nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
559
BLOG

NIE UWAŻAŁEM INTERWENCJI ROSYJSKIEJ ZA WYJĄTKOWY DRAMAT

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Polityka Obserwuj notkę 19

Krótko nie będzie, ale ponieważ ani Jan Paweł II ani Ryszard Kukliński nie przekonują niektórych, że decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego była spowodowana możliwością wkroczenia wojsk radzieckich i była mniejszym złem – w przypadku papieża decyzją bezwzględnie dobrą – zasadne będzie stopniowe przypominanie poglądów następnych bohaterów tamtych czasów, a ich słów przecież pominąć nie wypada. Zacznijmy od krótkiego wprowadzenia-zagadki. Kto to powiedział:

 "Nieporęczna od początku była Solidarność. Ty możesz mi wierzyć lub nie, ale już w 1981 roku dobrze o tym wiedziałem. Zażartowałem wtedy, że gdybym nawet nie był pełnomocnikiem Moskwy, a musiał tutaj rządzić, to bym z Solidarnością jakoś się rozprawił, bo razem z nią rządzić by się nie dało. Ponieważ ten monstrualny ruch ze względu na swój charakter i konstrukcję, także organizacyjną, do demokracji się nie nadawał. Przede wszystkim z dwóch powodów. Oparty był na strukturze przedsiębiorstwa, a wyrażał w istocie ambicje polityczne, co jest klasyczną cechą komunizmu, oraz był z samego założenia, w swoich intencjach ruchem wszechogarniającym, czyli źle tolerującym jakikolwiek pluralizm... Zapewniam Cię, gdyby w 1989 roku Solidarność miała siłę z 1981, to w ogóle żadnego normalnego mechanizmu demokratycznego w Polsce by się nie zbudowało".

 

 

Zostawmy zagadkę. A teraz już inna osoba opozycji, której ówczesne myślenie daje pogląd na trudną sytuację władzy.  Zbigniew Bujak, gdy przed sejmową Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej, zeznaje jako świadek - według rygorów art. 247 KK - (zaprotokółowane):

6 kwietnia 1995 roku:"Wspomniał Pan, iż Komisja zajmuje się badaniem, czy w owym czasie istniało zagrożenie dla konstytucyjnego porządku Rzeczypospolitej. Jeżeli tamten porządek chce Pan zwać porządkiem konstytucyjnym, to ja sobie rezerwuję prawo do obalenia tego porządku siłą... Z tego punktu widzenia każde, nawet najbardziej radykalne działanie na rzecz obalenia tamtego porządku, który Pan nazwał porządkiem konstytucyjnym, jest dla mnie uprawnione".

25 kwietnia 1995 roku:Pytanie mec. Kazimierza Łojewskiego: "W czasie swych zeznań powiedział pan, że ówczesne starcia przypominały ruletkę. Czy pańskim zdaniem, jakakolwiek organizacja ma prawo podejmować działania w stylu ruletki, jeśli w grę wchodzi byt narodu i byt społeczeństwa? Czy ma prawo, zwłaszcza w takiej sytuacji, gdy nie można było wykluczyć interwencji zewnętrznej?"

Odpowiedź świadka, posła Zbigniewa Bujaka: "Staraliśmy się wybrać drogę optymalną, lecz przynajmniej moja kalkulacja była następująca. Nawet gdyby nastąpiła interwencja sowiecka, to oczywiście byłaby ona złem. Lecz czy oznaczałoby to koniec państwa, koniec narodu? Nie takie rzeczy narody przeżyły. Czasami może się to zdarzyć, że całkiem nieźle wychodzi się z tego typu sytuacji, jeśli wspólnymi siłami umie się ją wygrać. Akurat nie uważałem tego za jakiś wyjątkowy dramat".

Pytanie mec. Kazimierza Łojewskiego: "Nie otrzymałem odpowiedzi na pytanie, czy tego rodzaju ryzyko można było podejmować w świetle doświadczeń historycznych?"

Odpowiedź świadka, posła Zbigniewa Bujaka: ",...ewentualną interwencję zewnętrzną nie uważałem za koniec państwa i narodu. Jeśli pan pyta o doświadczenia historyczne, to ja pytam, czy po 1956 roku zniknął naród węgierski i państwo węgierskie? Nie, nie zniknęło. Czy po 1968 roku zniknęła Czechosłowacja? Wprawdzie ona teraz zniknęła, ale z zupełnie innych powodów".

