Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Polacy są sobie wrogami nieubłaganymi. – Piłsudski @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Piekło to ledwie niemożność miłości. - Norwid
54 obserwujących
271 notek
1229k odsłon
9076 odsłon

Ewa Demarczyk - dramatyczny lot Czarnej Komety

Wykop Skomentuj94

Mało kto rozumie, pojmuje, iż Twórcze Osobowości są Ludźmi Nadwrażliwymi, które kaleczą przeciwności i odmiany kpiącego losu, zaś urzędnicze Chamstwo wręcz  je obezwładnia i w końcu - zabija. Wielu wybitnych w kulturze i sztuce zniknęło za życia, zrezygnowało z uprawiania twórczości, czy jak przyjęło się mówić, udało się na ‘emigrację wewnętrzną’, by chronić siebie przed dezintegracją i rozkładem osobowości pod wpływem niesprzyjających im warunków i okoliczności.

Miałem może 10 lat, gdy zobaczyłem wnuka prof. Karola Kłosowskiego, Jacka Bukowskiego, z wielkim naręczem czerwonych róż na werandzie zakopiańskiej „Cichej”. Spytałem Jacka - z jakiej to okazji… I w ogóle - dla kogo i po co tyle drogich…, cudownych róż…?

Znacznie starszy ode mnie Jacek odparł, że do „Cichej” przyjedzie niezwykły Gość, na jego zaproszenie i gdy zobaczę na podjeździe czerwonego Malucha - mam natychmiast otworzyć bramkę…

I tak się stało. Przyjechała Piękna Pani ubrana na czarno, w ciemnych szkłach przeciwsłonecznych… Jacek wręczył Jej róże i powiedział do mnie, ściszając głos: - Ewa Demarczyk…

Oczywiście, poszedłem do Ojca i spytałem: - Kto to jest Ewa Demarczyk?... - A Ojciec, jak to mój Tulek - odrzekł jeno: - Wybitna Piosenkarka. Czarna Perła… Mówią na Nią „Czarny Anioł”, choć jest jedną z najjaśniejszych naszych Wybitnych Wokalistek. Jak tylko będą nadawać Jej piosenki w radio – natychmiast cię zawołam… I tak wołał mnie i wołał do naszego „Pioniera”, a ja wsłuchiwałem się w krystaliczny-dramatyczny głos Pani Ewy.

Następnie wymusiłem na Mamie - która „trzymała władzę” i te bardzo skromne pieniądze, jakimi dysponowaliśmy – by kupiła na raty adapter „Bambino”; dokonałem dramatycznego wyboru na całe życie - zrezygnowałem z (mitem owianych) 'nart', których już nigdy nie miałem, by móc obcować ze Sztuką... Płyty z nagraniami Ewy Demarczyk wypożyczał nam Jacek Bukowski, wnuk prof. Karola Kłosowskiego, który studiował ASP w Krakowie i wszelkie nowości płytowe i 'książkowe' - sprowadzał do zakopiańskiej „Cichej”…

Pamiętam, że razem czytaliśmy poezję naszych wybitnych Poetów, Twórców, które Pani Ewa Demarczyk tak pięknie potrafiła zinterpretować w „wokalu” - jak zwykł był mawiać Jacek.

*   *   * 

Paradoks Wiary ks. Jana Twardowskiego: siermiężna, skrzypiąca rzeczywistość, szumy, ciągi, zlepy, trzaski - nie tylko w radiu i  artyzm czystej wody, błysk geniuszu, Artystyczny Teatr - Twórczość Ewy Demarczyk, najwybitniejszej Wokalistki XX wieku.

Czarny Anioł polskiej piosenki tak niedawno, bezgłośnie, obchodziła urodziny. Od lat nie śpiewa, nie udziela wywiadów. Jednak nie sposób zapomnieć o Kobiecie, która sprawia, że publiczność, słuchając Jej Twórczości, wstrzymuje oddech, wzrusza się, a nawet - płacze...

Ewa Demarczyk jest w Paryżu. Tak mówi jej pełnomocnik. Prowadzić tam ma mistrzowskie warsztaty wokalne. Do Krakowa nie wróci. Nigdy. Może napisze wspomnienia, do czego namawia ją Wiesław Komasa, warszawski aktor, jedyny przyjaciel Ewy, który ma z Nią kontakt. Pozostali nie widzieli, a nawet 'nie słyszeli się' z nią od lat...

