W poniższym tekście przedstawiam jeden z kilku planów operacyjnych ofensywy Armii Amerykańskiej wraz ze Sprzymierzeńcami przeciw Reżimowi w Iranie. Jest to jedyny plan zakładający użycie wojsk lądowych, a w swoim tekście oparłem się na informacjach podawanych przez rosyjskojęzycznych publicystów z Izraela. Dodam, że czytam ich od paru lat i przeważnie mają w miarę obiektywne oceny, natomiast ich informacje dotyczą spraw mało znanych w polskich mediach.
Trump zupełnie słusznie zażądał od swoich generałów przygotowanie planu uderzenia na Iran gwarantującego uzyskanie rezultatu, który można uznać za zwycięstwo w przekazie do międzynarodowej opinii no i oczywiście amerykańskich obywateli (wyborców). Oczywiście najlepszym efektem powinno być obalenie zbrodniczego Reżimu Ajatollahów i zastąpienie go w miarę sensowną władzą, problem jednak w tym, że samym bombardowaniem, nawet długim i skutecznym, nie można tego osiągnąć, ponieważ rządzący Iranem Ajatollahowie zupełnie nie przejmują się ofiarami ludności, tylko własną władzą i majątkiem. Dlatego opracowano ryzykowny i skomplikowany plan, oparty na współpracy szeregu Graczy, który jednak daje duże korzyści militarne i polityczne, oczywiście pod warunkiem sprawnej realizacji.
Podstawą tego planu jest obecność w Iranie Azerów, czyli największej mniejszości pochodzenia tureckiego, mieszkającej w północno-zachodniej prowincji ze stolicą w Tebrizie, liczących około 25 mln ludzi. Prowincja ta jest najbogatszą i najbardziej uprzemysłowioną częścią kraju, a co ważne, sąsiaduje poprzez granicę z resztą Azerów, zamieszkujących bogaty w ropę Azerbejdżan. Władca Azerbejdżanu, Alijew posiada silną armię, która niedawno wygrała wojnę z Armenią i ma wielkie ambicje, dlatego zawarł ostatnio poufny sojusz z USA oraz Izraelem, oczywiście skierowany przeciw Iranowi. Azerowie mają całkowicie dosyć władzy perskich Ajatollahów, jednak sami nie zaryzykowali buntu podczas ostatnich krwawych zamieszek, niemniej w przypadku silnego osłabienia wojska Iranu (na skutek ciężkich bombardowań) chętnie zaczną powstanie pod warunkiem wsparcia przez Azerbejdżan i dostawy broni.
Co ciekawe, Alijew może liczyć na poważne wsparcie przez Turcję Erdogana, któremu marzy się sława pantureckiego Sułtana, a Turcja przecież ma odwieczne porachunki z Iranem. Co prawda "małym problemem" jest znana "miłość wzajemna " Erdogana i Netaniahu, ale czego się nie zrobi dla zaspokojenia ambicji :-). Dodatkową wisienką na torcie jest obecność w sąsiedniej prowincji Iranu ok. 6 mln wojowniczych Kurdów, którzy z rozkoszą rozliczą się z Persami za wiele dekad okupacji i ucisku, a którzy tylko czekają na okazję, no i dostawy broni. W sumie Sojusz przeciw władzy w Teheranie, wsparty lotnictwem i logistyką Ameryki i Izraela ma wszelkie szanse na zwycięstwo i oderwanie na stałe zbuntowanych Prowincji, uwzględniając ciągłe naloty na bazy i trasy komunikacyjne wojsk Iranu prowadzone zarówno z południa, jak i północy. W razie powodzenia tej operacji Trump może spokojnie ogłosić wielki sukces, nawet jeśli Reżim utrzyma się w Teheranie, co wcale nie będzie pewne. Z drugiej strony Praw Murphiego nikt nie odwoływał, a w planie istnieje masa rzeczy, które mogą pójść źle ...
Równolegle szykowana jest inna wielka operacja w Jemenie przeciw Huti, sojusznikom Iranu, którzy tyle ostatnio napsuli krwi wszystkim sąsiadom, już nie mówiąc o blokadzie Morza Czerwonego. Ostatnio jednak sytuacja w Jemenie mocno się zmieniła, gdy armia prawowitego rządu, wspierana przez Arabię Saudyjską ostatecznie pokonała rywalizujące z nią siły tzw. Tymczasowej Rady Południa, wspieranej przez Katar. W efekcie jedynym rywalem dla prawowitego rządu oraz szerokiej Koalicji państw arabskich oraz zachodnich pozostali Huti. Bezpośrednim celem Operacji będzie synchroniczne uderzenie z południa i północy wzdłuż brzegu Morza Czerwonego dla wyparcia wojsk Huti z nadmorskiej równiny na tereny górskie wewnątrz kraju, co zapewni odcięcie Huti od portów i przywrócenie bezpiecznych rejsów na Morzy Czerwonym. W planowanej wojnie głównymi siłami mają być rządowe wojska jemeńskie oraz lotnictwo Arabii Saudyjskiej. Sytuacja Hutich jest aktualnie znacznie trudniejsza, gdy władze Iranu zajęte represjami po zduszonej rebelii własnych obywateli oraz zagrożeniem ze strony USA i Izraela nie mogą dalej dostarczać im broni oraz materiałów strategicznych. Jednym słowem, trafiła się Arabii Saudyjskiej okazja do zemsty za liczne porażki poniesione z rąk Huti.
Oczywiście nie pretenduję do laurów Nostradamusa i trudno mi ocenić prawdopodobieństwo realizacji tak trudnych i radykalnych planów, już nie mówiąc o stopniu determinacji samego Trumpa, bo ryzyko wplątania się w trudną i długotrwałą wojnę jest ewidentne. Z drugiej strony tzw.rozmowy pokojowe w Omanie znalazły się w przewidywanym impasie, ponieważ dla Ajatollhów zgodzenie się na choćby jedno z czterech żądań Trumpa oznacza PORAŻKĘ, na którą nie mogą sobie pozwolić. Dlatego Trump znalazł się w pułapce, ponieważ zgromadził na Bliskim Wschodzie największe siły od czasu Pustynnej Burzy i wycofanie się teraz z podkulonym ogonem do reszty zniszczyłoby jego reputację. Na odwrót, w warunkach coraz większych kłopotów na szeregu odcinków jego radosnej działalności, pokonanie Iranu bardzo by się przydało, stąd można sądzić, że jednak podejmie ryzyko. A czy przyjmie akurat ten, przyznajmy najbardziej hazardowy plan, pokaże przyszłość. Niech żyją ciekawe czasy :-)


Komentarze
Pokaż komentarze (14)