! Ale przynajmniej zaliczył w niedzielę dwie okrągłości. 145. konkurs w karierze i 10. obecność w trzecie 10-tce zawodów.
15.    No to w takim razie o Sato Mniejszym. Odblokował się wreszcie w niedzielę i wyskakał pierwsze punkty w sezonie. Przy okazji zaliczył 90. punktowanie w karierze i 35. konkurs, w którym lądował na koniec w drugiej 10-tce.
16.    Po obiecującym starcie sezonu w pierwszym konkursie w Wiśle, Ren Nikaido z każdym konkursem skacze coraz gorzej i dryfuje w dół stawki. Dostraja się w widoczny sposób do Sato Większego. Ta ich wewnętrzna hierarchia to jakieś kuriozum jest. Gdyby nie chodziło o Japonię to zaryzykowałbym twierdzenie, że po następnych takich dwóch weekendach obaj zwolnią miejsca kolejnym skoczkom. Ponieważ chodzi, to nie zaryzykuję. A Nikaido skakał w niedzielę w pierwszoligowym konkursie po raz piąty w karierze.
17.    W niedzielę kilka okrągłości zaliczył Władimir Zograwski. O dziwo żadna nie była związana z nieudanymi kwalifikacjami ani bezpunktowymi konkursami. I piszę to bez złośliwości, bo w obu tych rankingach Bułgar to ścisła czołówka czynnych skoczków. Tym razem podopieczny Sobczyka zaokrąglał się w innych obszarach. Zaliczył 255. pucharowe podejście, 60. punktowanie w karierze i 40. W niej obecność w trzeciej 10-tce konkursu.
18.    Najlepszy pucharowy weekend Michaela Hayboecka od przynajmniej dwóch lat. A statystycznie na okrągło i kolorowo. Najpierw w sobotę po raz 85. znalazł się w najlepszej 10-tce zawodów, a w niedzielę po raz 205. zdobył w konkursie punkty. Miejsce 9., jakie zajął w pierwszym z fińskich konkursów, jest, od soboty właśnie, najczęściej (ex aequo z pozycjami 15. i 16.) zajmowanym przez Austriaka w historii jego startów w PŚ. Wyskakał je po raz 11. Po 10 razy Hayboeck kończył zawody na pozycjach nr 3, 6, 7 i 10.
19.    W sobotę jeden z najstarszych skoczków w stawce, Tyrolczyk Manuel Fettner, zajął miejsce piąte. W czołowej piątce pucharowych zawodów austriacki weteran znalazł się, mimo grubo ponad 20-letniej kariery, dopiero po raz 10. Pamiętam dokładnie, kiedy miało to miejsce po raz pierwszy. Pamietam, bo było to wtedy, kiedy swój pierwszy ogromny triumf odniósł Adam Małysz. Polak zwyciężył z ogromną przewagą w Bischofshofen, a na piątym miejscu ukończył zawody ledwie 15-letni wówczas smarkacz z Innsbrucka. Do czwartego w konkursie Schmitta brakło mu ledwie dwóch punktów. Miał Fettner niestety, w ten niewątpliwie wielki dla siebie dzień, wielkiego pecha. Wszyscy mówili tylko i wyłącznie o Polaku i kilku klasach, które dzieliły go od reszty.  Natomiast w ostatnią niedzielę Austriak po raz 120. ukończył zawody w czołowej 20-tce.
20.    W czołowej trzysetce punkciarzy wszech czasów jest od ostatniej niedzieli Daniel Tschofenig. Młody Austriak, który ma na koncie niecałe 30 pucharowych podejść (okrągłe 30. podejście zaliczy dopiero w pierwszym z konkursów w Neustadt, oczywiście jeśli się w ogóle odbędą), uzbierał w 23-ch konkursach, bo tyle razy dostał się do II serii (za to każdy start skutkował udziałem w zawodach głównych), 382 oczka, co daje mu w tej chwili dokładnie 295. miejsce w rankingu. Czyli, przykładowo oczywiście, jest 115 lokat wyżej niż jego, znacznie bardziej doświadczony, rodak Ulrich Wohlgennant, który w całej dotychczasowej karierze uzbierał o ponad 200 punktów mniej. O 206 dokładnie. A startował w 34 konkursach (na 39 podejść), z czego 15 razy zdobył punkty.
