Piszę to tym razem bez żadnej złośliwości. Zondacrypto spadła Polsce wręcz z nieba. Polityczne bagno, przez lata wyhodowane przez polską pseudo-prawicę, Zondagate właśnie wietrzy. I może wreszcie zobaczymy, kto w tym bagnie naprawdę pływa.
Kilka nazwisk już wypłynęło. Same związane z PiS, czyli, jak to się mówi, przedsięwzięcie specjalnego ryzyka. Zaskoczenia niby nie ma, za to intrygują odwaga i rozmach graczy. Tomasz Sakiewicz zawsze grał grubo. Ale żeby łączyć go z człowiekiem oskarżonym o kierowanie gangiem, przez którego rachunki miało przepłynąć 1,5 miliarda złotych? Tego akurat bym się nie spodziewał.
A dzięki Zondagate muszę się z tym wszystkim zmierzyć, nie gubiąc przy tym waloru edukacyjnego, a może po prostu higienicznego tej afery. Piesiewicz, Sakiewicz, Kral, czy ten fedrujący z żoną sekretarz Kaczyńskiego - całkiem zacny zestaw. Zwłaszcza w zestawieniu z „Mańkiem”, oskarżonym przez prokuraturę o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą.
Mniejsza jednak o to. PiS i jego środowisko już dawno przekroczyły wiele granic. W tym, jak pokazują kolejne sprawy, także te związane z prawem karnym. Coś w końcu musiało wyjść na jaw i prawdopodobnie nie będzie to ostatnia afera związana z tym środowiskiem.
I tu ponownie pojawia się pytanie o standardy, wartości i metody tego środowiska.
Zondacrypto bezlitośnie zdziera te maski ukryte pod słowami, pojęciami, symbolami.
Republika...
Czym jest samo pojęcie republiki, doskonale wiemy. Kim jest właściciel, prezes, główny udziałowiec i redaktor naczelny TV Republika w jednym, większość tych, którzy chcą wiedzieć, również doskonale wie. Dla tych, którzy udają, że nie wiedzą, pozostaje nadzieja na zbudowanie takiego imperium medialnego, które pozwalałoby prawicy rozdawać w państwie karty. Nie żadna czwarta władza, tylko imperator, przy którym politycy staliby na baczność.
Red. Sakiewicz ewidentnie nie lubi demokracji. Dlaczego miałby więc wyznawać zasady republikańskie? Naprawdę nie wiadomo. Jego kilkudziesięcioletnie zarządzanie biznesem, stosunek do etyki dziennikarskiej i do podwładnych, czy wreszcie deklarowane przez niego zasady etyczne, absolutnie na to nie wskazują.
Nie jest więc chyba żadnym zaskoczeniem, że gdy przyszło rozwijać biznes, pojawił się w Monako - miejscu, w którym przebywa obecnie człowiek określany przez media mianem „Mańka”.
Zondagate spadła nam z nieba, bo gdyby nie ona, nawet byśmy nie wiedzieli, jak i kim kręci pan „Maniek”. Tym samym kręcąc również Polską.
Bo przecież o pieniądze chodzi tu tylko pozornie. Pieniądze są paliwem. Prawdziwą stawką są wpływy.
I właśnie dlatego ta historia jest tak pouczająca. Pokazuje bowiem, jak łatwo w Polsce pomylić prawicę z jej dekoracją, patriotyzm z interesem, a wartości z narzędziem do robienia interesów.
„Republika” jest tu słowem szczególnie ironicznym. Republika zakłada przecież obywatela, odpowiedzialność, równość wobec prawa i przekonanie, że żadna jednostka ani żadna grupa nie stoi ponad wspólnotą. Tymczasem w modelu, który przez lata budowano po prawej stronie polskiej polityki, coraz mniej jest republiki, a coraz więcej dworu.
Jest wódz. Są dworzanie. Są media. Są pieniądze. Są interesy. Są politycy, którzy potrzebują mediów, i media, które potrzebują polityków. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim pojawiają się ludzie, których nazwiska normalnie powinny znajdować się w zupełnie innych częściach tej opowieści.
I nagle okazuje się, że ten cały świat wielkich słów - Polska, patriotyzm, suwerenność, wartości, tradycja - ma również bardzo przyziemną stronę. Konta bankowe, udziały, spółki, inwestorów, spotkania w hotelach i wyjazdy do Monako.
Może więc problem nie polega na tym, że ktoś zdradził ideały. Może problem polega na tym, że zbyt długo udawaliśmy, że te ideały w ogóle są dla nich ważne.
Zondagate nie jest przez to tylko historią o kryptowalutach. Jest historią o systemie naczyń połączonych, w którym polityka, biznes, media i pieniądze zaczynają tworzyć jeden organizm. I dopiero kiedy coś w tym organizmie pęka, widzimy jego krwiobieg.
Dlatego ta afera jest nam potrzebna. Nie po to, żeby urządzać kolejne polityczne polowanie. Po to, żeby wreszcie zobaczyć, jak naprawdę wygląda ta „republika” ludzi, którzy tak chętnie odmieniali słowo „Polska” przez wszystkie przypadki.
Zondacrypto spadła nam z nieba. Nie dlatego, że przyniosła nam pieniądze. Dlatego, że przyniosła nam światło.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)