
(zdjęcie przedstawia kopię najsłynniejszego pomnika konnego)
Z militarnego punktu widzenia nie doszło do największej oraz najoryginalniejszej bitwy pomiędzy wojskami kondotierów Prigożyna i Kadyrowa - najoryginalniejszej bowiem wynajętych przez tego samego płatnika.
Sprawy potoczyły się niemal tak szybko i zaskakująco jak mecz z Mołdawią więc zamiast analizować, co się działo należy skupić się na tym, co pozostało.
Pozostały bardzo ważne słowa Prigożyna, ŻE TO NIE UKRAINA WYWOŁAŁA WOJNĘ. My o tym wiemy ale padły z ust człowieka - dotychczas - Putina i co równie ważne - formalne gwarancje udzielone mu przez Łukaszenkę świadczą, że to zdanie przynajmniej w części podziela prezydent Białorusi i przestaje się tego wstydzić.
To na zupełnie innej pozycji negocjacyjnej wobec Ukrainy ustawia Rosję. Nie piszę Putina, któremu wprawdzie udało się ograć Prigożyna przy użyciu Kadyrowa - tak przynajmniej uważam - ale nie wiadomo czy uda mu się nadal utrzymywać wrażenie jedności Rosjan wobec Ukrainy więc czy jemu przyjdzie tę wojnę kończyć.
Przy okazji usłyszeliśmy że Putin na kłopoty z pamięcią, kto jest jego idolem - Mikołaj, Kołczak, czy Stalin ale o to mniejsza, zwłaszcza, że żaden nie opuścił ziemskiego padołu w wymarzony sposób.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)