HareM HareM
1171
BLOG

Potapowa trafiona i zatopiona. Wraca z Paryża do Moskwy rowerem

HareM HareM Tenis Obserwuj temat Obserwuj notkę 64
Najkrótszy mecz Igi Świątek w dorosłej karierze

Miało być dzisiaj o piłce nożnej, ale nie będę przecież wszem i wobec ogłaszał, że w meczu Hiszpanów z Niemcami kibicowałem z całej duszy tym drugim (wstyd się przyznać, ale tak dokładnie było) i podnosił sobie ciśnienie dociekając dlaczego Real kolejny raz wygrał Ligę Mistrzów psim swędem. Dlatego znów będzie o tenisie, choć jeszcze wczoraj wieczór myślałem, że przed finałem to już, po ostatnim tekście, strzępić klawiatury nie będę. A jednak.
Iga rozniosła dziś przed południem, w ciągu niecałych 40 minut, Rosjankę. Taką Rosjankę specjalnego sortu, ale nie będę tego, też specjalnie, roztrząsał.
Nie dawałem dzisiejszej rywalce Igi zbyt dużych szans na spotkanie się w IV rundzie z Polką, ale skoro Krejcikova i Aleksandrowa się, na własną prośbę, z tego turnieju wypisały, to ktoś je na tym etapie zawodów zastąpić w roli chłopca do bicia, chcąc nie chcąc, musiał. Padło na Potapową i ona się z tej roli doskonale wywiązała.
Nie widziałem od dawna większej różnicy klas. To znaczy widziałem, ale żeby w Wielkim Szlemie i w IV rundzie, to sobie nie przypominam. Nie było elementu tenisowej sztuki, żeby Polka nie przewyższała rywalki o jakie dwa piętra. Dwa, słownie dwa, razy przeciwniczka mogła widowni zaimponować. Dwukrotnie silnie i, co ważne, skutecznie odpowiedziała returnem na serwis Igi. Ale nawet wtedy wynikało to bardziej z niedoskonałości tegoż serwisu niż z jakiejś wyjątkowej wartości uderzenia Rosjanki. Telewizyjni komentatorzy naliczyli, że summa summarum rywalka zdobyła w tym meczu 10 punktów. Załóżmy, że tym razem się nie pomylili (bo generalnie mylą się komentując ten turniej, choć być może akurat nie ci dwaj, na potęgę). Wychodzi w takim razie, że średnio na gem nie zdobywała nawet jednej piłki. Nie to jest jednak najistotniejsze. Najbardziej istotne było, że nie potrafiła znaleźć żadnego antidotum na naprawdę solidnie, acz bez szału, grającą Polkę.
W ćwierćfinale Igę czeka mecz z Vondrousovą. Przeciwniczka na pewno o niebo trudniejsza od dzisiejszej ale, po pierwsze, bilans ich dotychczasowych trzech gier (z tego dwie w ubiegłym sezonie) jest dość jednoznaczny, po drugie Czeszka nie wytrzymuje z NDN-em meczów fizycznie i po trzecie jej styl gry Idze mocno pasuje. Na cegle grały raz, trzy i pół roku temu właśnie w Paryżu, i ówczesna obrończyni tytułu runner-upki, Vondrousova, dostała tu straszne baty. Trudniej, jak się wydaje, może być w półfinale, bo Coco zaczyna grać na mączce coraz lepiej i wreszcie potrafi przez długi czas utrzymywać piłkę w korcie.
Najtrudniejszy, teoretycznie rzecz biorąc, powinien być finał. Ale wszystkie finały Iga wygrywa. Na mączce szczególnie. Jednego nie wygrała, ale co to, przepraszam, za mączka w tym Madrycie? Zresztą w tym roku już nawet tam zdarła skalp z rywalki. A ponadto Sabalenka przecież do finału w Paryżu nie dojdzie. Czego, notabene, żałuję, bo byłoby łatwiej niż będzie.
Wniosków z tego, co napisałem publicznie nie będę wyciągał. Są proste jak dwa i dwa. A konie, jakie są, każdy widzi.

HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Sport