Właściwie powinno się pisać, że wygląda to jak zabawa w ukrywanie rekwizytów. Zaczyna się jak przedmiotowe i cyniczne traktowanie czujących i przesiąkniętych miłością do ojczyzny ludzi. Ale będziemy tak myśleć tylko do chwili, gdy dostrzeżemy, że chowanie pana Biniendy panu Biniendzie zupełnie nie przeszkadza. Pełna maskirowka panie dziejku. W telegraficznym skrócie spróbujmy z bardziej dostępnych miejsc wygramolić schowańca.
Pan Antoni Macierewicz nie kryje, że wyselekcjonowana przez niego grupa ‘ekspertów’ na publiczne wystąpienia potrzebuje jego zgody. Na S24 pisze o tym bloger Marek Zegarek.
Rzecz to nie nowa i niczym specjalnym nie zaskakująca. W chowanie rekwizytów pan Macierewicz bawi się od samego początku swojej smoleńskiej krucjaty. Gdy jeszcze nie dysponował ani połową eksperta, do chowania zamiast ‘ekspertów’ używał samego siebie. Pamiętamy jak skutecznie schował się gdzieś w Warszawie, zaraz po tym jak zgrabnie zniknął ze Smoleńska. Gdy tymczasem inni podążali w odwotnym kierunku i nie spali po kilka dób.
Prokuraturze Biniendę też schował. Komercyjne wydanie czytadła dla pisowców „28 miesięcy po...” schował. Stronę internetową ZP z cyklicznymi propagandowymi sugestiami że to dywersyjna robota, cyklicznie i oczywiście z szacunku wobec zainteresowanych jego pracą chowa. Szkoda tylko, że sam się nie schowa.
No ale była mowa o bardziej dostępnych miejscach, że stamtąd wyciągnąć schowane będzie łatwiej. Takimi są na pewno sami współpracownicy Macierewicza. Nie mogą wszyscy naraz być pod czujną opieką szefa. Szukamy tutaj. Dwie wypowiedzi.
1. Dzisiejszy, raczej polityczny niż naukowy, wywiad z prof. Biniendą i jego słowa: ”Ich krytyka opiera się na argumencie, że użyłem niewłaściwych danych, ale jednocześnie skrupulatnie utajniają wszystkie swoje dane...”
2. Rozmowa ze współpracownikiem Antoniego Macierewicza Markiem Dąbrowskim i jego słowa o tych samych danych: ”Czy wiadomo Panu że prokuratura udostępniła już (uczestnikom Konferencji Smoleńskiej) dane...”
Okazało się, że ci którzy Wiesławem Biniendą grają w chowanego, grają też w chowanego faktami. Co ciekawsze, wygląda, że faktami grać mogą również wobec samego Wiesława Biniendy. Profesor Binienda publicznie żali się na brak danych – gdy tymczasem członek jego drużyny publicznie twierdzi coś odwrotnego.
P.S. Nie krytykujemy, ale i nie zapominamy również o "niewłaściwych danych" profesora... Nadal nikt ich nie widział...



Komentarze
Pokaż komentarze (86)