Prawa strona - która na Salon24 wręcz dominuje - po rozłamie PiS ma problem. Ani o intelektualną dietę swoich podopiecznych specjalnie nie ma kto zadbać, ani sami opiekunowie nie wydają się szczególnie troskliwi. Owszem, dostarczają pożywienia. Tyle że zamiast karmić rozum, raczej tuczą poczuciem własnej wyjątkowości. Zamiast zachęcać do myślenia, utwierdzają w przekonaniu, że myśleć już nie trzeba - wystarczy wiedzieć, po której stronie stoi prawda.
I ja to rozumiem. Ba, nawet współczuję. Zwłaszcza tego, że formacja ta odmawia sobie tak wielu rzeczy. Jeśli media, to Rydzyk albo Republika - bo przecież to intelektualiści. Filmu na Netfliksie też sobie nie trzeba oglądać. „Gazety Wyborczej” nie czytać, TVN-u nie oglądać, większości artystów nie znać. A polskiej noblistki nawet nie czytać. Mało tego - można się tym jeszcze głośno chwalić.
I właśnie to mnie zastanawia najbardziej: owo samozadowolenie intelektualne przy tak szczelnie zamkniętym obiegu informacji. Można oczywiście żywić się wyłącznie tym, co podaje własna kuchnia. Trudniej jednak potem przekonywać innych, że jest się smakoszem.
Porównałem dziś jednego takiego do Jana Pawła z netfliksowego „1670”. I chyba nie bez powodu. Jan Paweł jest przecież zabawny nie dlatego, że jest wybitny, lecz dlatego, że za wybitnego się uważa. „1670” kpi z narodowego zadęcia, z przekonania o własnej wyjątkowości, a przy okazji z prostackich manier, które w żaden sposób nie przeszkadzają bohaterowi uważać się za człowieka szczególnego.
I może właśnie na tej granicy przebiega dziś jeden z ważniejszych polskich podziałów: po jednej stronie są ci, którzy odgrywają mieszkańców Adamczychy, po drugiej zaś ci, którzy patrzą na to przedstawienie - i widzą, że to przedstawienie.
Nic więc chyba dziwnego, że inteligentnych ludzi po adamczychowej stronie bolą oklaski, jakie od czasu do czasu dostają od tych, którzy patrzą na ich przedstawienie. Niespecjalnie wybitnych, za to szczerze zaniepokojonych.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)