Ma domek w Wieliczce, mieszkanie w Krakowie. Nie mieszka w nich... Nawet jej siostra, Lucyna, mało o niej wie. Przyjaciele, artyści, którzy koncertowali z nią przez kilkanaście lat, nie mają z nią żadnego kontaktu. Nie odbiera od nich telefonów. Nikt jej nigdzie nie widział. Gdzie jest Ewa Demarczyk, Czarny Anioł polskiej piosenki?

A może, zwyczajnie, Ewa Demarczyk pragnąc spokoju – zamieszkała na wsi pod Krakowem…

ASCETYCZNE ŚRODKI - PIORUNUJĄCA SIŁA PRZEKAZU

-- Kaskada, która przemienia się w wulkan. Wypadała na scenę z niesamowitą ekspresją, ledwo udawało jej się zatrzymać przed mikrofonem – mówił o niej MIECZYSŁAW ŚWIĘCICKI, piosenkarz i bliski znajomy artystki. Zawsze przed koncertem paliła ulubione carmeny. Do pracy umiała zmobilizować się w każdych warunkach. Kiedy śpiewała, świat dookoła nie istniał, bo zatracała się w tym, co robiła…. Fascynatka, Zapaleniec… Wyrafinowana, literacka nuta okazała się antidotum na łatwe i niezbyt wyszukane teksty piosenek innych artystów. Wystarczył rok, by ta nikomu nieznana wcześniej dziewczyna o długich włosach i pięknych oczach przerodziła się w prawdziwą gwiazdę… Dusza Niepokorna…

Była doskonałą aktorką, która na zawołanie śmiała się i płakała. Na jej występy bilety rozchodziły się w kilkanaście minut. W jej garderobie dominowały długie, czarne suknie, które pięknie kontrastowały z wyrazistym spojrzeniem. Mówiono o niej „druga Edith Piaf”. Sam dyrektor paryskiej Olimpii klęczał przed nią, by dla niego śpiewała. Porwała nie tylko polską publiczność. Zakochali się w niej też Francuzi, którzy każdy jej występ puentowali długimi oklaskami. Pewnego dnia zniknęła bez wieści. Nie udziela wywiadów, nie daje się namówić na koncerty…

Ewa Demarczyk - karierę estradową rozpoczęła wcześnie, bo w wieku 20 lat, w kabarecie krakowskiej Akademii Medycznej „Cyrulik”. Już wtedy przyciągała publiczność takimi utworami jak „Groszki i róże”, „Grand Valse Brillant” czy „Rebeka”. Chciała być pianistką, ale ze szkoły muzycznej przeniosła się na architekturę. Marzyła o medycynie, ale udało jej się skończyć szkołę teatralną. Jak wspominał w jednej z rozmów Święcicki, Demarczyk miała trudności z uzyskaniem dyplomu, bo profesor krakowskiej PWST Danuta Michałowska nie chciała jej wystawić pozytywnej oceny z zajęć z dykcji….

Krótko po tym okazało się, że to nie przeszkodziło jej w osiągnięciu Sukcesu. Na festiwalu w Opolu w roku 1963, śpiewając „Karuzele z madonnami” w aranżacji ZYGMUNTA KONIECZNEGO, pokonała miedzy innymi Bohdana Łazukę i Czesława Niemena, który po raz pierwszy zaprezentował swój przebój „Pod papugami”. Występ Demarczyk był wielkim zaskoczeniem dla polskiej publiczności, która doceniała wówczas przede wszystkim muzykę bigbitową.

Wystarczył rok, by ta nikomu nieznana wcześniej dziewczyna o długich włosach i pięknych oczach przerodziła się w prawdziwą gwiazdę. Dla niej muzyka to był właśnie TEATR. Nie dawała bisów, bo dla niej występ to był zamknięty spektakl. Najlepiej czuła się w bezpośrednim kontakcie z publicznością, nad którą miała totalną władzę. Ktoś kiedyś powiedział, że była jak kapłanka, która na scenie odprawia swoje misterium. Jej koncerty były magiczne - ludzie płakali, wzruszali się... Jak do tego doszło?

TWÓRCZOŚĆ TO JEST TEATR

Ewa Demarczyk -  związała się w latach 60. ze środowiskiem Piwnicy pod Baranami. Tam poznała Zygmunta Koniecznego, który był autorem muzyki do jej najbardziej znanych utworów („Taki pejzaż”, „Groszki i róże” czy „Tomaszów”). -- Do Piwnicy przyszedłem w 1959 roku. Wtedy z muzyków był tam tylko... Krzysio Litwin, który grał na gitarze. Aby się do niej dostać (Piwnicy – red.), musiałem wykonać wiele manipulacji. Na mieście było pełno afiszy, Wiśniak pisał w »Przekroju«, że tam się coś dzieje, że jakieś dziwne napisy, że ludzie z brodami i w swetrach... To było niesamowite – mówił w wywiadzie kompozytor.

