Wpierw organa zinterpretowały rzucenie w Kaczyńskiego jajkiem jako nieobyczajność. Można za to nawet trafić za kraty, ale w nagrodę przedstawiać pana Kaczyńskiego jako małego mściwego dziadzię. Organa więc, chociaż bez refleksu, okazały się refleksyjne i niedogmatyczne.
Zarzut nieobyczajności miał zarazem i tę wadę, że wyceniał realną rynkową wartość prezesa. Zmieniony wycenia niby bezpieczeństwo każdego Polaka, bo ten lepszy zarzut jest komunikacyjny. Stworzenie zagrożenia w ruchu drogowym.
Przekaz o Kaczyńskiego większym bólu od bólu Kazika dzięki zmianie kwalifikacji ma zostać pod dywanem. Autorytet organów również - pomagają Kaczyńskiemu, szkodzą sobie. Nie pierwszy raz, więc niewiele tutaj tracą. Mogą dopasowywać opiekowanemu nawet bieliznę, gdy jakiś pampers będzie uwierać, a suwerena i tak to nie zdziwi.
Siłą rzeczy konkluzja w tym festiwalu absurdów także jest paradoksalna - wódz jest kochany, chociaż w niebezpieczeństwie.
Gorąco zalecam więc śmigłowiec. Przemieszczanie się pisowca w ruchu lotniczym jest korzystniejsze również dla rzucających we władzę jajkami, czyli ostatecznie dla całej Polski. Raz, że ten przecież już nie młodzieniaszek będzie w stanie odwiedzić dwu, a może nawet i trzykrotnie więcej miejscowości. A dwa, że w ruchu lotniczym nie ma już jajek.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)