Pan Igor Janke opublikował notkę ”Sprawy samopodpalenia nie można zostawić”. No to nie zostawiam.
Napisałem wprawdzie już o jednym takim co nie zostawił i wyszedł na tym nie najlepiej, ale raz, że nie jestem Igorem Janke i nie jestem w stanie dotrzeć do czytelników w zakresie w jakim dociera szef Salonu24 – a dwa, że dla tych, którzy jednak przeczytali mogła być mało przekonująca. Lub co się często zdarza – zwyczajnie mogłem nie mieć racji.
Rację mogła mieć na przykład pewna blogerka, która w jednym dniu optowała za tym by PiS wykorzystał prywatny dramat człowieka – a za godzinę wyprodukowała posta, w którym wyrażała głębokie oburzenie, że dramat wykorzystuje Tusk, chociaż premier jedynie odwiedził nieszczęśnika w szpitalu…
,Niezostawianie’ sprawy samopodpalenia toczy się więc pełną parą, aczkolwiek dostrzegalna czkawka przy poniektórych próbach ‘niezostawiania’ może świadczyć, że są pewne kłopoty. Akurat w przypadku wspomnianej blogerki kłopoty te wydają się być natury raczej moralnej, nie że blogerka jest niemoralna – oczywiście jest; to Tusk jest niemoralny że odwiedził człowieka. Komentatorka słusznie sprawy nie zostawiła. Odwiedzać powinni inni. Kto? Wiemy kto. Nieszczęśnikowi trzeba natychmiast pomóc – również poprzez odpędzenie od niego Złego. „Ten człowiek zrobił to DLA NAS” – nie wiem o kim pisze z kolei inna blogerka, a rozwiązywać podobnych zagadek nie zamierzam.
Zanim szef Salonu24 opublikował swój apel, ciśnienie „zmowy milczenia” wręcz odpychało niektórych użytkowników portalu od ogólnopolskich gazet. Napięcie wskazywało, że dojdzie do podobnego exodusu z Salonu24 – na ile post był gaszeniem pożaru w związku z niepodejmowaniem tematu? Nie wiem. Zupełnie mnie to też nie interesuje, każdy idzie swoją drogą.
O co więc mi chodzi? Czy o to, że samopodpalacz ma swoją przeszłość, swoje problemy, które – o co jestem dziwnie spokojny – można wykorzystać przeciwko całej klasie politycznej bez wyjątku, a w związku z tym tracą z tego powodu atrakcyjność?
To też nie najważniejsze – przykład blogerki zazdrosnej o wizytę premiera w szpitalu jest w jakimś stopniu atrakcyjny i dla mnie i pewnie byłby atrakcyjny dla niektórych mediów…
Niezajmowanie się zaś mediów samą sprawą samopodpalenia, a histeryczne zajmowanie się ‘niezajmowaniem’, śmierdzi mi już zajmowaniem się samym sobą. Nikt nawet nie udaje, że interesuje go ile jest codziennie w Polsce prób samobójczych – nikt nie wnika też ile udanych. Głównym celem stała się próba nieudana.
Pierwsza analogia jaka mi się wobec tego pospolitego ruszenia nasuwa to podobieństwo wzajemnie zagrzewających się do boju o ‘zajmowanie się’, i samego samopodpalacza. W dość podobny sposób usiłują zwrócić na siebie uwagę. Człowieka zawsze próbowałbym ugasić – ich nie zamierzam.
Chcą coś jeszcze Media usłyszeć? Nie ma sprawy. Powodzenia – niepotrzebnie się pytacie samych siebie czy powinniście się zajmować. Paluszki swędzą to ulżyjcie sobie. ‘Zajmijcie się’… Rozpuszczalnik już macie...


Komentarze
Pokaż komentarze (8)