Koniecznemu Demarczyk pokazał piwniczny saksofonista Przemek Diakowski, który dostrzegł ją na występie kabaretu „Cyrulik”. -- Warto by ją sprawdzić – powiedział wtedy Diakowski. Razem z Piotrem Skrzyneckim Konieczny poszedł na jeden z występów początkującej Ewy i od razu obaj zrozumieli, że muszą ją zaprosić do Piwnicy. Była zjawiskowa. -- Jako że nasz kabaret był już znany nie tylko w Krakowie, nie mieliśmy żadnego problemu, by namówić ją do przejścia do nas. Co prawda ta perspektywa nie za bardzo się spodobała kolegom z "Cyrulika", ale jakoś sobie w końcu z nimi poradziła – wspominał Konieczny.

Demarczyk po sukcesie w Opolu i rok później w Sopocie zaczęła podróżować po całym świecie. Występowała we Francji, gdzie przyjechała na zaproszenie Brunona Coquatrix, francuskiego impresario. Na pokładzie samolotu, którym miała lecieć do Paryża, w styczniu roku, stewardesa wręczyła jej upominki od dyrektora Olimpii (!) -- Ewa dostała jakieś płyty i gadżety, jak koniak lub whisky. (…) Kilka tygodni później wróciliśmy do Paryża, już na właściwe koncerty. Spędziliśmy tam kilka miesięcy -- wspominał po latach kompozytor.

Choć Demarczyk wiele podróżowała i poznała zachodnie realia życia, nie chciała mieszkać za granicą. Kraków kochała całym sercem. Wieczorem można było ją spotkać przechadzającą się w zakamarkach ulicy Gołębiej czy Brackiej. Uwielbiała zaułek niewiernego Tomasza. Indywidualistka. Trudna we współpracy. Ci, z którymi pracowała, powtarzali: -- Demarczyk? – kapryśna i apodyktyczna – zawsze chciała stawiać na swoim. Lubiła, kiedy wszystko było tak, jak ona sobie zaplanowała. – ROZUMIEM TO, bo tylko w ten sposób mogła mieć pewność, że zrealizuje to, co sobie zamierzyła. A jej celem była absolutna perfekcja – mówił Konieczny. Demarczyk od razu polubiła niepowtarzalny klimat Piwnicy pod Baranami, choć artyści, którzy tam przebywali, niechętnie przyjmowali nowych do swojego środowiska.

Jak się wie, co się chce robić, kompromisy mijają się z celem, bo zawsze wiążą się ze stratą. Ewa Demarczyk mogłaby zrobić większą karierę albo zarobić więcej pieniędzy. Ale wtedy nie byłaby sobą. Nie chciała przenieść się do Paryża, zmieniać repertuaru, do końca śpiewała te same piosenki. Wydała mało płyt, ale zawsze śpiewała tak jak w danej chwili czuła i chciała. Mówiła, że nigdy nie będzie na sprzedaż. I nie była.

Demarczyk i Konieczny tworzyli zgrany duet. Na pozór bardzo różni – ona zdystansowana, stroniąca od ludzi i TOMBAKOWEGO BLICHTRU, on – zawsze w centrum zainteresowania, towarzyski. Demarczyk miała zaufanie tylko do najbliższych przyjaciół, i to im umiała ofiarować całą siebie. Podobno była skłonna, zaraz po tym, kiedy artyści wychodzili z Piwnicy po godz 23. , zaprosić wszystkich do swojego małego mieszkania przy ulicy Wróblewskiego, które dzieliła z matką. Tam zawsze można było liczyć na miskę ciepłej zupy i herbatę...

Po latach wspólnej pracy drogi Zygmunta Koniecznego i Ewy Demarczyk się rozeszły. Piosenkarka oskarżyła swojego najwierniejszego kompozytora o to, że pisząc piosenki o pół tonu wyższe, niż powinna była śpiewać, zniszczył jej głos… -- Z Piwnicą Ewa również się rozstała, mniej więcej w tym samym czasie. Mieliśmy akurat jakieś przyjęcie, a ona jak gdyby nigdy nic wystrzeliła, że to koniec. MOŻE I BYŁO TO TOWARZYSTWO BRUTALNE, ALE TU RÓWNIEŻ JĄ ROZUMIEM…! -- Na każdym koncercie chciała mieć swój własny siedmioosobowy zespół, a w Piwnicy nie było na to warunków – mówił Konieczny. Od momentu tej rozłąki nie spotkali się już nigdy.

Miejsce Koniecznego zajął Andrzej Zarycki, który pokazał pieśniarce potencjał, jaki drzemał w poezji Osipa Mandelsztama, Mariny Cwietajewej, Johanna Wolfganga Goethego, Georga Trakla. Zarycki pamięta drobiazgowość Demarczyk, jej umiłowanie szczegółu i dbanie o każdy detal.

-- Prowadziła bardzo udramatyzowane życie, bo była w nim taka sama, jak i na scenie. Wszystkie odmiany ludzi miała w sobie – przy każdym utworze korzystała z innego wizerunku. Próby z nią trwały bardzo długo, praca nad jednym utworem przez pół roku nikogo nie dziwiła. Była precyzyjna i wymagająca, zespół zmieniała, gdy tylko coś się jej nie spodobało, czyli właściwie co chwile – mówi Zarycki. -- Muzycy musieli nie tylko świetnie grać, ale też znać wszystkie melodie na pamięć, bo na scenie oświetlona była zawsze tylko Ewa. Nikt nie zobaczyłby nut – wspominał po latach kompozytor.

Demarczyk inspirowała młodych twórców. To przy niej swój muzyczny talent szlifował Zbigniew Wodecki czy skrzypek Zbigniew Paleta. -- Granie z kimś takim było wówczas nie tylko nobilitacją, ale też komfortem, bo każdy, absolutnie każdy koncert kończyła co najmniej dziesięciominutową owacją na stojąco. I to we wszystkich krajach: Szwajcarii, Belgii czy Francji. Te występy z Ewa dały mi więcej niż lata ćwiczeń w domu, bo stojąc koło takiej wokalistki w pięknych salach całego świata, musiałem dawać z siebie wszystko. Nic tak nie mobilizuje – opowiadał Zbigniew Wodecki.

Marzenia o prowadzeniu teatru Ewa zrealizowała w 1986 roku, kiedy władze Krakowa stworzyły dla niej Państwowy Teatr Muzyki i Poezji. Artystyczna ambicja Demarczyk została boleśnie skonfrontowana z rzeczywistością. Nastąpił konflikt urzędniczej mentalności z Twórczą Osobowością wybitnej Artystki. Problemy z funduszami, sponsorami nie dawały Jej spokojnie pracować nad kolejnymi projektami. To przesadziło o Jej zniknięciu. W tym miejscu warto także dopowiedzieć, że Ewa Demarczyk zabiegała o Kameralność, Intymność Przekazu. Nie chciała zarabiać na życie, występując w telewizji, BO JAK OGNIA UNIKAŁA ROZGŁOSU…!

W 2000 roku dała dwa ostatnie duże koncerty, później występowała epizodycznie na małych scenach. O to, aby nikt niepowołany nie nękał jej wiadomościami, dba Paweł Rynkiewicz, nieoficjalny sekretarz. Wciąż Nieobecna. Ale nie daje o sobie zapomnieć – zarówno jej Twórczość, jak i Życie nie zastyga w Pomnik. Gdzie jest? Co robi? -- Wiele wielkich gwiazd, które zaszły na sam szczyt, napotykało później w swoim życiu pewne blokady. O tym, jak sobie z nimi radziły, decydowały zazwyczaj ich charaktery. A ten Ewa zawsze miała, no cóż, nie do przejścia – szczerze wyznaje Zygmunt Konieczny. A MOŻE NIE CHCIAŁA IŚĆ NA KOMPROMISY, KTÓRE PÓŹNIEJ ODBIJAJĄ SIĘ CZKAWKĄ LUB ZGAGĄ SUMIENIA – WYBITNEGO ARTYSTY…?!

RESUME - głosy - uściślenia - dopowiedzenia

Artystka urodziła się 16 stycznia 1941 roku w Krakowie. W 1966 r. ukończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną w Krakowie, ale swoją karierę pieśniarską rozpoczęła znacznie wcześniej, bo w 1961 w studenckim kabarecie Akademii Medycznej w Krakowie "Cyrulik". W 1962 roku przeszła do kabaretu "Piwnica pod Baranami", gdzie nawiązała współpracę z kompozytorem Zygmuntem Koniecznym. Współpraca ta trwała do 1966 roku i przyniosła jej największą sławę.

