Nie przeczytacie o skutecznym zaaresztowaniu Ratzingera za wieloletnie krycie gwałcicieli dzieci i zwierząt. Watykan posiada wystarczające pieniądze, by poplecznicy dewiantów za sprawą adwokackich sztuczek dalej zarabiali kaskę na pogadankach o miłości do bliźniego.
Będzie o odpustowych socjotechnikach w osobach dwóch minimalnie podobnych do mężczyzny okazach. Niestety jedynie fizycznie. Odpustowych ma być synonimem sztucznych i kiepskich. Tandetnych. Czyli będzie o tandeciarzach. Handlarzach monideł w środkowej Europie XXI wieku.
Na S24 podniesiono kwestię ostatnich słów Karola Wojtyły. Się składa, że zachęty do ujawnienia ich nie dochodzą z obozu noszącego dawniej papieża na koszulkach. Pokolenie JPII przebrnęło fazę infantylizmu oazowego niczym trądzik, po udanym katolickim praniu mózgów chrześcijańsko zmężniało, a zarazem awansowało na wyższy stopień wtajemniczenia religijno politycznego i znalazło sobie nowych idoli. Ewoluowało w pokolenie mohera i pisa broniącego krzyża – niespecjalnie łaknącego słów papieża, i inaczej niż choćby Wojtyła rozumiejącego dialog z przeciwnikiem ideologicznym. Młodzieńcze pryszcze zamienili na przewlekłe czyraki. Swoją religijność powyciskali z poczciwych słów Jezusa czy Wojtyły, a wchłonęli retorykę Tadka, Jarka czy innego Janka Kobylańskiego.
Cardinal Dziwisz utajnieniem ostatnich słów papieża składa pokłon niespecjalnemu popytowi na zapoznawanie się z przemyśleniami słynnego rodaka. Postanawia wiernym oszczędzić obcowania z tym, co i tak ich już od jakiegoś czasu nie interesuje. Zdaje się doskonale słyszeć do kogo teraz owieczki radośnie beczą, więc i czyich słów najbardziej łakną.
Drugi nosi imię Richard. Wydaje mu się, że to jego słowa owieczki łykają, i jest autorem słów służących również Nerwicy za tytuł. U niego tytuł jest żartem, u mnie mniejszym. Poza żartem Richard popisuje się nadprzeciętną wrażliwością religijną, objawiającą się takim powiązaniem kibolskich zadym z patriotyzmem i dawanym przez nich świadectwem wiary, by w odpustowej przebierance prześcignąć samych kibiców.
Kibiców, którym niedostatek wrażeń poza boiskiem zapewnić ma schowanie się za wizerunkiem papieża Polaka – niestety bez stosownego w takich wypadkach zezwolenia. Jego brak nie przeszkadza również szalikującemu politycznie Richardowi. Nieprzestrzeganie przepisów, z mocy Ryśkowego wzburzenia resetuje dostojna treść na przedmiocie służącym do pozaboiskowego spełniania się. Czyli gdy w nielegalnych zgromadzeniach wykorzystywany jest wizerunek papieża, mowa jest o patriotyzmie gromadzących się, a nie o nielegalności ich zgromadzenia. Jeśli czci się papieża, prawo przestaje istnieć, a łamiący prawo staje się bohaterem.
Richard robi z chcących głośniej i nielegalnie podrzeć ryja pokolenie JPII, więżąc tym papieża znacznie skuteczniej niż trzymająca się litery prawa policja, konfiskująca neutralny dla niej, czyli nic nie znaczący duży obrazek. Richard ostatnich słów Wojtyły też nie jest ciekaw – ostatnich zakrzyków kibolskich jak najbardziej.
Jeden usiłuje Wojtyłę uwięzić w pokoleniu kiepsko udającym pokolenie JPII – drugi więzi w legendzie o ostatniej tajemnicy wojtyłowej, uważając pewnie, że na prawdziwe słowa papieża populacja nie jest przygotowana tak, jak na bieganie z jego wizerunkiem i bejsbolem w parze. Obaj sobie Wojtyłę zaaresztowali.
Zamilczany i niesłuchany Wojtyła w pasiakach, a po ulicach tłum drze ryja do nowego błogosławiącego: Jarosław, Polskę zbaw! Jarosław... !



Komentarze
Pokaż komentarze (2)