21.    Liche bo liche, ale punkty zdobyte w obu fińskich konkursach, pozwoliły Pawłowi Wąskowi na poprawę lokaty w hierarchii najlepszych punkciarzy. W tabeli wszech czasów Polak jest w tej chwili równo 420. Po raz pierwszy w jego pucharowej karierze jest tak, że cztery konkursy z rzędu punktuje.
22.    Zgodnie z tym, czego się można było spodziewać, bardzo słabo poszło w sobotę grupie krajowej gospodarzy, w tym Kalle Heikkinenowi. Fin po raz piąty w karierze nie przeszedł kwalifikacji. Bogiem a prawdą nigdy ich jeszcze nie przeszedł, choć dwukrotnie pojawił się wśród uczestników zawodów głównych. Tyle, że wtedy, z powodu złej pogody, eliminacje zostały odwoływane. W niedzielę grupa krajowa nie startowała, bo szykują się w marcu na Lahti.
23.    Inny z reprezentantów Finlandii, Arttu Pohjola, miał swój jubileusz dwa razy okrąglejszy od Heikkinena. Nie udało mu się dostać do konkursu po raz 10.
24.    No to nich będzie też coś pozytywnego o Finach. Niewiele da się napisać, ale może to, że po raz pierwszy w sezonie zapunktowali Nico Kytoesaho i Antti Aalto. Dla tego pierwszego była to równo 10. obecność w trzeciej 10-tce konkursu.
25.    Po raz 40. w życiu zmierzył się w niedzielę z Pucharem Świata Kevin Maltsew. I po raz 40 nie zdobył  punktów. W przeciwieństwie do soboty, nie dostał się nawet do konkursu.
26.    Na 110 pucharowych podejść będących jego udziałem, Sabidżan Muminowani raz nie zdobył punktów. Obawiam się, że jeśli nie nastąpi jakiś kataklizm, to nie zdobędzie ich nigdy. Ponad ¾ tych kontaktów z Pucharem ograniczało się do nieudanych kwalifikacji.
27.    Zapomniałem o nim napisać poprzednio, kiedy przerwał kilkuletni zastój punktowy reprezentacji Kazachstanu, to muszę napisać teraz, choć powód mniej istotny. Ale jest, bo jest jubileusz. Danił Wasiliew podszedł w niedzielę po raz 25. do Pucharu. Jakbym miał dodać coś niespecjalnie statystycznego, to to, że skacze o niebo lepiej niż w poprzednim sezonie. W przeciwieństwie do Muminowa, który skacze całe życie tak samo beznadziejnie. Musi ma wujka prezesa ichniego PZN-u. Inaczej niemożliwe, żeby taki beztalent mógł tak długo skakać w I lidze.
28.    Po Kuusamo Giovanni Bresadola ma na koncie 30 pierwszoligowych konkursów PŚ. Osiem z nich zakończył zdobyciem punktów. Połowę z tego w czterech pierwszych konkursach tego sezonu. Trzy z tych czterech to były jego najlepsze rezultaty w karierze. Co jeszcze wypada napisać? Może to. Osiągnie w skokach sporo więcej od starszego brata. I nie trzeba będzie na to czekać nie wiadomo jak długo.
29.    Turek Fatih Arda Ipcioglu wyrównał w pierwszym z podbiegunowych konkursów życiówkę, czyli zdobył dwa punkty. Tak się tym widać podniecił, ze na drugi dzień był ostatni w kwalifikacjach. Wyjścia są dwa. Albo mu się w sobotę niesamowicie fartło z wiatrem, albo z soboty na niedzielę pili z trenerem do samego rana z tytułu uzyskanego w tąże sobotę wyniku.
30.    Po kilku sezonach rozpoczynanych zdobyciem punktów, w tym Dominik Peter nawiązuje do sezonu debiutanckiego, kiedy robił za chłopca do bicia. Dość powiedzieć, że w niedzielę dostał się dopiero pierwszy raz tej zimy do konkursu. Nic w nim zresztą nie potrafiąc zdziałać. W sobotę oblał kwalifikacje po raz 15. w karierze.
31.    Najmłodszy z braci Prevców plątał się w obu konkursach w granicach trzeciej 10-tki, ale punkty, było nie było, zdobył i statystycznie też się zaokrąglił. W sobotę, po raz 30. w karierze, w tej trzeciej 10-tce wylądował, a w niedzielę się w przedmiotowym zakresie odokrąglił, natomiast zaliczył jednocześnie 125. konkurs w karierze I-ligowca.
