nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
786
BLOG

UPRZEJMA PROŚBA DO STARSZEGO PANA O ODPIERWIASTKOWANIE SIĘ

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Polityka Obserwuj notkę 18

Starszy Pan wpierw – nazwijmy ją społeczną – paranoję uruchomił. Sam, początkowo jeszcze bez wsparcia nauki, uruchomił ją u siebie. Improwizując stworzył kilka roboczych teorii. Teorii wzajemnie wykluczających się, ale przez to też gwarantujących mu ciągłe gubienie tropu. Starannie dopieścił pierwsze teorie, ubierając je w ‘pytania’, co z kolei gwarantowało bezkarność. Roboty w sumie niedużo, a efekty wymierne – wiadomo, gdy chodzi o krew na czyichś rękach, trochę zamieszania zawsze będzie. A jak jest odpowiednio dużo zamieszania, to i prawda się może przez przypadek w nim znaleźć. Nieprawda?

Bezimienni, zaktywizowani przez starszego pana społecznicy nie próżnowali. Zespalali wątki, analizowali odgłosy setek broni palnych, od kałachów, przez lancę ognistą do ‘dziwnych, teleskopowych wyrzutni leśnych rakiet przeciwlotniczych’, by wybrać tą najbardziej pasującą do filmiku, na którym wyraźnie słychać jak mordowano elitę. Ustalali przez pocztę wewnętrzną kierunki, wymieniali wiedzą na które pytania nie można w żadnym razie odpowiadać. Zestaw szczególnie niebezpiecznych, każdy szanujący się śledczy smoleński miał wykuty na blachę. Ludziska się zżywali ze swoimi teoriami zamachowymi, żyli nimi, i dla nich.

Minęły prawie dwa tuziny miesięcznic, przepracowano tysiące anonimowych roboczogodzin. Oddane Sprawie nieprzespane noce, dziesiątki nie mniej ciekawych od pierwotnych teorii. W tym i te budzące nadzieję, trafne i zasadne, że elitę uprowadzono... Pozyskano dla Sprawy NASA i jej profesorów, Polonię, polonijnych administratorów sieci i Polonii fundusze. W końcu sam prezydent USA poświęcił kilka sekund uwagi tablicy pamięci poległych.  

Starszy Pan w każdym z bezimiennych bohaterów miał wsparcie, sam też nigdy żadnej zamachowej idei nie zlekceważył. Urodził, to kochał bezkrytycznie, a sam mógł liczyć, że wieku żaden z podopiecznych mu nie wypomni, jak i piersią zasłoni przed ludzką małostkowością za zbieranie do koszyka. Nieusprawiedliwioną nieobecność w pracy (ten dzień) w ciemno każdy z wychowanków ręczył swoim nickiem. Wydawało się, że społecznej paranoi nie zaszkodzą nawet udający istoty myślące, podstawieni, choć do dziś trudno ustalić dla kogo pracujący agenci (między innymi G...i i F...M).

Aż przyszedł dzień, że historia zatoczyła koło.

Rewolucja zapragnęła zeżreć swoje dziecka, a dziecka własnego ojca. Podopieczni wypowiadają posłuszeństwo, sterany Starszy Pan doczekuje się aktu buntu. Buntownicy zarzucają niedołęstwo. Paranoja społeczna ma dość starego wariata. Podobnie jak w sprawie, w której rewolucja została wzniecona, po prostu wzięło i walnęło...

I się urwało. Jak poetycko w wolnych chwilach pisał Starszy Pan:

”skierowano nasz wysiłek na bezdroża, gdzie można spotkać tylko duchy i swobodne wytwory wyobraźni...
...Staliśmy się sektą, a opinia publiczna pogrążyła się w apatii i beznadziei.”

 

Od redakcji: powyższą notką kończymy powyższy temat.

 

* Starszy Pan

Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (18)

Inne tematy w dziale Polityka