HareM HareM
289
BLOG

US Open. Kamil Majchrzak przebił swój szklany sufit

HareM HareM Tenis Obserwuj temat Obserwuj notkę 8
Troje Polaków w trzecie rundzie US Open

Bardzo niekontent z tego jak wygląda gra Igi w meczu z Lamens (która zresztą okazała się znacznie trudniejszą przeprawą i bardziej wymagającą rywalką niż mi się przed meczem wydawało, że będzie), przestałem oglądać US Open po drugim secie NDN-u. Poszedłem sobie na spacer, a jak wróciłem, to sprawdziłem wynik ich meczu i zamknąłem się w zaciszu innego pokoju dokańczając wczorajszy tekst na Salon.

Z letargu wyrwał mnie dziki krzyk dobiegający z pokoju z telewizorem (mamy tylko jeden*). Wbrew temu co najpierw pomyślałem, nie była to, puszczona zbyt głośno, powtórka z któregoś z historycznych meczów Marii Szarapowej. Dźwięk ten wydała z siebie moja osobista małżonka. I miała istotny powód. Kamil Majchrzak wyrównał stan meczu z Rosjaninem Kaczanowem na 2:2. Mimo, że przegrywał już wcześniej 0:2, a w pamięci miał niedawne baty, w najlepszym skądinąd dotąd swoim Wielkim Szlemie, w Londynie i bilans meczów z tym rywalem 0:4.

W dowód uznania dla niezłomnej postawy i ambicji Polaka postanowiłem na chwilę przysiąść na podstawionym na szybko przez żonę zydlu. Szczęścia chyba przez to Majchrzakowi nie przyniosłem, bo dość szybko, w czwartym gemie konkretnie, został przełamany. Bronił się jak mógł. Pięć razy (w tym trzykrotnie od stanu 0:40) obronił break-pointa, ale za szóstym nie dał rady. Potem każdy wygrywał swoje i w krótkim czasie zrobiło się 2:5. I WTEDY DOPIERO ZACZĄŁ SIĘ PRAWDZIWY MECZ.

Polak serwował na utrzymanie się w meczu. Obronił w tym gemie trzy meczbole, sam nie wykorzystał dwóch piłek na zamknięcie gema. Skuteczny okazał się przy trzeciej takiej szansie. Było 3:5.

Na gem dziewiąty piątego seta złożyły się dwa czynniki. Bardzo dobra gra i koncentracja Polaka oraz chwilowa „zapaść” serwisowa świetnego dotąd w tym względzie, myślę o w deciderze, rywala. Po pierwszej przegranej piłce wygrane kolejne cztery i zrobiło się już tylko 4:5.

Na wygranie gema nr 10 Majchrzak potrzebował tylko 4 piłek. Mecz zaczął się od nowa. 5:5. Tyle tylko, że za chwilę Kaczanów powtórzył wyczyn Polaka. 5:6

 W 12. gemie straszna nerwówka i jeszcze większe widowisko. Było wszystko. Sześć równowag, kolejne dwa niewykorzystane meczbole Rosjanina, kolejne dwa niewykorzystane gembole Polaka. Wreszcie, po 18. piłce w gemie, Majchrzak mógł unieść ręce w górę. Doprowadził do tie-break’a. Nie tego klasycznego ale, jak to jest w piątym secie wszystkich Wielkich Szlemów, tie-break’a super. Czyli granego do 10. punktów.

I tutaj to był już teatr jednego aktora. Decydujące był dwa przełamania przy czwartej i piątej piłce. Potem, co prawda, Kaczanów jeszcze raz wierzgnął i odbił na 2:4, ale to był już tylko łabędzi śpiew. Każdy wygrał po trzy swoje serwy, a przy stanie 7:5 Majchrzak jeszcze raz zaliczył mini-break’a. Gwoździa do trumny wbił rywalowi dwoma ostatnimi zagraniami. Najpierw as, a na koniec fantastyczny stop-wolej. 10:5 i, proszę Szanownego Państwa, gramy dalej! A dziewiąta rakieta świata jedzie do domu!

W tytule nie nawiązuję wcale do żadnego tam awansu do trzeciej rundy. W lipcu Majchrzak osiągnął już w Wielkim Szlemie lepszy rezultat. Dotarł do rundy czwartej przegrywając tam, żeby było śmiesznie, po raz czwarty z rzędu w karierze zresztą, z… Kaczanowem. Teraz ma duże szanse ten wynik wyrównać, bo w najbliższym meczu będzie grał z dużo niżej rozstawionym od siebie rywalem. Ale nie o to chodzi.

Kamil Majchrzak nigdy wcześniej, Drogi Czytelniku, nie wygrał z zawodnikiem czołowej 10-tki rankingu ATP. Więcej! On nigdy wcześniej nie pokonał rywala, który był w tym rankingu w dniu meczu z Polakiem w najlepszej 20-tce! A teraz, po tylu latach kariery, może w końcu pierwszy taki karb na swojej rakiecie zrobić.

Jeszcze jedno. To zwycięstwo sprawiło, że w oficjalnym rankingu, który ATP wyda po US Open, naszym najwyżej umiejscowionym tam tenisistą będzie już nie Hubert Hurkacz, a Kamil Majchrzak właśnie. To oczywiście nie tylko efekt świetnej w ostatnim czasie gry zawodnika z Piotrkowa, ale fakty są, jakie są. Na dziś, po wygranej z Rosjaninem, nasza męska rakieta nr 1 plasuje się w wirtualnym, na razie, rankingu na miejscu nr 60. Hurkacz jest 71.

Jeśli Majchrzak wygrałby w tej trzeciej rundzie ze Szwajcarem Riedi (ten przystępował do turnieju jako nr 435 rankingu), to w rundzie czwartej czeka go przeprawa albo z Altmayerem (wygrał w nocy z Cicipasem) albo, co o wiele bardziej prawdopodobne, z De Minaurem. I to już będzie faktycznie kolejny szczyt rodem z Himalajów. No ale Kukuczka zdobył takich szczytów 14. To czemu akurat Majchrzak musi się zatrzymać tylko na jednym? A przekładając na tenis i na język realiów. Mogła niedawno w Montrealu trzykrotnie wygrać z tuzami (Gauff, Rybakina, Osaka) Mboko, to czemu nie ma tego zrobić, będący w naprawdę życiowej dyspozycji, Polak? Ale najpierw niech pokona Szwajcara. A Australijczyk tez niech wygra swój mecz. To warunek konieczny do tego, żeby Kamil mógł zrobić kolejną życiówkę (De Minaur jest w rankingu wyżej niż Kaczanow):).

W uzupełnieniu. W mniej więcej tym samym czasie Magdalena Fręch pokonała Amerykankę Stearns, z którą wcześniej ponosiła same porażki. Stearns co prawda przed US Open była zupełnie bez formy i przegrywała z kim się dało, ale Fręch, zasadniczo, również. Tak więc trzeba być zadowolonym. Gorzej, że w kolejnym spotkaniu Polka trafia na Gauff. Jeśli Amerykanka nie zacznie podczas ich meczu nagminnie serwować w siatkę to trudno mi sobie wyobrazić Polkę w roli zwyciężczyni tego spotkania. W ostatnim czasie tylko jedna Polka pokonała Coco. Magda Linette. No ale Magda Linette w US Open już nie gra. Iga natomiast może spotkać się z Amerykanką dopiero w półfinale. Jeśli Magdzie Fręch zależy, żeby koleżanka z kadry mniej się w rzeczonym półfinale stresowała (w końcu Coco wygrała ostatnie trzy bezpośrednie potyczki ze Świątek), to ma dodatkową motywację, żeby jednak próbować się w meczu z Gauff postawić.

Na koniec, skoro już zahaczyłem o Igę. Wspomniałem na początku, że podczas meczu z Holenderką wyszedłem. Potem się dowiedziałem, że w trzecim secie było już, po dwóch przełamaniach, 4:1 i znów, zaraz potem, rywalka Igę odłamała. I do końca było nerwowo. Nie wiem czy to można tłumaczyć tylko brakiem koncentracji. Z tego co widziałem w secie drugim, to chyba nie. Powiem tak. Każdy ma prawo do słabszego albo dużo słabszego, dnia. Grunt, żeby taki dzień się, aż do finału, nie powtórzył. I na to liczę.


* - telewizor, znaczy; pokoi trochę więcej:)


HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Sport