Pytanie mec. Kazimierza Łojewskiego: "Uznaliście, panowie, że istnieje scenariusz - groźba interwencji sowieckiej... Czy przyznawaliście władzy prawo do zajęcia określonego stanowiska, czy też uważaliście, że Polska jest już dzikim polem, po którym można dowolnie jeździć?"

Odpowiedź świadka, posła Zbigniewa Bujaka: "Zdając sobie sprawę z istnienia takiego scenariusza w różny sposób można myśleć o tym, jak wobec takiej możliwości się zachować. Analizując sytuacje bardzo chłodno i spokojnie można uznać, że choć jest to scenariusz zły, to nie jest to wcale scenariusz przynoszący nieodwracalny dramat dla narodu. Moje przekonanie było takie, że gdyby nawet w wyniku kontynuowania politycznych zmian w państwie ostatecznie do takiego scenariusza doszło, to nie jest to żaden totalny i ostateczny dramat dla państwa i narodu. Jeżeli miałoby się okazać, że w warunkach realizowania scenariusza interwencji całe społeczeństwo, cały naród może wykazać się solidarnością, jednością stanowiska itd., to strategicznie - biorąc pod uwagę następne dziesięciolecia, przez które ten naród będzie istniał - być może mogłoby się to skończyć dobrze. Wiemy, że w polityce tak się zdarza, że to co ma być wielkim dobrem, obraca się w przeciwieństwo. To co wydaje się wielkim dramatem, może przekształcić się w coś, co po stuleciach mieć będzie bardzo pozytywny efekt...".

Pytanie posła Mariana Żenkiewicza: "Przyznał Pan sobie i formacji, którą pan reprezentował, prawo do podejmowania decyzji, w wyniku których - jak pan powiedział - naród mógł ponieść duże ofiary. Uznał pan jako rację nadrzędną osiągnięcie celu, jakim była zmiana systemu - nawet kosztem dużych ofiar. Czy na tej samej zasadzie przyznaje pan prawo innym siłom politycznym do przeciwdziałania ponoszeniu ofiar i przyjęcia innego punktu widzenia, że ewentualne ofiary mogłyby być zbyt duże i władza nie ma moralnego prawa do powstania takich ofiar?

Odpowiedź świadka, posła Zbigniewa Bujaka: "Na szczęście to, czy coś jest tragedią narodową, czy tylko lokalnym wypadkiem, nie zależy tylko od opinii jednej osoby. Decydują o tym inne zjawiska. Jeśli ktoś chce się w to wgłębiać, to proponuję zaangażować socjologów i psychologów do analizowania tej sytuacji (...) Uważałem, że mamy prawo przedstawić pewne koncepcje, propozycje, oferty działania i postępowania, jedne mniej, drugie bardziej ryzykowne. Godzę się z tym, że ci, którzy sprawują rzeczywistą władzę, ponoszą odpowiedzialność za podejmowane decyzje. Mówiłem już wcześniej o tym, że w owym czasie nie chciałbym być na stanowisku gen. Jaruzelskiego. Zdawałem sobie sprawę, że jest to pozycja niesłychanie trudna...".

 

http://www.wojciech-jaruzelski.pl/show_akt.php?typ=2&id=3

 

Czy podobne świadectwa są analizowane gdy toczą się rozmowy o najnowszej historii Polski i czy są uwzględniane w jej zrozumieniu? Oczywiście. Tylko dlaczego jakimś przedziwnym zrządzeniem losu nie docierają do nich prawicowi historycy, publicyści czy politycy. I czy na pewno przedziwnym? Czy można wobec tego w ogóle powiedzieć, że wszyscy ci wymienieni zajmują się historią?

Ciężko z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że zajmują się historią - natomiast zupełnie nieciężko przychodzi mi napisać, że zajmują się jej fałszowaniem. Może właśnie dlatego, że w swoim czasie część z nich bez żadnych oporów poświęciłaby życie swoich rodaków. Polaków. Jedni chcieli Polaków ochronić - drudzy poświęcić...

Bądzmy jednak sprawiedliwi. Zbigniew Bujak nie uważa siebie za jedynego sprawiedliwego, nie kreuje się na Mesjasza. A co robi teraz Pan z zagadki? Pan z zagadki nie tylko nadal tak myśli ale i praktykuje.

Zagadka pozostaje.

 

 

Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka