Waluś to polskie nazwisko z krwi i kości. Tak swojskie jak Kowalski - zupełnie nieważne, jak miałby na imię i czy w ogóle byłby prawdziwy. Zwyczajny januszowaty sąsiad. Istotne jest przecież jego prawdziwe przesłanie: paradoksalnie ponadnarodowe, choć jakimś dziwnym trafem nie ponadrasowe. Kocha za to swoją małą ojczyznę. Tak bardzo, że gotów był oddać za nią życie. A przynajmniej cudze.
Nieistotne są więc personalia. Liczy się przecież nie człowiek, lecz idea. Godność. To tak pożądane Dobre Imię.
Niestety, dobrego imienia nie dziedziczy się jak nazwiska. Nie kupi się go w sklepie pana Maćka. Nie znajdzie się go też w kopercie komunijnej, choć niejeden chętnie przyjąłby je w prezencie.
Każdy z nas musi na swoje imię zapracować. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza przy wyborze czynów, które mają procentować dobrym imieniem. Tak jak trzeba to później docenić i odpowiednio uhonorować.
Była swego czasu podobna inicjatywa, ale czegoś jej jednak brakowało. Nie chodzi tu o brak strony w Wikipedii w języku polskim, bo przecież translator jest dziś w każdej wyszukiwarce. A może po prostu nie wszystko nadawało się do tej opowieści.
Fundamentalny więc błąd, jakiego ta inicjatywa się dopuściła, to niedoprecyzowanie czyjego dobrego imienia chce bronić. Może zrobili to celowo, ich sprawa. Każdy na swoje imię sam pracuje, więc nie oceniajmy nikogo. Postarajmy się to naprawić.
Jest to dziecinnie łatwe. Wystarczy dopisać: czyjego dobrego imienia chcemy bronić. I gotowe.
Symboliczne Walusiowo oddaje należny hołd zarówno swojej ziemi, jak i tym, którzy tak ofiarnie jej służą.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)