nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna
800
BLOG

Zamachowo briefingowy prosty szefa sekty smoleńskiej

nerwica eklezjogenna nerwica eklezjogenna Polityka Obserwuj notkę 6

 

Na blogu Profesora Pawła Artymowicza zasygnalizowałem, że z nieporadnego ciosu wyprowadzonego przez Antoniego Macierewicza wynikają same dobre rzeczy.

Naprawdę źle, pan Macierewicz zaczął robić sobie chwilę wcześniej, chowając miesiącami trenowanego Biniendę z powrotem do amerykańskiej szafy. O samej rejteradzie amerykańskiego profesora wahałem się czy pisać, wpajane w dzieciństwie by nie bić leżącego zaprocentowało nieprzydatną litością, a ta zmilczeniem tchórzostwa ponoć gieroja. Nikt nie jest bez wad. Swoje właśnie nadrabiam.   

W na chybcika zorganizowanej medialnej ripoście – na podpierającą wielomiesięczne, jawne i weryfikowalne badania symulację prof. Artymowicza – którą to ripostę zapewne z wrodzonej miłości do doprecyzowywania szef wszystkich szefów zamachowych nazywa z niepolskiego briefingiem, popełnił kolejny kardynalny błąd. Z braku własnoręcznie wycofanego zawodnika, do walki naprzeciw naukowca stanął sam.

Runda pierwsza – Macierewicz zaimputował prof. Artymowiczowi unikanie Biniendy. Cóż... fakty? Artymowicz jest, Biniendy niet. Nie chcąc wprost pisać, że ktoś tu wyszedł na idiotę, napiszę, że Macierewicz przestrzelił. Lub, że tym wcześniej otrzymanym, czyli odbijanym ciosem bo przeca nikt inny tylko on sam z Biniendy zrobił unikanta wykazał rozczulającą bezradność.

Runda druga – Macierewicz briefingując przed kamerami docenił aktywność i chęć zmierzenia się prof. Artymowicza z kreskówką Biniendy słowem propaganda. Jako niekwestionowany spec w tej dziedzinie powinien jednak pamiętać, że jego specjalizacja ani nie obejmuje czegoś takiego jak propaganda naukowa, ani coś takiego na pewnym poziomie nie istnieje – a więc za dużo tutaj też nie zwojuje. Poziom ten łatwo będzie można dostrzec, gdy prof. Artymowicz nie zniży się do poziomu Macierewicza. Nie mają niestety o czym rozmawiać.

Trzeciej rundy nie będzie. Macierewicz wskoczył na ring pochopnie, nie zważając, że prof. Artymowicz już w przedbiegach wymierzył w zamachowy czerep kilka zbyt mocnych ciosów.

I to one tłumaczą Macierewicza zamroczenie i nieprzemyślane słowa. Zatem niech znokautowany szef zamachowców, sprowadzając rzecz briefingowo wyłącznie do polityki, razem z tym swoim ukrytym amerykańskim strachem na wróble w niej pozostanie.

 

 Krzysztof Abrahamowicz ‘Strach na wróble’

Bóg to za mało

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka