Zanosiło się na to już 3 lata temu. W Turynie zdobyliśmy dwa medale. Srebrny wybiegał i wystrzelał biathlonista Tomasz Sikora a brązowy już tylko wybiegała Justyna Kowalczyk. Nasz główny faworyt, dwukrotny do tej pory medalista olimpijski i trzykrotny wówczas mistrz świata – Adam Małysz nie tylko medalu nie zdobył, ale był od niego po prawdzie bardzo daleko.
W następnym sezonie jednak wszystko wróciło do normy. Wywalono z pracy dotychczasowego trenera Małysza, zatrudniono nowego i Polak zaczął skakać jak za najlepszych czasów. Może nawet, gdyby nie wyjątkowy pech w pierwszej połowie sezonu i skąpstwo Tajnera, któremu było szkoda paru euro na porządnego smarowacza na MŚ, byłby to najlepszy sezon w karierze wiślaka. Teraz tego nie rozstrzygniemy. Jedno jest pewne. Zdobywając jeden tytuł mistrzowski w Sapporo oraz wygrywając w 9-ciu konkursach PŚ i 4-krotnie będąc w nich na trzecim miejscu, czego rezultatem było zwycięstwo w klasyfikacji generalnej PŚ i zdobycie po raz czwarty w karierze Kryształowej Kuli, Adam Małysz nie pozostawił nikomu wątpliwości komu należy się berło i tron najlepszego polskiego narciarza. W dalszym ciągu trzymał to berło mocno w dloni.
W sezonie 2007/2008 wiślak znów dostał zadyszki. Przestał być najlepszy. Ba, nawet ani razu nie stanął na podium. Ale Sikora też prawie cały sezon przespał. Obudził się dopiero na koniec wygrywając nawet jedne zawody PŚ i stając bodaj jeszcze 3 razy na podium. Justyna Kowalczyk miała za to bardzo dobry sezon. W klasyfikacji generalnej PŚ zajęła łącznie 3 miejsce wygrywając po drodze również jeden z biegów i często zajmując wysokie pozycje w poszczególnych zawodach. Jednakże nikt nie mówił na razie o zmianie króla. Wszyscy oczekiwali na tegoroczne starty. U skoczków zmienił się trener. Miało być „tak dobrze, jak nigdy dotąd”.
No i sezon się zaczął. Koń, jaki jest, każdy widzi. To znaczy konie. Sezon trwa dopiero jakieś 10 dni, ale pewne rzeczy są już ewidentne. Na przykład to, że skoczkowie są drugi rok pod rząd zupełnie nieprzygotowani do rywalizacji. Nie tylko z najlepszymi, ale i (na przykład) z Kazachami. Po dwóch tragicznych weekendach w Kuusamo i Trondheim (Małysz zajął w zawodach odpowiednio 14, 25 i 27 miejsca, o reszcie przez grzeczność nie wspominam) trener skoczków zarządził odwrót i za tydzień nie będziemy startować w PŚ trenując na boku, żeby tę zagubioną (tak ze dwa lata temu chyba) formę odnaleźć.
Tomasz Sikora znajduje się na przeciwnym biegunie niż Adam Małysz. Przynajmniej jak chodzi o dyspozycję. Z rozegranych dotychczas 3-ch zawodów w pierwszych był 12-ty (ale tylko dlatego, że fatalnie strzelał, bo biegowo te zawody wygrał), wczoraj minął metę na pozycji drugiej a dzisiaj zwyciężył. W klasyfikacji generalnej jest drugi i ma do lidera „rzut beretem”. W kuluarach podobno mówi się, że Sikora jeszcze nie jest w najwyższej formie i że niebawem może ona być znacznie wyższa. Aż się boję w takim razie o tym myśleć. Strach się bać. Kowalczyk w każdym z rozegranych biegów przybiegła w czołówce. Raz stanęła na podium, raz była 5-ta i dwa razy 7-ma. Łącznie daje jej to również pozycję wiceliderki klasyfikacji generalnej, przy czym strata do prowadzącej jest nieco większa niż w wypadku Sikory.
Wygląda więc na to, że na naszych oczach zmienia się definitywnie układ sil w polskich nartach. Obchodzący w mijającym tygodniu 31 lat Adam Małysz ustępuje pola .... kilka lat starszemu Sikorze.
W tym wszystkim jedno mnie bardzo niepokoi i nie jest to słaba dyspozycja Małysza. On zrobił już w życiu swoje i ma prawo do słabszych występów. Martwi mnie to, że zarówno Sikora jak i Małysz nie mają żadnych następców. Jako niepoprawny optymista zakładam, że Małysz pod koniec obecnego sezonu a najpóźniej w roku olimpijskim wróci do swojej najlepszej dyspozycji, a Sikora ją przez najbliższy rok do olimpiady utrzyma.
Natomiast co będzie po Vancouver? Cały ciężar polskiego narciarstwa będzie spoczywał na silnych, ale w końcu kobiecych barkach Justyny Kowalczyk? Wiem, ze w polskich skokach jest na przykład wiele talentów, w tym jeden diament klasy Małysza. Ale, patrząc na to jak od dwóch sezonów polscy trenerzy i dzialacze przygotowują do startów swoich podopiecznych obawiam się, że wszystkie te talenty zostaną zmarnowane.
Wracając do tematu. Nie wiem na jak długo, ale sytuacja dojrzała chyba do tego, żeby po prawie dziesięciu latach inny sportowiec zwolnił Adama Małysza z piastowania bardzo ważnej funkcji głównego odpowiedzialnego za polskie zimowe sukcesy sportowe. Ale nie będę krzyczał: „UMARŁ KRÓL, NIECH ZYJE KRÓL”. Wolałbym, żeby za kilka tygodni można się było cieszyć z powrotu starego króla. Bez konieczności abdykacji nowego. No i królowa tez niech się ostanie. W końcu za miesiąc mamy „Trzech Króli”, nie?
45
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze