Możesz
"Jeżeli myślisz, że coś możesz lub czegoś nie możesz, to w obu przypadkach masz rację" - Henry Ford
6 obserwujących
32 notki
13k odsłon
236 odsłon

Bufor, czyli emocjonalna strefa zgniotu

Autor: Ewa Kowalczyk
Autor: Ewa Kowalczyk
Wykop Skomentuj11

Wpis dedykuję Kajetanowi Wykurzowi


Bufor - tak nazwałem przestrzeń między mną (prawdziwym), a światem zewnętrznym tuż za szczelną barierą, jaką oddzieliłem się od świata. 

Adresowane do mnie bodźce - słowa, działania, gesty - otrzymywały typową, akceptowaną społecznie reakcję mojej powłoki cielesnej. Starałem się domyśleć, jaka jest “prawidłowa”, tzw. normalna reakcja dla danej sytuacji. Ewentualnie odgrywałem gotową reakcję z biblioteki zachowań, jakie zgromadziłem obserwując osobniki, wśród których żyłem.

Na tym etapie wszystko odbywało się przy odcięciu od emocji. Przyjmowanie naówczas bodźców zewnętrznych było zbyt ryzykowne. Doświadczenie nauczyło mnie, że przyjmowanie czegokolwiek “na żywca” może spowodować przeciążenie układu nerwowego. W takich sytuacjach traciłem względną pogodę ducha, znikał entuzjazm, egzystencja stawała się niekomfortowa i mogło to trwać nawet nawet kilka długich, dokuczliwych miesięcy. Szczelny filtr na wszelkie emocje - i te nieprzyjemne i te przyjemne - był nieodzowny.

Podczas gdy na powierzchni odgrywałem pasującą do zdarzenia reakcję, wewnątrz rozgrywał się proces na głębszym poziomie. W głowie sytuacja poddawana była analizie, a w okolicach przepony emocje trafiały do specjalnie skonstruowanej komory ciśnieniowej, gdzie kompresowałem je do rozmiarów maleńkiego ziarenka i odkładałem w ściankach komory. Przez lata stworzyłem całkiem skuteczne ustrojstwo o wysokiej niezawodności. Dokładnie pamiętam wygląd tej stalowej super mocnej kapsuły zdolnej przetworzyć najmocniejsze bodźce do niegroźnych, maleńkich, wręcz śmiesznie małych, identycznych ziarenek.  

Komora ciśnień była do tego stopnia dopracowana, że gdy po latach zrozumiałem, jak bardzo mnie więzi i podjąłem decyzję o jej zezłomowaniu, to zwyczajnie nie mogłem jej zatrzymać. Cholerne perpetum mobile zdolne działać aż do śmierci. Wiele razy waliłem kluczem, ciskałem młotem ze wszystkich sił chcąc ją zniszczyć lub choćby uszkodzić, aż pokonany własną perfekcją opadałem z sił opierając się o jej ściany. Sam nie byłem w stanie zrobić nic z tym, co wcześniej sam stworzyłem.

Moja komora ciśnień, to nie był, ani błąd, ani krzywda, która mi się wydarzyła. Sam ją zbudowałem. To był to mój sposób na dostosowanie się do warunków, w jakich funkcjonowałem. Na tamten czas była to niebywale efektywna, na swój sposób chroniąca moją integralność konstrukcja. Być może w innych warunkach w jej miejscu mogłoby powstać coś bardziej przydatnego w dorosłym życiu, jak “umacniacz wiary w siebie”, albo “supermocny i superszybki dźwig do podnoszenia się po porażkach”.

Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce. 1 Kor 13:11

Gdy dorosłem i gdy zniknęły lub gdy sam wyeliminowałem warunki, które były kiedyś codziennością, mogłem na nową podłączyć się do świata emocji i znowu zacząć doświadczać spontaniczności, której zaprzeczeniem był bufor. W tej odmiennej mechanice nie trzeba domyślać się, co czuje lub co zrobiłaby w takiej sytuacji zdrowa osoba na moim miejscu. Można to nazwać odzyskaniem zaufania do siebie.


Powyższy koncept nie jest ani prawdą, ani fałszem, nie jest ani dobry, ani zły, natomiast bierze się z mojego doświadczenia i praktyki.

Wpis powstał w ramach projektu "Możesz - skieruj myśli ku najlepszemu".

Zobacz poprzednie odcinki bloga.

Bądź na bieżąco, subskrybuj posty na facebook'u.

Wykop Skomentuj11
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości