„Nie wiem, co się stało w Smoleńsku. Czekam na twarde procesowe dowody. Mam natomiast twarde procesowe dowody, że oficjalna wesja wydarzeń jest kłamstwem. I wiem, że szukanie prawdy jest moim obowiązkiem wobec mojej Żony. I dlatego mam odwagę oświadczyć: Ja, skromny poseł RP, oświadczam, że profesor Zbigniew Breziński, fetowany i odznaczany, utytułowany i uszanowany swoją wypowiedzią przekroczył wszelkie granice głupoty, a co gorsze - granice zbydlęcenia!”
Tak się bawi skromny poseł RP – zawdzięczający wejściówkę do Sejmu tylko i wyłącznie lansowi na kanwie katastrofy smoleńskiej. Już raz złapany w trakcie swojej kampanii wyborczej na prymitywnym kłamstwie – fałszerstwie. Teraz skromnego posła znowu kusi droga na skróty.
Skromniachy, który w jednym zdaniu pisze, że nie wie co się stało w Smoleńsku, a już w następnym, że posiada jakoby jakieś procesowe dowody (!) by następnie błyskotliwie ponownie przyznać, że prawdy jedynie szuka, więc dowody pewnie posiada na to że jest poszukiwaczem dowodów.
No ale czego można oczekiwać od kolejnego smoleńskiego hucpiarza, usiłującego swoje co nieco ugrać na wypadku komunikacyjnym. Gargulca z byle jak kleconej macierewiczowskiej rudery, któremu klekocze pod czaszką, że schowawszy się za śmiercią żony może bezkarnie, z partyjnego obowiązku szachować i obrażać.
Kolejny smoleński pomawiacz, któremu za daleko ze swoimi „dowodami” do prokuratury. No ale pożytek z tego jego pisowskiego wywnętrzenia jeden jest – dał prokuraturze wyraźny sygnał, że posiada procesowe dowody.
Skoro tak nachalnie nadstawia się prokuraturze, wypada mieć nadzieję, że prokuratura zaproszenie przyjmie. Choć przykład wszystkich podopiecznych pana Macierewicza, i jego samego, wskazuje, że odpowiedzialności za swoje słowa unikają jak diabeł święconej wody. Balansując na granicy bezczelności, kłamstwa i tchórzostwa.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)