Możesz
"Jeżeli myślisz, że coś możesz lub czegoś nie możesz, to w obu przypadkach masz rację" - Henry Ford
6 obserwujących
32 notki
13k odsłon
874 odsłony

Dorastanie w rodzinie z chorobą alkoholową - historia jedna z wielu

Tytuł: The sky near sunset. Porto Covo, west coast of Portugal, autor: Alvesgaspar, źródło:  t.ly/q2z89
Tytuł: The sky near sunset. Porto Covo, west coast of Portugal, autor: Alvesgaspar, źródło: t.ly/q2z89
Wykop Skomentuj5

Miałem kiedyś marzenie. Chciałem studiować na Uniwersytecie Jagiellońskim. Należałem do pierwszego pokolenia w rodzinie, które sięgało po wyższe wykształcenie. Dla mnie, chłopaka z przedmieść Łodzi, to było wielkie marzenie o zupełnie innym świecie. Bohema, siedzący w kawiarniach na starówce artyści i mój naówczas ulubiony - Marcin Świetlicki. Jednym słowem: Kraków. 

Za sprawą olbrzymiego samozaparcia, ponad roku najbardziej intensywnych przygotowań w życiu i jednego z najwspanialszych doświadczeń mojego życia - doświadczenia zrobienia wszystkiego co można - dostałem się na Uniwersytet Jagielloński. To było dla mnie coś naprawdę ważnego. 

Euforia? 

Raczej tragedia. Gdy przyszła pozytywna decyzja z uczelni rozpoczął się trwający kilka tygodni okres rozdarcia. Co zrobić? Na jednej szali: studia w wymarzonym uniwersytecie, a na drugiej perspektywa zostawienia nie radzących sobie z chorobą alkoholową rodziców, pijącego taty jego upadającą firmę, usychającą ze smutku mamę, zobowiązania finansowe i świdrujące głowę pytanie: “jaka decyzja będzie najlepsza?” 

Nie pamiętam, żebym z kimś świętował. Nie pamiętam, żebym przebił z kimś piątkę na cześć mojego największego sukcesu. Nie pamiętam, żebyśmy to uczcili kolacją. Nie pamiętam roześmianych, dumnych twarzy rodziców, siostry i jej męża. Nie pamiętam gratulacji, rozmów o tym, jak teraz zmieni się moje życie, ani radości na moc wrażeń, jakie miały mnie czekać. Nie pamiętam przypływu energii, satysfakcji, dumy, mocy we własne siły, która daje siłą napędową do stawiania sobie kolejnych ambitnych celów w życiu. 

Nie pamiętam, bo takich rzeczy nie było. Na dobrą sprawę, nie pamiętam nawet, czy mój ojciec, z którym wówczas mieszkałem w jednym domu, w ogóle wiedział, że zdaję na Uniwersytet Jagielloński i że zdałem pozytywnie egzamin wstępny. Jeśli wiedział, to raczej to przemilczał. Pamiętam za to lęk mojej mamy, choć nie wiem w sumie o co? Czy o to, czy sobie poradzę sam w innym mieście, czy o to, że wyjeżdżam i zostanie sama z ojcem? Pamiętam za to, że wcale się nie cieszyła. Mówiła coś o tym, że nie ma pieniędzy, ale wiedziałem, że dla mnie to nie będzie problem. Miałem już doświadczenia zawodowe, wiedziałem, że pójdę do pracy, zarobię na siebie. Dam sobie radę.  

Nie miałem jednak pewności, czy poradzą sobie beze mnie moi rodzice. Czynnie uczestniczyłem wówczas w ich nieradzeniu sobie ze swoim życiem. Moim zadaniem było pilnowanie ojca, żeby nie zapił w pracy i żeby nie tracił ostatnich zleceń, które ostały mu się po dawnej renomie - zapewniały one gospodarstwu domowemu płynność finansową. 

