81 obserwujących
1052 notki
739k odsłon
  428   0

Czy wiary można człowieka nauczyć?

Pytanie z pozoru proste, na które deklarujący się jako wierzący zazwyczaj odpowiada, że nie. Osobiście nie znam wierzącego, który szczerze by przyznał, że wierzyć się nauczył, że jego potrzebę transcendencji wiara religijna tylko zagospodarowała. Pomimo tego, że niektórzy z nich potrafią jednak przyznać, że rodząc się w innej kulturze wyznawaliby by przecież zupełnie innego boga, wierzyli w inne legendy wynoszące owego boga na piedestał. Czyli przyznają, że abstraktów i artefaktów zostali nauczeni.

Sprawia to wrażenie, jak gdyby wiedza o samych początkach własnej wiary wierzącego paraliżowała. Ta samo zresztą, jak uczących swoje dzieci wiary rodziców. Moi rodzice, pytani dlaczego mnie uczą swojej wiary nieodmiennie odpowiadali, że robią to, ponieważ ich też rodzice wierzyć w boga uczyli.

Coraz wyraźniej dzisiaj widzę, że moja matka była jednak w tym w pewien sposób uczciwa - na moje niejednokrotne pytanie, czy dlatego ja mam wierzyć bo ona wierzy, mocno poirytowana odpowiadała, że to moja sprawa, tak jak jej sprawą jest, że ona wierzy, na tym więc synu poprzestańmy. To chyba również i z bezradności zrezygnowała z egzekwowania uczęszczania przeze mnie na religię, gdy w końcu się zbuntowałem i przestałem odwiedzać obficie perfumowaną eklezjalnymi feromonami salkę katechetyczną. Dała mi ostatecznie spokój.

Nie rezygnując oczywiście z wplatania uroczystej modlitwy w Wigilię. Co po jakimś czasie przerodziło się w Wigilie, podczas których ja i brat z szacunku wstawaliśmy z krzeseł gdy rodzice klękali. Nie było to dla mnie łatwe, aczkolwiek z czasem przerodziło się, że tak powiem w tradycję i było jakby ciut łatwiej. Kilkadziesiąt lat ten moment rodzinnej Wigilii był naładowany taką dawką wewnętrznych skrajnych emocji, że naprawdę ciężko to opisać. Współczułem i wstydziłem się, a jednocześnie wiedziałem, że muszę szanować i swoje uczucia, wiedząc zarazem, że rozczarowuję i być może ranię rodziców.

Niewątpliwie nie potrafili ze mną rozmawiać o swojej religii. Gdy się zorientowali, że nie dam się jej nauczyć, rozmawiać o niej po prostu stracili ochotę. Nie potrafili nauczyć mnie swojej wiary. Lecz czy mieli jakiekolwiek szanse? Ja odpowiedź znam, państwo swoją też.

Aczkolwiek mnie pozostało wciąż pytanie, dlaczego sam akt nauczania wiary był tak wstydliwy nie tylko dla moich rodziców, ale i dla każdego kogo próbowałem o to pytać. Nawet gdy w dobrej wierze unikałem ocennie nacechowanego słowa indoktrynacja. 



...Jeżeli Boga nie ma,

To nie wszystko człowiekowi wolno.

Jest stróżem brata swego

i nie wolno mu brata swego zasmucać,

opowiadając, że Boga nie ma...

Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale