Podejrzewam, że wszystkim Wam za chwilę opadną szczęki, ale takie jest życie. Opadną Wam i nam. Wszystkim. Dlatego usiąść w fotelu a między zęby z trzy gumy do żucia umieścić radzę. Żeby na miękkie opadła.
Otóż pierwszy raz można dostrzec u polityka Kaczyńskiego szlachetność, lub coś co ją przynajmniej przypomina. I dostrzec można ją na kilku płaszczyznach, co sprawia, że nie jest to chyba przypadek. Ponieważ sami jesteśmy wszyscy szlachetni, szlachetnych ludzi niekiedy lubimy, a czasem nawet szanujemy. I nie chodzi tu o założenie sobie przez tego szlachetnego człowieka skrzynki na listy, chociaż czyn to bez wątpienia czysty i niepośledni. Dlatego z tym lubieniem i szacunkiem chwilę się jednak wstrzymajmy.
Szlachetna była wiara Jarosława Kaczyńskiego w rodaków, których tysiące miały nadstawiać karku za powodzenie jego ostatniej politycznej rozgrywki. Listonoszy, pocztowców, członków komisji wyborczych czy nawet tego politycznie prowadzonego pseudo wojska. O wierze w samorządy, które wcześniej w duchu wilhelminizmu kilka lat wychowywał nawet nie wspominajmy, bo zahaczamy już o jakiś nieznany w przyrodzie heroizm.
Szlachetna jest oczywiście jego wiara w powodzenie swoich planów, lecz jeszcze większa musi być wiara w tych planów wykonawców, którym owo zadanie nie do wykonania zleca. Wykonawcy zresztą również zadziwiają ufnością w nieomylność swojego pasterza. Na skraj przepaści idą wręcz przed nim, odgarniając gołymi rękoma raniące stopy ciernie i chwasty. On tylko szerokim czołem wskazuje kierunek. Razem więc idą i emanują tą drużynową szlachetnością. Wszelkie przepaści w wielkim stylu przefruną.
Wiara w swoich - można powiedzieć że jakoś tam uprawniona. Dostali nieograniczone środki, wszystkie możliwe instytucje i pozwolenie na brak jakikolwiek skrupułów. Wiara w suwerena - jeszcze nie bezpodstawna, ale już ryzykowna. Lecz wiara w niewykonalne to już czysta poezja. Polityczna cnota, szlachetność i pełne poświęcenie. To ten znany historii bezimienny geniusz, którego ani czasy ani ludzie mu współcześni nie są w stanie zrozumieć i docenić. Bo jak powiedział Stefan Kisielewski: walka bez wiary w zwycięstwo jest jedyną walką czystą: bez premii i łapówki..
A skoro już o premii mowa, to jakże szlachetnym i wielkim trzeba być, by bez ukłucia w sercu fundować jakiemuś totalnemu zeru prezydenturę średniej wielkości europejskiego państwa.

Inne tematy w dziale Polityka