By uzyskać dobrą galaretkę, zwykle musimy poczekać kilka ładnych godzin. Jak ją uzyskać znacznie szybciej? Są różne szkoły. Mistrzowie robią to tak:
Wg przepisu Dr. Biniendy (nie mylić z Dr. Oetkerem) korzystającego z Zasady Heisenberga, wystarczy donos do FBI, a paru ludzi bezwiednie i spontanicznie wyprodukuje galaretkę (wg innej zasady: trzęsące się łydki) wręcz błyskawicznie... Warunek oczywiście konieczny to ten, by i FBI przystąpiło do procesu produkcji galaretki – a może przecież być i tak, że nie dostała do tej pory ani zaproszenia, ani składników... W tym wypadku galaretkę zmuszony będzie Dr. Binienda wyprodukować samodzielnie.
Inna szkoła, zabierająca niestety już trochę czasu więc nie tak spektakularna, ale za to zwiększająca szansę na sukces, to połączenie wiedzy teoretyka (Dr. Binienda) z wykonaniem praktyka. W tym przypadku Justyny Dobrosz Oracz, która w kilkanaście minut przy znaczącym współudziale samego wielkiego Akademika, zaprezentowała przed kamerami, jak praktycznie, i specjalnie się nie certoląc, z NICZEGO można taką klasycznie rozedrganą i sprężystą galaretkę uzyskać. Unoszące się z podziwu eksperckie brwi Dr. Biniendy, o galaretce mówiły praktycznie wszystko...


Komentarze
Pokaż komentarze (41)