W Twórczości Ewy Demarczyk znajdowały się pieśni do wierszy poetów polskich i obcych, m.in. Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Mirona Białoszewskiego, Bolesława Leśmiana, Juliana Tuwima, Johana Wolfganga von Goethego, Osipa Mandelsztama, z muzyką Zygmunta Koniecznego ("Karuzela z Madonnami", "Taki pejzaż", "Czarne Anioły", "Wiersze wojenne") oraz z muzyką Andrzeja Zaryckiego ("Ballada o cudownych narodzinach Bolesława Krzywoustego", "Cyganka", "Skrzypek Hercowicz", "Pieśń nad Pieśniami").

"Od czasu Wierszy wojennych Baczyńskiego i Pejzażu minęło już wiele lat. Ewa Demarczyk stała się mitem, jej pieśni wkroczyły na stronice polskiej prozy, dla niej poeci piszą wiersze, ona budzi sensację kolejnymi recitalami" - pisał o niej Józef Opalski ("Jazz", 1976).

"Nie na darmo Andrzej Kuśniewicz nazwał jej śpiewanie Twórczością Ewy Demarczyk. Bowiem określenie jej koncertów mianem recitalu piosenkarskiego czy nawet pieśniarskiego jest zubożeniem tej Twórczości. Taka klasyfikacja staje się zaledwie niezdarnym wtłoczeniem fascynującego zjawiska w ciasne gatunkowe ramy" -- pisał Opalski.

Entuzjazm krytyki i publiczności wzbudziła podczas występu na I Krajowym Festiwalu Piosenki w Opolu w 1963 roku. Zaśpiewała wówczas "Karuzelę z madonnami" (sł. Miron Białoszewski), "Czarne anioły" (sł. Wiesław Dymny) i "Taki pejzaż" (sł. Andrzej Szmidt). Rok później, występując podczas Międzynarodowego Festiwalu Piosenki w Sopocie w 1964 roku, zdobyła drugą nagrodę za "Grande Valse Brillante" (sł. Julian Tuwim). Jednocześnie występowała za granicą, m.in. w paryskiej Olimpii, w Genewie z okazji XX-lecia ONZ, w Szwecji i Belgii.

Występy w Paryżu zapoczątkowały jej karierę na całym świecie (m.in. USA, Niemcy, Szwecja, Belgia, Wielka Brytania, Francja, Japonia, Australia, Kanada, Izrael, Brazylia, ZSRR). Gościły ją takie znakomite estrady, jak: Carnegie Hall w Nowym Jorku, Chicago Theatre, Queen Elisabeth Hall w Londynie, Theatre Cocoon w Tokio, Sala im. Nobla w Sztokholmie, Teatr Wielki w Warszawie. W Polsce nazwano ją "Czarnym Aniołem", ponieważ Ewa Demarczyk zawsze występowała ubrana na czarno.

W 1966 roku Ewa Demarczyk zaprezentowała pierwszy samodzielny spektakl w Teatrze Kameralnym w Krakowie z 8-osobowym zespołem muzycznym. W tym samym roku nawiązała współpracę z kompozytorem Andrzejem Zaryckim, trwającą do 1984 roku. W 1972 artystka skończyła współpracę z "Piwnicą pod Baranami". W 1985 roku rozpoczął działalność Państwowy Teatr Muzyki i Poezji Teatr Ewy Demarczyk, w którym pełniła ona rolę dyrektora i z którym podróżowała po Polsce i świecie, prezentując własne recitale. Teatr zakończył działalność w 2000 roku.

O artystce nie zapomnieli jej wielbiciele i na oficjalnej stronie internetowej Ewy Demarczyk nie brakuje aktualnych wpisów. "Nie wiem czy Pani to odczyta (...) powiem tylko, że kocham Pani głos i muzykę (...) teraz moja córka słucha wraz ze mną i jak nigdy marzę o koncercie, dałabym wszystko, by być na koncercie" - pisała w grudniu 2008 roku wielbicielka artystki. W styczniu 2009 roku, z okazji urodzin artystki, pojawiły się wpisy internautów dziękujących za to, że artystka nauczyła ich słuchania poezji i za to, że swoimi piosenkami przenosi ich w INNY, LEPSZY ŚWIAT…

Marr jr.

Zobacz galerię zdjęć:

Zakopiańska willa "Cicha" - dawny, rozbudowany przez prof. Karola Kłosowskiego dom zajezdny Sobczaków
Wykop Skomentuj94
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura