Kapitalizm, który to niby ustrój umiłował sobie (z nienawiści do socjalizmu) nasz rodak Karol Wojtyła, dosięga kolejne grupy społeczne. Przyszła w końcu i kolej na grupę, w której na swoje utrzymanie produkował się sam Wojtyła. Państwa socjalistyczne jak wiadomo rozdają, a niesocjalistyczne zabierają, Wojtyła tymczasem chciał dostawać, i by jego firmie nie zabierano...
Raczej pewne jest, że dzisiaj nienawidziłby tuskowego liberalizmu tak samo jak marksizmu. Zatęskniłby przynajmniej za Gierkiem. Ten, choć do grobu udał się bez księdza, szanował katolików tak samo jak Tusk dzisiaj społeczne nastroje antykościelne. Komuniści nie tacy źli...
Ustawa Sejmu PRL z 17 maja 1989 r. była pewnego rodzaju przepustką wydaną KK do klubu biznesowego, ale też szansą na zadławienie się. Jak się okazało w pełni przez Kościół wykorzystaną. Duże łyżki tak mają. Paradoks polega na tym, że zwykle rozdają je socjaliści.
Ustrój, który Wojtyła z Reaganem pomagali Gorbaczowowi rozmontowywać, gwarantował firmie Wojtyły realną i łatwą kasę – konkordat poniekąd realną też, ale jak się okazuje już nie tak pewną. Konkordat, jako instrument umożliwiający dalsze dojenie państwa i obywateli, od początku spełniał rolę bezpiecznika chroniącego Kościół przed nieuniknionymi ekonomicznymi skutkami przemian. Celem było jedynie usankcjonowanie podretuszowanego feudalizmu – systemu, gdzie wyzyskiwacz ma zagwarantowane zyski tylko dlatego, że jest wyzyskiwaczem. 2000 lat tradycji.
Chcemy normalnego państwa – czas w tej ‘tradycji’ nieco pogrzebać i usunąć z niej złogi historii, wraz z karmiącą się nimi szczególną rasą politykierów, których jedynym towarem – co ważne, wielokrotnego użytku – jest odmienianie przez wszystkie przypadki bóghonorojczyzna. Tym wygrywają swoje pensje poselskie, i tym usiłują później karmić ciemnego luda, licząc, że kapitalizm zrobi resztę sam (jak np. kolejny, któremu 0,3 % jest stanowczo za mało).
Wszelacy, poskrywani za katoprawicowością wyznawcy feudadalizmu – ciągnący z systemu pensyjki, ściśle uzależnione od efektów lobbowania za zabytkową, opartą na żebractwie i łupieniu instytucją – powoli stają się bezzębni i coraz mniej mogący. Klasa określana swego czasu „ZCHN nadchodzi” powoli odchodzi do lamusa. Kolejne sztandary przychodzi wyprowadzać. Tym razem wypadło na postfeudalne. Wsteczniackie i uwięzione w tradycji znacznie skuteczniej niż nasze ciocie na Sybirze.
A do rodaka papieża, zauroczonego wolnością od totalitaryzmów obcych, ale ubóstwiającego własny, wyekshumowałem okolicznościowe słowa: sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)