Ilona Łepkowska, która w kształtowaniu postaw społecznych moc ma pewnie większą niż dwóch Rydzyków i Kurski razem wzięci, ma oczywiście rację, że pogarda, limuzyny, durni do imentu doradcy, i że trza się za Cesarza zabrać, nim prędzej wezmą go diabli. Ale czy nie wiedzieliśmy tego bez niej?
Otóż zależy kto. Za chwilę kilka milionów nieoczekiwanie wzruszy się polityką. Po każdym skończonym serialu w domach tych polskich słychać będzie: a słyszałaś Danuta, że ta Łepkowska Kaczyńskiemu wszystko w mordę wygarnęła? Niemożliwe, przecież wciąż jest w telewizji. No to już niedługo pobędzie. I tak do następnego odcinka. Poleciała już na pysk? Na razie nie... Tak to ta zaraza będzie żerować na dobrej zmianie.
A więc wojna. Osobiście Łepkowskiej zbawca nie ruszy, za to ustawami w nocy mógłby chcieć wyzamykać wszystkie wrogie media, żeby nie miała gdzie mu bluzgać. Zwielokrotnić ochronę i dorzucić wyłudzonych z Unii na koronawirusa miliardów Kurskiemu. Pokazać kto Tutej rządzi. Wtedy dopiero łapami innych za nią gruntownie się wziąć.
No ale bez tych milionów suwerena Kaczyńskiego przecież nie ma. Nul.
Zatem czy zuchwałość ta, prócz genialnie dogodnego momentu jej wypowiedzenia, ma jednak i pokrycie, i jasny cel?
Może faktycznie więc zdradziecka złodziejka tych milionów suwerena szykuje się do poparcia jakiegoś Hołowni. I kampanię mu z patriotycznego wzniecenia pragnie poprowadzić. I niczym święta patronka, przez żądny seriali i igrzysk pisowski lud kandydata fachową ręką obiecuje przeprowadzić. Gdyby ocknęła się dwa tygodnie wcześniej, już 10 maja sama była by prezydentem. No ale wtedy Cesarz nie był jeszcze na tym swoim cmentarzu...
Szykuje się telenowela, jakiej PiS jeszcze nie widział. Jak amen w pacierzu.
Inne tematy w dziale Polityka