32.    W niedzielę mieliśmy okazję oglądnąć dwudzieste nieprzebrnięte kwalifikacje Andrei Feldoreana z Rumunii. Musi budzić wrażenie zważywszy, że był to jego 22. kontakt z Pucharem. Jedyne kwalifikacje przez które przeszedł, to te debiutanckie w zeszłym sezonie w Rosji. Potem wziął udział jeszcze w jednym konkursie, w Lahti, ale to tylko dlatego, że kwalifikacji nie było.
33.    Nie jest to może jeszcze powrót do najlepszych czasów, ale budzi się chyba z długiego letargu Andreas Wellinger. Miał już parę przebłysków w zeszłym sezonie, ale teraz wygląda, że proces może być trwalszy. W Kuusamo skakał dobrze, a w niedzielę, po raz 40. w karierze zresztą, znalazł się nawet w najlepszej siódemce zawodów. Niedzielny konkurs to był już jego 190. kontakt z I ligą.
34.    Dwusetny konkurs i 210. Pucharowe podejście zaliczył jednocześnie w niedzielę Markus Eisenbichler. Uczcił to, też jednocześnie, 95. obecnością w czołowej 10-tce i zajęciem 10. miejsca w stawce po raz 10. Myślę, że mógł się z tej okazji wysilić trochę bardziej.
35.     Inny z Niemców, Pius Paschke, który w tym sezonie wydaje się prezentować o wiele korzystniej niż w zeszłym, zaliczył w niedzielę 75. punktowanie i 110. konkurs w karierze. Tych konkursów, jak na kogoś kto ma 32,5 roku to może nie za dużo, ale gość, tak na dobre, zaczął skakać w niemieckiej kadrze A dopiero pięć lat temu. A coś znaczyć, dopiero za Horngahera.
36.    Zdecydowanie najsłabszy, i to od przynajmniej pięciu, jak nie sześciu, lat, początek sezonu w wykonaniu Karla Geigera. Mimo, że w sobotę, po raz 60. w karierze, zajął miejsce w czołowej szóstce zawodów. 54. punkty po zakończonych czterech pełnych zawodach to najstarsi górale nie pamiętają kiedy miał. To znaczy jeden pamięta kiedy nie miał. W sezonie 2015/16. Ale nie mógł ich mieć, bo w nich nie startował.
37.    Daniel Andre Tande zaprezentował się w tym roku w Kuusamo, w którym kiedyś odnotował podwójne zwycięstwo, całkiem przyzwoicie. Jeszcze lepiej wyszło to od strony statystycznej, no bo tak. W sobotę po raz 10. w historii swoich pucharowych startów ukończył zawody na miejscu siódmym i, jednocześnie, po raz równo 80., znalazł się w konkursie w czołowej 10-tce. W niedzielę natomiast, po raz piąty w życiu był na koniec 17., no i był to jego okrągły, 180., kontakt z Pucharem.
38.    Johann Andre Forfang, w swoim 160. pucharowym konkursie, po raz 10. w karierze wylądował w sobotę na 10. miejscu. I wszystko, podobnie jak w Wiśle, wyglądało fajnie. Do niedzieli, kiedy to Sedlak puścił go w kwalifikacjach w fatalnych warunkach i nie pozwolił awansować do konkursu. Taki urok. Sedlaka.
39.    Dość przeciętny, szczególnie jak na niego, weekend Mariusa Libdvika. Ale ze statystycznego punktu widzenia całkiem ok. W pierwszym konkursie miejsce w 10-tce, co miało miejsce już po raz 45. w jego, niedługiej przecież jeszcze, karierze. W drugim konkursie sporo słabiej, ale za to warto odnotować, że było to jego jubileuszowe, bardzo okrągłe, bo setne, podejście do Pucharu Świata.
40.    Na koniec sobie pogdybię/pogdybam (chyba to drugie znacznie właściwsze, ale na wszelki wypadek niech będą obie wersje). W związku z punktowymi tabelami wszech czasów będzie. Zarówno w związku z tabelą punktów klasycznych, jak i tabelą punktów zwykłych, sumującą punkty wg obecnych zasad. Gdybanie będzie dotyczyć głównie Krafta i trzech polskich liderów, choć zahaczy też, przy okazji i w innym kontekście, o kilku innych najlepszych czynnych rywali tej czwórki.  Otóż.
Zacznijmy od rankingu zwykłego. Kamil Stoch zajmuje w nim w tej chwili miejsce piąte i ma dokładnie 12752 punkty. Stefan Kraft, ze swoimi 12662. punktami, jest aktualnie ósmy.  Piotr Żyła plasuje się na pozycji nr 29, a w jego dorobku równe 6028 oczek. Wreszcie Dawid Kubacki wywalczył dotąd w całej karierze punktów 4888, co daje mu w tym momencie 44. lokatę w historii.
