...kto publicznie znieważa grupę ludności lub jakąś osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z tych powodów narusza jej nietykalność, podlega karze więzienia do trzech lat...
Autobusowego incydentu z udziałem „banderowskich prowokatorów” Prawdziwy Polak zlekceważyć nie może. A tym bardziej zlekceważyć ukrytych wspólników owych dywersantek, którym udało się w końcu sprowokować… No właśnie, kogo?
Niestabilnego emocjonalnie chama? Jakoby opluwanego obywatelsko aktywnego Polaka? Czy po prostu wiecznie wkurwionego pospolitego ksenofoba? Jakich zresztą zarówno w Polsce, jak i na całym świecie są nieprzebrane rzesze. Podsumować profil już wyrzuconego z bielskiego MZK kierowcy spróbujmy później. Wpierw można zrobić rzecz łatwiejszą - zdemaskować owych wspólników prowokatorek. Pomoże w tym ochotnik pierwszego szeregu i - skądinąd - specjalista od finansów WOŚP.
Piotra Wielguckiego, którego treść wykrzykiwanych przez jego rodaka słów kompletnie nie poruszyła, wyłącznie to oburza, iż owym według niego skrajnie marginalnym incydentem ktoś się przejmuje. Nie podoba mu się zwłaszcza to, że próbuje się takie zachowania osadzić w szerszym kontekście. Najbardziej bulwersuje tego specjalistę jednak samo szukanie źródeł.
Jednocześnie Wielgucki wylicza „plusy ujemne” antyukraińskiej agresji pana szofera. „Ukraińskie dziewczynki nie zostały pobite”. „Nie zostały zgwałcone”. „Nie zostały okradzione”. Najwyraźniej właśnie to ma świadczyć o umiarkowaniu sprawcy. Wszak pan kierowca nie krył swojego żalu wobec dzieci: „gówniary wyrosły na naszych piniondzach”.
Dokładnie ten sam żal można odnaleźć na banerach narodowców, dumnie kroczących w swoich niekiedy i ćwierć milionowych marszach. Klasykiem jest tu ikoniczne: „Polska dla Polaków”. I dokładnie ten sens pan szofer wraz z epitetami wyakcentował ukraińskim dziewczynkom.
I przez małą chwilę nikt mu w Polsce nie klaszcze, nikt się do niego nie przyznaje.
Tymczasem wykluczeniowych i dehumanizujących postaw w Polsce aż nadto. „Najgorszy sort Polaków”, „mordy zdradzieckie”, „agentura”, „układ”, „media głównego nurtu”, „łżeelity”, „wykształciuchy”, „pasożyty i pierwotniaki”, „resortowe dzieci”, „III RP” jako system wymagający rozliczenia”, „Ukro - Polin” i multum podobnych.
Narodowy gniew, wycelowany w przeciwników politycznych, migrantów, Unię Europejską czy Ukrainę, już dawno stał się dla polskiej prawicy polityczną walutą. Dziś już „krew na rękach” poza samą prawicą praktycznie mają wszyscy. Zagrożeniem jest cały demokratyczny świat.
Krew na rękach ma już też cały bielski MZK, który na owego polskiego patriotę podniósł rękę. Telefony z pogróżkami i epitetami nie urywają się, skrzynki mailowe puchną. Skala gniewu ludu weryfikuje incydentalność postawy kierowcy.
"Dość tego plucia!" - już dzień po incydencie w Bielsku grzmi w internecie ludowy trybun Wielgucki. „To jest kreowane celowo przez szkołę Michnika”, wielokrotnie konkluduje - a poseł Matecki gdzie indziej „domyśla się”, że dziewczynki wpierw pewnie wyzywały i pluły obywatelskiego Polaka. Politycy Konfederacji kierowcę już otwarcie bronią. To wszystko jeden wielki przypadek.
Pójdę wyjątkowo daleko hejterowi Wielguckiemu na rękę i w jednym z nim się tylko zgodzę. Faszyzm polskiego kierowcy z MZK był faktycznie nad wyraz powściągliwy. Nie dał w mordę, nie zgwałcił, nie obrabował. Zwyzywał tylko od ukraińskich kurew, lekko poszarpał i kazał wypierdalać z Polski.
Warto na koniec zauważyć, że z Wielguckim zgadzamy się przynajmniej w jednym: nie o kierowcę tu chodzi.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)