Nie ma Sabalenki, co aż tak zadania nie ułatwia.
To znaczy w drugiej rundzie, bo od niej Iga zawody zaczyna, jeszcze powinno być. Ostatnie spotkanie z Putincewą rok temu w Londynie co prawda przegrała, ale raz, że wtedy była w really słabej dyspozycji (a Rosjanka miała zwyczajnie dzień konia), a dwa, że cud dwa razy się nie zdarza. To był naprawdę zbieg niebywałych okoliczności.
Natomiast w trzeciej rundzie Polka trafia na znacznie lepszą Rosjankę. Na Kalińską. I to jest, każdorazowo uważam, wyzwanie. Kalińska należy wg mnie do kategorii tenisistek, których zawsze należy się nie tyle bać, co obawiać. Niewykorzystany potencjał. Porównywalny z Rybakiną. Myślę, że gdyby nie nie oszczędzające jej długimi okresami kontuzje, byłaby w tenisowej hierarchii znacznie wyżej. A przecież nisko nie jest. Jej ostatni mecz z Igą to dość podobny do niedzielnej potyczki Polki z Aleksandrową był. Tyle, że w meczu z Kalińską Iga szybciej wróciła do żywych. Oczywiście liczę na zwycięstwo, ale trzeba być od początku meczu mocno skoncentrowanym i nie walić po górnych trybunach. Inaczej będzie klapa.
W czwartej rundzie rywalki mogą być, moim zdaniem, trzy. Bez wskazywania faworytki do występu przeciw Idze wymieniłbym, niekoniecznie na równych prawach, Navarro, Samsonową i sensacyjną półfinalistkę tegorocznego Rolland Garros, Francuzkę Boisson. Chyba ze wskazaniem na Rosjankę. Coś za dużo tych Rosjanek. W takim razie postawmy na Amerykankę.
Runda piąta, znaczy ćwierćfinał. Do wyboru Pegula, Raducanu, Vekic, Kostjuk i Osaka. Jeszcze Fręch, ale każdy optymizm winien mieć swoje granice. No to ja stawiam na Japonkę oczywiście. Nie udało się z nią zmierzyć w Nowym Jorku, to może uda się to zrobić teraz. Moim zdaniem są duże szanse.
Runda szósta. Półfinał. Tutaj nie wiem. W jednej szesnastce są aż są trzy Rosjanki (Andriejewa, Sznajder, Kasatkina), które fajnie jakby pogodziła Ukrainka Jastremska. Przy czym ciężko będzie. Pogodzić, znaczy. W drugiej szesnastce największe szanse dawałbym Tauson i Mboko, bo Żeng wraca po długiej przerwie, a Noskova to jeszcze nie ta półka i regularność, żeby wygrać dwa duże mecze z rzędu. Tym bardziej, że wcześniej musiałby rozegrać też dobry mecz z Łang. No to stawiam na ćwierćfinał Tauson-Andriejewa/Jastremska. I niech się biją o to, która w półfinale przegra z naszą.
Czarny koń górnej połówki drabinki? Do gry w półfinale z Igą, powiedzmy. To niech będzie ta Jastremska. Ale to tak tylko, żeby nie było, że nie oddaję głosu.
W dolnej połówce drabinki są, z tych groźnych bądź niewygodnych, Gauff, Rybakina, Anisimowa, Aleksandrowa, Ostapenko, Muchova, Bencic i Paolini. Plus nasza Linette. Dla mnie największymi faworytkami z tego grona do gry w finale są w tej chwili Rybakina i Anisimowa. Jak mnie ktoś spyta o czarnego konia dolnej połówki to, na siłę, wymienię Belindę Bencić, która już w trzeciej rundzie może spotkać się z Ostapenko, a w czwartej z Gauff.
Na początku napisałem, że nic dwa razy się nie zdarza. No ale China Open dwa razy wygrać chyba można, nie? No bo skoro się cztery razy Paryż wygrywało…



Komentarze
Pokaż komentarze (4)