„...pogrzeb katolicki dostają w Polsce nawet ludzie, którzy byli mocno z Bogiem na bakier.”
„Jeżeli Boga nie ma,
to nie wszystko człowiekowi wolno.
Jest stróżem brata swego
i nie wolno mu brata swego zasmucać
opowiadając, że Boga nie ma.”
Gdy redaktor Faktu potraktował Ateistkę – za przeproszeniem – jakimś ‘anonimowym chrześcijaństwem’, czyli ogólnie mówiąc czarodziejstwem teologicznym, uprawianym czasami przez co cwańszych katolickich ‘demiurgów’, stawiających jednym prztyczkiem niewierzącego w gronie religijnych, nie powiem, ruszyło mnie. Zrobił to niby przyzwalając łaskawie na pogrzeb bez katabasa, ale ukryć swojej manifestacji politycznej, że jest to na bakier z Bogiem nie zdołał.
Przypomina to słynne statystyki KK, gdzie każda złapana w sieć sztuka może co prawda wywinąć się na apostazję, ale statystyk Instytucji i tak nie popsuje – bo nie. Zawleczony za niemowlaka na pokropek – sztuka zapisana, nie podlegająca wykreśleniu. Niezmienne od Chrztu Polski 90% katolików, dla Dostojnej Firmy jest tym, co dla kredytobiorcy stałe zatrudnienie i poselska pensja. Nie bycie na bakier z Bogiem, jest więc wymierne finansowo dla KK, a udzielający dotacji zwyczajnie oszukiwani.
Czyli ruszyło mnie, ale skoro ktoś ma w tym jakiś wymierny cel, to moje poruszenie będzie mało istotne, argumenty za nie uszczęśliwianiem ludzi na siłę i tak nie będą miały znaczenia. Po co ma gadać dziad do obrazu.
Ja bym Redaktorowi o wycofaniu katolickich łap z duchowości obcych sobie osób, on mi swoim niezachwyceniem, żem kundelkowaty, gdy nazwiska Wojtyła nie opatrzę przynależnym określnikiem. Dla kogo Karol, Lolek, lub młodzieżowym skrótowcem JPII, dla tego Lolek – dla kundelków ma być papież. Ja bym mu, że mocno niestosowne jest porównywanie tworzącego na poziomie ‘przy okazji’ Andrzeja Jawienia z Szymborską, ten się posunie do próby zestawiania określnika ‘papież’ z – traf chciał – noblistką jako człowiekiem, warzeszaną szalą człowieczeństwo oceniając jak sędzia w ringu bokserskim. Punkty przyznając za kolor spodenek. Swojemu.
No to ochłonąłem i nie reagowałem na jawną prowokację. Zastanowiłem się tylko nad efektami wpisywania się w pragnienia rozwrzeszczanej tłuszczy. Że nienażarta jest zła i trzeba ją karmić, bo i ona karmi. I że źle ukierunkowane zło ani nie wykarmi, ani nie będzie miało, rozproszone, odpowiedniego impetu i kierunku. Trza podgrzać kocioł, a rurę podstawić sąsiadowi pod okno. Nie będę dorzucał do ognia tylko dlatego, bo jakiś Pimpko warzy sobie zupcię, i zarazem na zupcię.
Nie ochłonęli za to inni. Postawili się. Podgrzany wcześniej kocioł zaczął dymić naprawdę pięknie. Tłuszcza grzebalnicza ruszyła na stawiających się. Pan Warzecha (bynajmniej nie jedyny) bowiem, w swoim niepotrzebnie przydługim manifeście ideologicznego pożądania cudzych zwłok, dobrze ją naoliwił. Gdy będziecie patrzeć na oberautorytety, doceńcie ich rolę również w robieniu z ludzi idiotów. Oberautorytet, to ktoś, kto za waszymi plecami z was się śmieje, włażąc wam przy tym ideologicznie nawet do grobu.
I właśnie to notka chciała podkreślić, rolę hienizmu dziennikarskiego. Bo bardziej mnie od grania ideologicznego zwłokami przez totalkonserwę, ruszają owoce tej zabawy politycznej.
Pod blogiem Rybitzkiego - dobry tekst - sprawa nabrała już właściwego biegu. Odpowiednio nakręcona konserwatywna kamaryla jęła udowadniać potrzebę pochówku z księdzem. Polecam. Zabawa jest przednia.
Nie zawadzi przy czytaniu włączyć sobie stosowny podkład. Pani Wisława pewnie nie miałaby nic przeciwko, bym w jej imieniu zadedykował wszystkim rodzimym grabarzom na przykład to:


Komentarze
Pokaż komentarze (44)