To tytuł roboczy. Oryginalny, Mordotłuk Przekręciara czy Faszysta? mógłby przypadkowo i niepotrzebnie zamknąć drogę notce na tzw. Stronę Główną, gdyby okazało się, że krytyka polityki polskich i europejskich mediatorów, jak też Sikorskiego, Michnika, TVN i w ogóle środowisk, które się liczą i z którymi inni się liczą, na tyle spodobała się tutejszej Administracji, że byłaby skłonna zrobić taki demokratyczny wyjątek.
Oczywiście Vitalij jest wybitnym pięściarzem, warkocz Julii doskonale komponuje się z wózkiem inwalidzkim a faszysta jest prawdziwym patriotą, ale nie w tym rzecz. Każde z nich, tak, jak łatwo może teraz zostać prezydentem, podobnie łatwo jak demokratycznie wybrany Janukowycz może nim przestać być. Też demokratycznie, jak próbuje się ukraiński krwawy przewrót z pewną dozą europejskiej nieśmiałości przedstawić. I to pewnie widok broni w rękach rewolucjonistów, zanim jeszcze została wystrzelona pierwsza gumowa kula, tą nieśmiałość powoduje.
Ok. W różnych kręgach kulturowych te same pojęcia będą znaczyły co innego. Poniesiony w możliwej przyszłości na faszystowskich kopach mistrz świata w boksie, to też jeden z ciekawych wariantów demokracji. Ale może przecież tak samo demokratycznie ponieść na kopach faszystów. Zanim oni jego, lub po tym jak wcześniej oni jego. Taka to już, powiedzmy, że część Europy.
Od razu zastrzegam, że krytyka nie będzie totalna. Występują okoliczności łagodzące. Sąsiadów, pech chce, że będących w potrzebie, bo marzących o demokracji, się nie wybiera. Nie będzie też po linii rewolucyjnych Julek czy Ewek, którym do prawdziwego spełnienia brakuje jeszcze trochę ofiar i dramatyzmu.
Pakowanie się Sikorskiego, Michnika, czy Kaczyńskiego w wewnętrzne sprawy Ukrainy wynika oczywiście z całkowicie różnych celów czy pobudek. Ktoś bardziej chce pomóc Ukraińcom, ktoś bardziej sobie, a ktoś bardziej demokracji. A jeszcze ktoś inny chce Majdanu w Warszawie. Nie ma żadnego sensu dochodzić хто є хто. Przez moment, w tym robieniu innym dobrze, szli przecież łeb w łeb.
Efekt końcowy, Kaczyńskiego występowania z obalaczami władzy, Sikorskiego mediowania między legalną władzą a legalnymi rewolucjonistami, czy Michnika solidaryzowania się z ideami demokracji, wolności, praw człowieka i innymi imponderabiliami, których oczywiście nie można odmawiać Ukraińcom, jest taki, że Polska wzięła na grzbiet odpowiedzialność za podzielony, półdziki kraj stojący na skraju wojny domowej. Kraj, który wprawdzie deklaruje, że pragnie do Europy, ale przekraczając granicę musi przy tym wypruć sobie żyły, rozerwać aortę i malowniczo podciąć gardło od ucha do ucha. Słusznie chwali się ambasador Ukrainy; że Ukraińcy właśnie oddali swoją krew za wejście do Europy i za wstąpienie do Unii Europejskiej... czy coś w tym stylu. Zapraszamy... Tradycje w nadstawianiu łba mamy bogate.
Bezcenna była mina Kliczki, gdy od początku żądający krwi uzbrojony tłumek w którymś momencie pokazał mu w co tak naprawdę zaczął grać. I taka też może być mina Polski, pełniącej rolę szlabanu odgradzającego Europę od areny poważnej i bardzo demokratycznej wojny domowej.
Jedni będą mówić, że Ukraina zdała egzamin awansujący ją do Europy, inni, że jeszcze powinna trochę popracować, dokończyć to, co rozpoczęli uzbrojeni i zamaskowani ‘rewolucjoniści’. Których z różnych powodów raczą nie zauważać ani Michnik, ani Kaczyński. Na razie ta odwaga w niezauważaniu jeszcze mało kosztuje.
Wszystkich pochłania udawanie zainteresowania, kto też zostanie kolejnym prezydentem Ukrainy. Mistrz wagi ciężkiej, doktor ekonomii czy prawdziwy patriota – mordotłuk, przekręciara czy jakiś faszysta.
P.S. Jedno wydaje się pewne. Lanserzy i pieczeniarze w stylu Maślankiewicza, Stankiewicz czy Kaczyńskiego, gdy przyjdzie ponosić konsekwencje, przyjdzie czas na wyrzeczenia i prawdziwą pomoc, znikną tak samo szybko, jak zniknąłby Najman na wieść o bezgotówkowej walce z Vitalijem.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)