Nie wiedziałem wówczas nic o tym, czym naprawdę jest choroba alkoholowa, co to jest współuzależnienie, co to znaczy być dorosłym dzieckiem alkoholika. Żyłem w szczelnej izolacji, która wykluczała zasięgnięcie jakiejkolwiek rady. Nie miałem internetu. Nie było nikogo blisko rodziny, kto by to zauważył. 

Miałem tylko ciasno wpojony ryt posłuszeństwa i prostą synowską miłość, jakieś poczucie obowiązku zaopiekowania się wcale nie starymi, i nie niedołężnymi rodzicami. I samotność.

No i chorobę alkoholową z całym jej wstydem, przemocą, ukrywaniem prawdy, tłumionymi emocjami, skomplikowaną siecią wieloletnich uwikłań, głodem uwagi, nieumiejętność komunikacji

Pamiętam, że chodziłem do lasu na długie spacery i rozważałem. Mijały dni, tydzień, drugi, a ja nie miałem decyzji. Nie wiedziałem co zrobić. Cieszyłem się, że się dostałem na studia, a jednocześnie, wcale się nie cieszyłem. W końcu doszło do tego, że rzucałem dwuzłotową monetą, aby ślepy los zadecydował za mnie. Ale nawet te wyniki nie dawały mi przekonania, co do drogi, jaką powinienem obrać. 

Ostatecznie wybrałem pozostanie w domu rodzinnym. Przeważył argument, że nie mogę zostawić rodziców. 

Lecz czy to, że zostałem w domu, spowodowało, że mój ojciec przestał pić? Czy moja decyzja uchroniła moją mamę przed dalszą utratą witalności i siły psychicznej?  

Byłoby pięknie, gdyby to poświęcenie miało sens. Ale odpowiedź brzmi "nie". 

I ta decyzja - moja decyzja - o zostaniu w domu i rezygnacji z marzenia jest najbardziej gorzką z życiowych lekcji o tym, że nie można rezygnować z własnego życia na rzecz życia kogoś, kto jest od czegoś uzależniony, bez względu na to, jak bliska wydaje się nam to relacja. To nie jest normalna sytuacja, gdy dziecko rezygnuje ze swojego marzenia, ze swojego życia, aby ratować pogrążonego w nałogu tatę lub podtrzymywać na duchu współuzależnioną mamę. 

Alkoholizm, czy szerzej uzależnienie, to choroba całej rodziny. Swoim zasięgiem obejmuje nie tylko pijącego, ale także żonę, męża, partnera i dzieci, które są wobec tej sytuacji zupełnie bezbronne - chorują wszyscy. Jest to tego rodzaju choroba, w której rzadko kiedy chory uda się do lekarza zanim jego wyeksploatowani psychicznie, fizycznie i często też finansowo bliscy nie pozwolą mu osiągnąć jego dna. A i to często nie jest wystarczającym bodźcem do zmian. W tym chaosie może upłynąć wiele lat, lub dekad, w czasie których dorośnie nowe pokolenie ludzi skłonnych do najrozmaitszych uzależnień.

Wierzę, że dzieląc się otwarcie własnymi osobistymi historiami w atmosferze wzajemnego szacunku możemy uchronić od cierpienia niezliczone ludzkie istnienia. Naszą odwagą i otwartością możemy przerwać wielopokoleniowe traumy i samemu przy tym zdrowieć w stopniu, w jakim nigdy nie sądziliśmy, że będzie to kiedykolwiek osiągalne. Możemy zapobiegać rozwojowi nienawiści, która jest zaniedbanym cierpieniem. Czyjaś historia, jest inspiracją dla Ciebie. Twoja historia jest inspiracją dla kogoś. Jeśli poradziłeś sobie z jakimś trudnym doświadczeniem, to masz cenne doświadczenie i umiejętność, która może odmienić czyjś los. 


Powyższy koncept nie jest ani prawdą, ani fałszem, nie jest ani dobry, ani zły, natomiast bierze się z mojego doświadczenia i praktyki.

Wpis powstał w ramach projektu "Możesz - skieruj myśli ku najlepszemu".

Zobacz poprzednie odcinki bloga.

Bądź na bieżąco, subskrybuj posty na facebook'u.

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo