Pułapka paszportowa
Obecność zapisu „Semirunniy” w międzynarodowych zestawieniach sugeruje jedno: albo proces wyrabiania polskiego paszportu jeszcze trwa, albo – co gorsza – w dokumentach powielono zapis z angielskiej transkrypcji cyrylicy. To częsty błąd urzędniczy. Tymczasem polskie prawo i tradycja językowa dają nam (i samemu zawodnikowi) znacznie lepsze narzędzie: asymilację nazwiska do polskiej pisowni.
Dlaczego „Semirunny”, a nie „Semirunniy”?
W języku rosyjskim nazwiska przymiotnikowe kończą się na -ий (-ij). Właśnie to zakończenie w angielskiej transkrypcji zamienia się w dziwaczne „-iy”. Jednak w polszczyźnie od wieków mamy na to jasną zasadę: rosyjskie „-ij” staje się polskim „-y”.
W naszych encyklopediach nie piszemy o Dostojewskiju, Czajkowskiju i Ciołkowskiju. Mamy:
• Fiodora Dostojewskiego,
• Piotra Czajkowskiego,
• Konstantego Ciołkowskiego.
Nawet jeśli ich przodkowie wyjechali z Polski i tam do ich nazwisk (jak Kamiński czy Kowalski) dopisano rosyjskie „J”, przy powrocie do polskiego obszaru językowego owo „J” jest ignorowane w polskich paszportach. Skoro Semirunnij jest już Polakiem, jego nazwisko powinno brzmieć tak, jakby było tu od zawsze, czyli Semirunny.
Wygoda dla świata, tożsamość dla nas
Zapis „Semirunny” jest nie tylko bardziej estetyczny, ale i praktyczny. Polskie nazwiska przymiotnikowe jak Chrobry, Czarzasty czy Plaskaty odmieniają się bezproblemowo: Semirunnego, Semirunnemu, z Semirunnym.
Co więcej, międzynarodowe tabele (anglojęzyczne) mają tendencję do pomijania polskich znaków (ś, ć, ż). Nazwisko Semirunny ma tę pozytywną cechę, że nie posiada żadnych „ogonków”. Jeśli łyżwiarz wpisze w paszport formę „Semirunny”, to na kolejnych zawodach cały świat zobaczy w tabelach dokładnie taką samą formę, jaką my będziemy czytać w Polsce, niezależnie od kraju organizatora. Zniknie zbędne, obce naszej fonetyce, egzotyczne i trudne w deklinacji „-iy”.
Warto pójść o krok dalej i zadbać nie tylko o nazwisko, ale i o imię. Choć urzędowe transkrypcje uporczywie forsują formę „Władimir”, polskie ucho i tradycja domagają się formy „Władymir”. W polszczyźnie po twardym 'd' naturalnie następuje 'y' – tak jak w naszych dawnych kronikach pisano o Władymirze Wielkim. Władymir Semirunny – to brzmi jak nazwisko polskiego bohatera narodowego, a nie tymczasowy zapis w sportowej tabeli.
Polska pisownia to stabilność na świecie
Warto uświadomić sobie, przed jakim chaosem chroni nas polska pisownia. Nazwiska zapisywane pierwotnie w cyrylicy są na Zachodzie ofiarami „fonetycznej radosnej twórczości”. Ten sam człowiek w zależności od kraju może stać się kimś innym:
• Gorbaczow dla Anglika to Gorbachev, dla Niemca Gorbatschow, a dla Francuza Gorbatchev.
• Breżniew bywa zapisywany jako Brezhnev, Brejnev czy Breschnew.
Dla czytelnika śledzącego międzynarodowe media to prawdziwy labirynt. Tymczasem nazwiska zapisane w alfabecie łacińskim – takie jak polskie – mają status „nienaruszalny”. Gdyby wspomniani politycy byli Polakami, ich nazwiska w kronikach całego świata, od Nowego Jorku po Berlin, wyglądałyby identycznie: Breżniew (z ewentualną redukcją do Brezniew) i Gorbaczow.
Semirunny jako marka
Jeśli nasz medalista zostanie przy angielskim zapisie Semirunniy, ryzykuje, że w każdym języku jego nazwisko będzie przedstawiane inaczej. Jeśli jednak w jego polskim paszporcie widnieć będzie Semirunny, zyska on międzynarodową, jednoznaczną „markę”.
To kolejny dowód na to, że Władymir Semirunny to nie tylko wybór tożsamościowy, ale i praktyczny. Polska pisownia to kotwica, która sprawi, że polski sportowiec jest rozpoznawalny pod jednym, niezmiennym nazwiskiem, niezależnie od tego, czy pisze o nim „L'Équipe”, „The New York Times” czy „Bild”.
Apel do zawodnika i PZŁS
Władymirze, zostałeś wicemistrzem olimpijskim jako Polak. Twoje nazwisko brzmi dla nas znajomo i przymiotnikowo. Przyjęcie pisowni Semirunny (zamiast Semirunniy) w polskim paszporcie byłoby symbolicznym domknięciem Twojej drogi do nowej ojczyzny. To nie tylko kwestia ortografii – to kwestia przynależności.
Warto, by Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego oraz urzędnicy wydający dokumenty zwrócili na to uwagę. Nie twórzmy „anglo-rosyjskich” hybryd tam, gdzie polszczyzna oferuje naturalne i piękne rozwiązanie.
Bądźmy dumni z Semirunnego – Polaka przez duże „P” i bez zbędnego „J” na końcu.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)