W klasyfikacji klasycznej, tj. uwzględniającej punkty tak, jak je zdobywano w pierwszych kilkunastu edycjach PŚ, nasza trójka i Austriak zajmują następujące lokaty: trzecia (Stoch), ósma (Kraft), trzydziesta pierwsza (Żyła) i, o czym już było wyżej, czterdziesta piąta (Kubacki). Ich zdobycze to, odpowiednio, 2863,  2497, 1175 i 970 klasycznych oczek.
Przed nami, jeśli dobrze liczę i jeśli nikt nie odwoła żadnego z tych zawodów, 28 indywidualnych konkursów PŚ. Czyli siedem razy tyle, ile odbyło się dotąd od początku sezonu. Gdyby przyjąć, że każdy z tej czwórki będzie, do samego końca zimy, zdobywał punkty w takim samym tempie jak do tej pory (założenie mało korzystne dla Stocha, ale na razie nie ma podstaw by opierać się na innych), to po sezonie Kamil będzie miał w dorobku 13158 zwykłych punktów, Austriak 12657, Żyła 7302, a Kubacki 6918. Co im to da jak chodzi o pozycje w rankingu? Stoch będzie oczywiście już przed Ammannem, ale do trzeciego w rankingu Małysza będzie mu brakować 12 punktów. Kraft wyprzedzi Morgensterna i Schlierenzauera, zostanie najlepszym w historii punkciarzem austriackim, a do piątego na koniec sezonu Ammanna będzie tracił, jeśli Helwet w drugiej połowie sezonu nie powiększy swojego dorobku (ma wtedy wrócić do rywalizacji), tylko 121 oczek. Najstarszy z polskiej trójki muszkieterów wskoczyłby z kolei  po zimie, gdyby to się tak wszystko kulało jak w Wiśle i Ruce, do czołowej 20-tki punkciarzy wszech czasów. Po drodze wyprzedzając Rioju, który mimo prześcignięcia go przez Polaka, też by awansował. Ale tylko o jedno miejsce, z pozycji dwudziestej ósmej na dwudziestą siódmą. Japończyka wyprzedziłby w tym układzie również Kubacki lądując po sezonie na miejscu numer 25. Wyprzedzając oczywiście również po drodze znajdujących się w tej chwili przed nim innych czynnych skoczków: Tandego, Hayboecka, Eisenbichlera i Geigera.
W rankingu klasycznym Stochowi przybyłoby, przy takich założeniach, jakie zrobiłem, jedynie 56 oczek, Kraftowi 497, Żyle 315, a Kubackiemu aż 504. Czyli po skończonym sezonie Kamil miałby ich łącznie 2919 i straciłby najniższe podium, które teraz w tej klasyfikacji zajmuje, na rzecz Krafta, który miałby ich łącznie aż 2994, czyli tylko o 36 mniej od drugiego na razie Małysza. W dorobku Żyły byłoby razem 1490 oczek, co wysforowałoby go na pozycję numer 22. Oczywiście pod warunkiem, że Geiger i Eisenbichler też skakaliby średnio przez cały sezon tak jak w pierwszych czterech konkursach. Kobajasziemu nawet takie wątłe skakanie jak w Wiśle i Kuusamo, pozwoliłoby utrzymać, niewielką bo niewielką, ale przewagę nad Polakiem. Dawid Kubacki awansowałby najbardziej. Byłby tuż za Żyłą z ledwie 16. oczkami mniej.
Tak oto wygląda analiza zakładająca, że skoczkowie czołówki obu tych klasyfikacji będą do końca sezonu zdobywać punkty w rytmie z początku zimy. Jest tylko jeden szkopuł. Założenie dotyczące tego, jednostajnego przez całą zimę, tempa każdego z nich bez wyjątku jest, z dość dużym prawdopodobieństwem pisząc, błędne. Dlatego proszę traktować ten punkt z dużym przymrużeniem oka. Ale, skoro nikt nie skacze (Panie Giertych! Toś Pan dostał fangę w nos. Wychodzi, że nawet skoczkowie Pana nie słuchają! I jak Pan wyglądasz?*), to się można pobawić. Również w ten, lekko śmieszny, sposób.


*-żeby było jasne. To nie była żadna agitka. To był tylko rechot z Giertycha. Po latach, zresztą.

Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport