Ci ludzie...
Już nawet propisowscy publicyści rwą włosy z głowy. Ledwo pan Kaczyński ostatni swój nienawistny spektakl skończył, a już jego podwładny to samo Polakom dołożył. Efekt taki, że nawet w samej partii coraz więcej po cichu przyznających, że dobra drużyna nigdy nie składa się z samych napastników. Napastników nieskutecznych tym bardziej.
Prezydent Duda na partyjnej masówce w Otwocku postanowił aktywniej niż zwykle wesprzeć prezesa w dezawuowaniu recenzujących rząd Polaków. Uderzył przy tym w nutę dotąd jak na siebie raczej obcą, bo zdecydowanie agresywną. Przy tym nad wyraz insynuacyjną i Polaków konsekwentnie dzielącą. Z pisowskiej perspektywy to nienawistne wzmożenie można oczywiście łatwo zrozumieć. Ma za zadanie takie podejście widzów pisowskiego spektaklu, by widzowie w komediantów lamentowaniu, że ich biją, nie dostrzegli płaczu i opuszczonych spodni. Stąd to kompulsywne zwracanie uwagi na tych, którzy PiSowi spodnie te złośliwie opuszczają. Pisowska norma.
Ale ostatni występ Andrzeja Dudy i tak mnie zaskoczył.
Hamletyzując w intencji obrzydzenia Polakom Komisji Weneckiej, a w komplecie i Trybunału Konstytucyjnego, niczym odtrącony kochanek prezydent pyta... gdzie ona była, gdy w Polsce wybory samorządowe nie poszły po myśli PiS...
Tych wszystkich afer, które były zamiatane pod dywan, takich wyborów, jak ostatnie samorządowe, gdzie wynik zaprzeczał wszelkiej rzeczywistości i wszyscy doskonale o tym wiedzą. Ale niczego nie dało się zrobić i niczego nie dało się powtórzyć. To była prawdziwa demokracja? Gdzie wtedy były wszystkie komisje weneckie? Gdzie była Komisja Europejska?
I teraz mam zagwozdkę. Czy to tylko poziom paniki w pisowskich szeregach? Czy może prawdziwy poziom Andrzeja Dudy?


Komentarze
Pokaż komentarze (28)