HareM HareM
28
BLOG

No i po wielkiej, polityczno-dopingowej hucpie...

HareM HareM Polityka Obserwuj notkę 2
Wczoraj po południu moje oczy mogły w końcu odpocząć. Głosem wodza narodu Chińczycy ogłosili zakończenie olimpiady. Dla moich biednych oczu był to już najwyższy czas na odpoczynek. Czerwone i rozbiegane, a przede wszystkim zmęczone dwutygodniowym, ponadprzeciętnym wysiłkiem, wytrzymały jednak do końca imprezy. Za co im ogromniem wdzięczen. Ale nie o nich chciałem.Strasznie mieszane uczucia mam po igrzyskach. Wspaniale zorganizowane, co podkreślają prawie wszyscy sprawozdawcy. Bardzo wysoki poziom, co widać najbardziej po ilości rekordów świata w najbardziej “mierzalnych” dyscyplinach, tj. pływaniu i lekkiej atletyce. To niby dwa ogromne i nie do przecenienia plusy tego największego i najważniejszego na świecie sportowego święta. No właśnie.Czy aby sportowego? Chyba jednak nie, a jeśli tak to na pewno nie tylko. Nie po raz pierwszy, ale w sposób wyjątkowy, olimpiada miała służyć gospodarzom do celów polityczno-propagandowych. I posłużyła. Zarówno w wymiarze międzynarodowym jak i wewnętrznym. Jeszcze raz się okazało, że jak się ktoś, a w zasadzie jakieś totalitarne państwo uprze, to wszystko na tym nędznym padole może zrobić. I ponieważ świat ma z tym państwem rozliczne interesa to zupełnie nie przeszkadza mu, że państwo to gwałci wyszczekiwane na każdym kroku (obłudnie zresztą) przez rzeczony d...kratyczny świat idee. Na ceremonii otwarcia można było ujrzeć większość z najważniejszych postaci świata polityki obecnej doby. Od Busha do Putina. O ile jednak obecność Rosjanina nie dziwi, to Amerykanin wraz z niemiecką koleżanką czy francuskim i angielskim (pomniejszych nie wspominam) kolegami budził zdziwienie. Naiwniaków oczywiście. Bo ludzie “rozumni i pragmatyczni” rozumieli sytuację i nie próbowali się specjalnie na ten temat nawet zająknąć. Wśród nielicznych, którzy aren igrzysk nie odwiedzili, znaleźli się polski prezydent i, o dziwo, premier (jedyna, jak dotąd, deklaracja która udało mu się spełnić wobec wyborców). Pan premier do tej pory pewnie nie może przeboleć, że się w takim towarzystwie znalazł. Ale życie jest pełne wyrzeczeń, Panie Premierze.Drugi minus. Doping. Jak na dłoni widać, że w coraz większym stopniu decyduje o rezultatach. Najgorsze jest to, że coraz częściej jest on sankcjonowany przez prawo bądź udaje się, że go nie ma, że nie występuje. Nikt mi nie powie, że Phelps (mimo, ze na pewno najlepszy pływak w historii) byłby w stanie bić rekordy w takich ilościach i na tym poziomie bez wspomagania. To zresztą przykład pierwszy z brzegu. Jest dziesiątki innych, równie ewidentnych. Tyle, ze może mniej spektakularnych.Zresztą: sprawa nie jest świeża. Ben Johnsson to baran, którego w ofierze złożono na ołtarzu, żeby pokazać światu jak to się walczy z dopingiem i nie oszczędza nikogo. W tym samym czasie Amerykanka Griffith-Joyner przebiegła 100m poniżej 10,5 s. I cisza. Kilkanaście lat potem w następstwie spożywania serwowanego jej “menu” Joyner poszła do ziemi, ale o tym się pan Szaranowicz, kiedy wspominał o jej rekordzie i rekordach Carla Lewisa, nie zająknął. Podobnie gdy opowiadał o tym, jak Michael Johnsson pobił nagle o pół sekundy rekord świata na 200m, do którego się potem nigdy nie zbliżył.Piszę akurat o Amerykanach, żeby lewa strona mi nie zarzuciła, ze atakuję biednych i Bogu ducha winnych Chińczyków i Rosjan z zemsty za to, że dali łupnia Jankesom (pierwsi) lub, że im tak mocno po piętach deptali(drudzy). Ale to bractwo niczym się od reprezentantów USA nie różni. A w zasadzie różni. Na minus. Żeby wygrać różne klasyfikacje i wyprzedzić jedni drugich są w stanie zrobić wszystko łącznie w hodowlą różnego rodzaju cyborgów.Wydaje się, że tylko jeden jest sposób na walkę z dopingiem. Pozwolić wszystkim na korzystanie z jego dobrodziejstw. Nie tylko amerykańskim i australijskim pływakom czy wszystkim chińskim sportowcom. Na przykład. Bo wtedy znów szanse się wyrównają. Teraz są wyjątkowo różne. To jest jeden z powodów, dla których tak blado wypadliśmy na igrzyskach. Ale oczywiście nie jedyny. Usprawiedliwianie się naszych włodarzy w ten sposób byłoby zdecydowanie nieuprawnione. Choć pewnie nasi kajakarze, Jędrzejczak czy Korzeniowski zdobyliby już wtedy, bez wzrostu formy, medale.Nawet jednak gdyby oni (i może jeszcze paru innych) sięgnęli po te medale nie przesłoniłoby to zapaści w jakiej znalazł się był polski sport.Sytuacja w tradycyjnie silnych kiedyś dyscyplinach takich jak strzelectwo, kolarstwo szosowe, boks, judo, zapasy, ping-pong, podnoszenie ciężarów czy szermierka (mimo, że w trzech ostatnich dyscyplinach zdobyliśmy po medalu) jest po prostu katastrofalna. Niewiele lepiej w pływaniu czy łucznictwie. Siatkówka, szczypioniak – solidne zespoły, ale koszty znacznie większe od przychodów. O reszcie gier zespołowych, może poza żeńską koszykówką, szkoda pisać. Wyraźnie nie stać nas nawet na udział w igrzyskach. W kajakach czy pięcioboju nowoczesnym też na pewno spuściliśmy z tonu. W l.a. mamy parę sukcesów i nietuzikowych zawodników, ale to też na pewno nie efekt systemowych działań związku. Jedynie wioślarstwo się broni choć nie jestem pewien czy na długo. Może jeszcze żeńskie kolarstwo górskie (bo w męskim tragedia). O gimnastyce sportowej nie wspomnę bo tam jest Blanik i... pustka. No to może w “świeżych” dyscyplinach jesteśmy dobrzy? Tenis ziemny, siatkówka plażowa czy triathlon. Taa.. Poza Radwańską, która jako jedyna zasadnie wystąpiła na arenie igrzysk (choć wypadła jak przez okno), ni widu ni słychu. W jeździectwie tradycyjnie potężne tyły. W kolarstwie torowym również.No to mamy obraz polskiego sportu. Uzupełnijmy go jeszcze o występ piłkarzy na drugiej najważniejszej w tym roku (po igrzyskach) imprezie i jest on w zasadzie pełny.Podobno sport to wizytówka danego kraju. Trzeba czym prędzej wprowadzić do programu igrzysk Formułę 1, a skoki narciarskie na śniegu zastąpić igielitowymi. Pod warunkiem, ze Małysz pójdzie w ślady Lenina i będzie wiecznie żywy. Wtedy na następnych letnich igrzyskach olimpijskich możemy zdobyć nawet naście medali. Ale by było! Pełny orgazm wszystkich vipów. Politycznych i sportowych. Tych orgazmów byłoby nieco mniej niż wskazywałby na to prosty wynik dodawania wymienionych dwóch grup bo parę osób łączy przedmiotowe funkcje. Chyba, żeby tych ostatnich owo doznanie spotkało dwukrotnie.
HareM
O mnie HareM

jakem głodny tom zły, jakem syty to umiem być niezły

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka