Wydarzenie, choć powinno być najbardziej spektakularnym, najszerzej komentowanym, niesprawiedliwie umyka uwadze. Gliński na funkcji wicepremiera przeżył dwóch premierów oraz licznych wicepremierów a tu na kilka miesięcy przed końcem drugiej kadencji taka niewdzięczność i to w sytuacji, kiedy - poza tym że był wicepremierem - nic więcej o nim nie możemy powiedzieć.
Skoro nie możemy to na tym skończmy i zajmijmy się innym bowiem tak niebywała dymisja musi mieć drugie dno i to niejedno:)
Najprawdopodobniej było tak, że Kaczyński na premiera i pozostałych wice wyznaczył kandydatów do sukcesji a ci widząc zagrożenie utratą władzy przez PiS rozpoczęli przedwczesną walkę o sukcesję, co jeszcze pogarszało perspektywy wyborcze ponieważ jedyna metoda walki w PiS to podkładanie świni konkurentowi a w sytuacji, kiedy - teoretycznie - nikt nie jest wyróżniony to nawet Gliński może o przywództwie w PiS pomarzyć.
Jednocześnie Jarosław Kaczyński po raz drugi przez kilka miesięcy będzie miał - jako wicepremier - władzę nad dwoma ministrami odpowiedzialnymi za dojście do prawdy o Zamachu Smoleńskim. Za pierwszym razem zamachowcom upiekło się ale teraz sprzyjających okoliczności jest aż nadto.
Państwo-domniemany zamachowiec napadło naszego sąsiada a napadnięty ustami swoich prezydentów wyraża przekonanie o zamachu.*
Dzięki Cenckiewiczowi i oddanemu jak nikt sprawie Zamachu Smoleńskiego Rachoniowi wychodzą na jaw konszachty ważnych postaci opozycji z państwem-zamachowcem. **
Zbliża się szczyt NATO, na którym prezydent będzie miał okazję rzucić na stół obrad raport podkomisji Macierewicza i wyniki smoleńskiego śledztwa prokuratury Ziobry.
Wyszła mi notka o tym, że państwo PiS tworzy okoliczności, w których nawet gdyby ktoś - na przykład Żeleński - nie chciał, to musi nas wydudkać na strychu gdyż tak się o to napraszamy.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)