Tak jest, zacni Państwo, polski arystokrata pisał o konieczności założenia uniwersytetu w stołecznym Petersburgu, bowiem okres rządów "dobrego" cara Aleksandra Rosja rozpoczynała posiadając uniwersytety TRZY: w Moskwie, w inflanckim Dorpacie oraz... najstarszy i najlepiej funkcjonujący, we Wilnie. Z tych trzech, tylko na uniwersytecie moskiewskim wykładano w języku rosyjskim; w Dorpacie językiem wykładowym był niemiecki a we Wilnie... zgadnijcie Państwo sami.
Owszem, w ramach obcinania bród bojarom, car Piotr już w roku 1726 otwarł z pompą i fanfarą uniwersytet w Petersburgu, ale ten, zaledwie po latach siedmiu (1733), przerwał działalność... z braku słuchaczy. Podobną klęskę poniósł Piotrowy projekt założenia szkół powszechnych (w których miano uczyć... rachunków, żeby przynajmniej architektów i oficerów marynarki, czy artylerii imperium nie musiało importować) wobec czego państwo aspirujące do roli mocarstwa weszło w wiek XIX nie tylko bez szkół, ale nawet bez kadry, która miałaby w tych szkołach uczyć. Uniwersytet petersburski przekształcono w szkołę pedagogiczną, a wszechrosyjski problem oświatowy postanowiono rozwiązać w oparciu o kadry i wzory dostępne... to znaczy polskie. Na czele Komisji Szkolnej przy rosyjskim monarsze postawiono Czartoryskiego z Potockim, którzy strukturę oraz program rosyjskiej oświaty oparli wprost na rozwiązaniach zastosowanych przez Komisję Edukacji Narodowej.
Nic zatem dziwnego, że natychmiast po włączeniu w obręb Rosji centralnych ziem polskich razem z z Warszawą, car Aleksander, równie "łaskawie" co pośpiesznie polecił założyć - na bazie szkół wyższych, utworzonych przez rząd Księstwa Warszawskiego - Uniwersytet Warszawski, mając nadzieję, że wprawna i sprawna działalność polskich uczonych szybko pomoże zaspokoić popyt Imperium na wykształconą kadrę urzędniczą i naukową. A popyt, zamiast zmniejszać się - rósł, bo nawet zakładanie zarządzonych jaśnie ukazem sześciu szkół wyższych wlekło się tak, że pierwszymi wykładowcami Uniwersytetu Charkowskiego zostali (w 1835 roku!) wykładowcy, rozwiązanego w ramach represji po Powstaniu Listopadowym, Liceum Krzemienieckiego.
PS
No i jaki niby miał być język wykładowy uniwersytetu, na którym ani jeden wykładowca nie był Rosjaninem? A prywislanska ciemnota, nie znając realiów epoki, do dzisiaj się cieszy jak z łaski. I nadal, jak za czasów ucznia Borowicza, poucza skołataną ojczyznę, jak ma się ona wyrzec dawnych błędów i stać Słowianką.
# tak się zwykle dzieje z Polakiem, który w carskiej służbie zmoskwicieje


Komentarze
Pokaż komentarze (1)