Właśnie się dowiedziałem, że premier Donald Tusk znalazł skuteczną metodę by pozbawić KK autorytetu i skłócić go ze społeczeństwem. Jak to zrobił? Wystarczyło mu nieco pogrzebać w ubożuchnych kościelnych sakiewkach. A ściślej, nieco ostrożniej obchodzić się z majątkiem narodowym i budżetem państwa. Majątek państwa i podatki płacone przez społeczeństwo to temat dla KK bardzo drażliwy i bolesny. A im bardziej nieugodowy donator – czyli państwo – w tej kwestii, tym oczywiście boleśniejszy.
Kryzys kryzysem, ale kościelne sakiewki nie nawykłe przecież do kryzysu – wspólny im język symboliczny i aksjologia, bez tłustej sakwy zostaną niechybnie im odebrane. Z powodu braku kasy grozi więc katolikom ponoć kryzys wiary.
Zrozumiałe, że red. Terlikowskiego nam, zastapiłem im, bo nie tylko niewierzący od lat postulują by sprawy finansowania Kościoła nie tyle unormować, co po prostu ucywilizować. Jest również całkiem spora grupa wierzących, dostrzegających brak jakiegokolwiek przełożenia, weźmy na ten przykład rzucającego na kolana – z powodów zupełnie pozareligijnych – Lichenia, na ich wiarę.
Jeżeli red. Terlikowski religijność, wiarę, ich poziom, żarliwość czy co tam jeszcze sobie chce, sprowadza wyłącznie do jakoby niezbędnych nakładów finansowych, do sfery materialnej, do prostego przełożenia: im więcej kasy dla Kościoła tym społeczeństwo bardziej religijne – bo tak rozumiem jego dramatyczne dęcie w trąby – to ja może już nie będę bardziej wgłębiał się w mądrości redaktora.
Nie muszę skłócać KK z nawet malutkim promilem społeczeństwa czytającym te słowa. Red Terlikowski robi to skuteczniej. I tutaj redaktor ma rację, jako przedstawiciel mediów, dość sprawnie ugruntowuje obraz łasej na pieniądze instytucji, której nie można zaufać.
Kłamstwem, i to dość idiotycznym, jest, że za nieposkromiony apetyt KK odpowiada ktokolwiek inny niż sam Kościół i jego lobbyści, a Tusk sobie ten apetyt wymyślił. Zwykłą głupotą zaś jest, gdy ludowi bożemu usiłuje się wciskać iż od bogactwa KK zależy jego wiara.
Coś za mało ‘ugodowy’ jako lobbysta jest redaktor. A sam Kościół też mógł być bardziej ‘ugodowy’, gdy w politycznej hucpie „gdzie jest krzyż” pozwalał garstce zbawicieli miesiącami destabilizować państwo. Miarka zaczęła mocniej się przebierać właśnie 10 04 2010. Tę datę redaktor też dobrze odczytał. Ktoś tu się zwyczajnie nie sprawdził jako autorytet moralny, zdolny do współuczestniczenia w odpowiedzialności za państwo.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)