HareM HareM
1031
BLOG

Pierwszy tegoroczny hat-trick Igi

HareM HareM Tenis Obserwuj temat Obserwuj notkę 55
I pierwszy, słodko-gorzki, Roberta w La Liga

Ja to mam takie szczęście, że jak na łące o powierzchni 10 ha jest jeden krowi placek, to jak przypadkowo przez tę łąkę przechodzę, to oczywiście akurat muszę w niego wdepnąć.
Pamiętam sytuację sprzed prawie 10 lat. Nie miałem transmisji Bundesligi w telewizorze i musiałem to łapać w internecie. I łapałem. Oglądałem Bayern Guardioli mecz w mecz. Głównie ze względu na Roberta, po którym spodziewałem się podskórnie jakiegoś spektakularnego osiągu. W pewnym momencie Robert albo popadł chyba w chwilową niełaskę Guardioli albo ten chciał mu dać odpocząć. Nie pamiętam. Dość, że Polak chyba w dwóch meczach wchodził z ławki. A Niemce podały, że z Wolfsburgiem też nie zagra. No to poszedłem sobie wieczorem na basen. Wracam z tego basenu, a tu syn mnie woła, żebym sobie powtórkę gola Lewandowskiego zobaczył. Wchodzę, patrzę, faktycznie strzelił. A młody mi mówi, że to jego iaty gol, a na boisku jest od dziewięciu minut. Czekałem na taki mecz od chwili kiedy Polak zaczął grać w Bayernie, a jak mecz miał miejsce, to go nie oglądałem.
To samo było wczoraj. Ja wiem. Iga wygrała już  wcześniej  19 turniejów, w tym przynajmniej cztery, a de facto kilka więcej, ważniejsze od wczorajszego (Lewy zresztą też rozegrał i wygrał dla swojej drużyny mecze lepsze i ważniejsze od tego z Wolsfburgiem). Nie wygrała jednak nigdy, jako jedynka, finału tak ważnego rangą turnieju ze światową dwójką w sytuacji kiedy mecz stał na bardzo wysokim poziomie i był tak zacięty. A mnie znów przy tym nie było. Więcej. Nie było mnie przy telewizorze w czasie żadnej z bezpośrednich relacji telewizyjnych z turnieju w Madrycie. Oczywiście śledziłem wyniki spotkań na komórce, ale każdy kibic wie, co takie patrzenie na suchy wynik daje. …ówno daje. Człowiek się tylko dużo bardziej denerwuje, bo nic nie widzi i nie wie z jakiego powodu ten wynik. Leżysz sobie na leżaku 7 albo 12m od morza, a tu ci komórka nadaje, że Iga, prowadząc z Brazylijką w pierwszym secie 4:1, tego seta przegrywa. I co? Nie chcesz sobie psuć urlopu i w komórkę więcej nie patrzysz. Dopiero po godzinie, kiedy osobista małżonka zgłasza Ci, że sytuacja na pokładzie opanowana.
Finał oglądałem po powrocie, dziś rano. Canal+ dawał powtórkę. No i stwierdzam jedno. Jak dla mnie to był naprawdę wielki mecz Igi. I wielki mecz jej rywalki.
Iga miała naprawdę trudno. W każdym secie, ze względu na losowanie i to, co się działo na korcie, musiała gonić wynik. Ona tego bardzo nie lubi. A jednak dała radę. Była konsekwentna, mniej się denerwowała, dobrze serwowała, potrafiła w niewiarygodny sposób odwracać niekorzystne dla siebie sytuacje. I wykazała się niesamowitym sercem do walki oraz niebywałą odpornością psychiczną. Do tej pory jestem wściekły, że nie mogłem tego oglądać w bezpośredniej relacji. Tuszę, że powtórzy takie mecze w finałąch w Rzymie i dwa razy w Paryżu. Oczywiście aż tak kibicowskich nerwów nie musi narażać, ale poziom niech trzyma. A Sabalence współczuję. Przegrać po tak dobrym meczu to zjawisko nader rzadkie.
Iga skompletowała  wczoraj dwie rzeczy. Tytułowego hat-tricka to raz. Trzeci wygrany turniej w tym roku. Nie jakaś tam 250-tka czy nawet 500-tka, ale trzeci tysięcznik. Życzę jej zawsze wszystkiego najlepszego, więc nikogo nie zdziwi, że tym razem pożyczę jej skompletowania w tym roku jeszcze jednego hat-tricka. Paryż, Londyn, Nowy Jork. Oczywiście to dzisiaj wygląda trochę jak marzenie ściętej głowy albo przynajmniej jak rojenia kogoś kto nie ogarnia jak ciężko takie coś osiągnąć. Ale ja ogarniam. I wiem jak ciężko. Ale skoro Graf czy Williams potrafiły, to być może Idze też się uda. Nie musi, ale może. Wczoraj wieczór po raz któryś tam udowodniła, że potencjał jest na pewno. Ale chyba po raz pierwszy, że umie sobie poradzić z wielką presją i szybko reagować, kiedy tak ważny mecz się cały czas dość niekorzystnie układa.
Skompletowała też Świątek liczbę turniejowych zwycięstw. Do 20-tu, dzięki czemu w kolejnym obszarze dogoniła/przegoniła Agnieszkę Radwańską. Piszę przegoniła, bo mimo takiej samej liczby wygranych turniejów klasa tych wygranych przez Igę jest jednak sporo wyższa. Co oczywiście w żaden sposób nie umniejsza zasług naszej wybitnej, emerytowanej już, tenisistki.
Życzyłem Idze takiej samej wygranej w Rzymie, ale nie wiem czy jej występ w Italian Open, w kontekście planów związanych z Paryżem, a może i Londynem, jest pożądany. Nie jestem trenerem, nie znam się. Sztab się zna i niech decyduje. Byle słusznie. A na razie cieszmy się. Iga Świątek, drugi raz w ciągu pół roku, udowodniła, że jest NAJ-LEP-SZA. Jej przewaga nad rywalkami nie była może aż tak okazała jak w Cancun, ale jej pierwszeństwa znów kwestionować się nie da. Chyba, że ktoś jej bardzo nie lubi lub jest rusofilem.
PS
W sprawie hat –tricków jeszcze jedno zdanie. Oczywiście pierwszego hat-tricka strzelonego w La Liga przez Lewandowskiego w relacji bezpośredniej też nie widziałem. Ale to mnie trochę mniej boli. To był raczej wypadek przy pracy, bo odnoszę wrażenie, że w Katalonii nikt już nie chce, żeby on strzelał dla nich bramki. Nie wiem czy to dobrze, żeby pozostał w Barcelonie. Tak jak swego czasu uważałem, że powinien opuścić Bayern, tak teraz uważam (raz się w końcu zgadzam z Tomaszewskim), że po sezonie powinien uciekać z Barcelony. Nic go tam, chyba, dobrego nie czeka. Tym bardziej, że Xavi zostaje na ławce.

HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport